FANDOM


Poniżej fragment większej całości, jeden z wielu ozdziałów. Tak, dla ciekawości, czy ktokolwiek to przeczyta, i czy to sie może podobać. Jest rok 1972.

1.3

Nieco już wystygła herbata wylała się ze szklanki wprost na pergamin leżący na biurku, gdy Albus Dumbledore wybuchnął szczerym śmiechem. Choć wszyscy znali jego pogodne usposobienie, niewielu widziało Dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie ryczącego ze śmiechu jak jakiś pierwszoroczniak po rzuceniu zaklęcia galaretowatych nóg na koleżankę z klasy.

- Minerwo, powtórz, bo nie wierzę.

- I słusznie Albusie, bo to się w głowie nie mieści. To jest absolutnie oburzające, to jest … to jest całkiem ... – Minerwa McGonagall cała aż falowała                    z oburzenia. Wachlowała się swym szpiczastym kapeluszem, który zawsze ozdabiał jej głowę, wypieki na jej twarzy jednoznacznie określały stan jej wzburzenia.

- Co zrobili ? – spytał Dumbledore.

- Wzięli do niewoli Bar Pod Miotłą ! – wrzasnęła McGonagall i opadła na pluszowy fotel stojący koło biurka dyrektora. Zrezygnowana przyjęła bez słowa szklaneczkę Ognistej Whisky Ogdena, którą Dumbledore jej podał i przez chwilę delektowała się jej smakiem.

Dumbledore nie mógł powstrzymać chichotu, ale jakoś się uspokoił na tyle, żeby udać powagę.

- Pani profesor, proszę mi opowiedzieć, co oni znowu ... to znaczy co się  wydarzyło.

McGonagall westchnęła i już spokojnym głosem zaczęła opowiadać.

- Po kolacji Silvanus i Horacy namawiali mnie na wypad do Hogsmeade. Nie miałam ochoty, więc poszli sami. Koło północy dostałam wiadomość od Rosmerty, no wiesz, tej nowej właścicielki Baru pod Miotłą …

-Teraz to jest Bar pod Dwiema Miotłami, zmieniła jego nazwę, kiedy go kupiła od Douga Cole’a – wtracił Dumbledore.

-Tak ? Tego nie wiedziałam, rzadko tam bywam – oświadczyła sucho McGonagall - W każdym razie chyba wiesz, o kogo chodzi. Całkiem ładna, gdyby nie widzieć jej lekko krzywych nóg i za dużych ...

- Minerwo, proszę!

- Ano tak ... No dobrze, wysłała mi wiadomość, że Silvanus i Horacy trochę      za szybko piją, i że obawia się, że mogą być z tego kłopoty, tak jak wtedy, kiedy zmienili tego sprzedawcę z Zonka w zapach wrzosowiska o poranku.

- To był wyczyn, sama przyznasz ! – zaczepnie rzucił Dumbledore.

- Może i był, ale kosztował nas mnóstwo galeonów, bo w Świętym Mungu trzymali go potem przez miesiąc na koszt Szkoły – odcięła się McGonagall –                w każdym razie, a to już wiem z kilku relacji, założyli się o to, który więcej wypije. Rosmerta się ucieszyła licząc, że padną pod stół po pierwszej beczułce Ognistej Odegna, ale okazało się ze Slughorn oszukiwał, i wypił wcześniej jakiś eliksir, dzięki któremu nie upijał się. Kettleburn to odkrył i strasznie go zwymyślał, ale Horacy jakoś wyczuł, że on też oszukiwał, bo w trakcie picia zjadł sproszkowany nawóz hipogryfa, więc ...

- A fuj, bleee – Dumbledore nie mógł się powstrzymać.

- Od kiedy to jesteś taki obrzydliwy ? – rzuciła złośliwie McGonagall – jeżeli dobrze pamiętam, sam mu pomagałeś w tworzeniu tego ….

- Ja? – udał zdziwienie Dumbledore bezczelnie się uśmiechając- A tak, chyba nasz rację.

- Hipokryta ! Na czym to ja.. a już wiem. Jak się połapali, że obaj oszukują, zaczęli się obrzucać wyzwiskami, potem sięgnęli po różdżki, no i wtedy na szczęście większość klientów uciekła z baru, jakaś wiedźma z południa podobno na wpół przetransmutowana w kępę rzeżuchy. Rosmerta w końcu się wściekła, nawrzeszczała na nich i kazała się wynosić. Wtedy te dwa stare opoje się pogodziły i jakoś ją ugłaskali. Na zgodę kazali wytoczyć jeszcze jedną beczułkę miodu pitego. To wtedy Rosmerta wysłała mi drugą sowę. Od razu wysłałam po nich Hagrida, żeby ich sprowadził do zamku, ale on szybko się z nimi dogadał i po kolejnej butelce razem ogłosili, że biorą bar Rosmerty do niewoli !

         Dumbledore chichotał. Dawno już nie miał okazji do śmiechu i opowieść o kolejnym wyskoku jego dwóch nauczycieli zamiast zagniewać, szczerze go ubawiła.

- No i ?

- No i teraz, z tego co wiem, opracowują  Manifest czy Deklarację Wolności od Trzeźwości, czy coś podobnego. Hagrid śpi pijany, a Rosmerta oświadczyła, że nie ma na nich siły i jako zakładniczka idzie spać, a ty masz zapłacić im okup albo odbić bar siłą, jak wolisz, byle byś tylko jej nie potłukł nowych szklanek do piwa kremowego, które wczoraj dopiero co odebrała sowią pocztą.

         Minerwa McGonagall, już całkiem prawie spokojna, dopiła resztkę whisky i odstawiła ją na stolik, na którym stały dziwne, posykujące                     i pobrzękujące przyrządy na srebrnych nóżkach.

- Albusie, musisz ich ukarać …

- … surowo i przykładnie – mruknął pod nosem Dumbledore.

- … surowo i przykładnie, tak żeby tym razem … – ciągnęła McGonagall, lecz widząc minę Dumbledora zaplątała się – no, żeby jednak ty razem nie było tak, jak ostatnim razem, no bo wtedy … – w końcu umilkła, a po chwili parsknęła śmiechem.

Po chwili już dwoje profesorów Hogwartu, przed którymi drżały zastępy uczniów, śmiało się głośno, nic sobie nie robiąc z późnej pory i narzekań obrazów poprzednich dyrektorów, wprawdzie przyzwyczajonych do nocnego trybu życia Dumbledora, jednak nieco rozdrażnionych nagłym przebudzeniem.

- Minerwo, bardzo ci dziękuję za te kilka chwil, w których zapomniałem             o wszystkich kłopotach – rzekł już poważny Dumbledore.

- No, przecież mamy z nimi kłopot – zaczęła McGonagall, ale po chwili machnęła ręką – masz rację, to drobnostka.

- I ty też masz rację, że należy ich ukarać. I już wiem, jak – a tym razem kara będzie dla obu dotkliwa.

- Tylko, eeee, nie przesadź, bo może ja trochę przesadziłam z tym – McGomagall była lekko zakłopotana deklaracją Dyrektora.

- Nie obawiaj się, nie skrzywdzę tych dwóch bojowników o, jak to ujęli …  –zamyślił się – … prawo do wolności od trzeźwości ?

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.