FANDOM


Rozdział I

Pyk...

Przy nikłym księżycowym świetle jakby z nikąd pojawili się dwaj mężczyźni. Ich kontury przedstawiały się zupełnie inaczej. Jeden był niskim, pulchnym mężczyzną natomiast drugi wysokim i bardzo szczupłym. Znajdowali się w górzystej okolicy. Niższy z nich prowadził w stronę wysokiej ściany skał. Gdy do niej doszli ukazała im się nie wielka szpara, która z dala była nie widoczna ponieważ była porośnięta gęstymi krzakami. Oboje wcisneli się w nią i zaczeli mozolnie poruszać się do przodu. Po około dwóch minutach doszli dużej jaskini. Na jednej ze ścian znajdowała się paląca pochodnia. Na środku stał prosty drewniany stół a przy nim dwa krzesła. A nieco dalej widać było kolejny tunel prowadzący w dal. Mężczyźni usiedli przy stole. Grubszy z nich odezwał się:

-Tu już jesteśmy bezpieczni, rzuciłem na te kamieniołomy zaklęcia, które zapewnią ci dostateczną ochronę.

-Świetnie się spisałeś Lecleair – odezwał się ten drugi – a tak właściwie to gdzie jesteśmy?

-Trudno to określić. Jesteśmy w nie używanych kamieniołomach położonych około 30 kilometrów od Grenoble. Nikt tu na pewno nie zagląda.

-Świetnie, a na jakie poparcie mogę liczyć?

-O na pewno na moje, Smollet też jest bardzo chętny, no i oczywiście Malfoy, Brissot. To ci najważniejsi nie długo przybędzie tu trzech z Rosji. Straszni ludzie ale dla nas bardzo przydatni.

-Dobrze, w miare sukcesów więcej się do nas przyłączy. Kiedy dowiedzą się że uciekłem z więzienia?

-Gdzieś za trzy godziny, będą budzić wszystkich.

-No to będą mieli zabawę. To teraz wracaj już do swojego domu. Lepiej żeby nie budzić podejrzeń że nie było cię w domu.

-W takim razie już idę bo rzuciłem na to miejsce zaklęcie antydeportacyjne. Tam – wstazując na tunel w oddali – znajduje się twoje izba tak jak sobie życzyłeś.

-Świetnie, w takim razie do zobaczenie. Przyjdz za 3 dni aż się trochę uspokoi. Przyprowadz ze sobą Brissota, Smolleta i Malfoya.

Leclair kiwną głową i wyszedł.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.