FANDOM


Argus Filch podczas Bitwy o Hogwart nie bił się, lecz wraz ze ślizgonami siedział w Gospodzie pod Świńskim Łbem. Jako charłak, nie mógł przydać się na wiele, dlatego też popijał kawkę myśląc o Bitwie jak o jakimś finale bardzo ważnego konkursu piłkarskiego. Nagle jakiś Gryfon wpadł do gospody i zaczął wrzeszczeć:

-Przegrywamy, przegrywamy! Zabili Freda Weasleya...

Filch odetchnął z ulgą. W końcu będzie się męczył z tylko jednym rudzielcem, drugi może nawet przestanie przyjeżdżać na teren szkoły, aby ,,odwiedzić brata" (w rzeczywistości przyjeżdżali podokuczać Filchowi). Tak się pogrążył w myślach, że nie usłyszał nazwisk innych zmarłych.

-Colin Creevey, i ta kotka...

Filchowi dech zaparło. Zupełnie zapomniał o tym, że Pani Norris została na terenie Bitwy. Nie, przecież to nie może być ona...

-Tamtej puchonki, Abbott. Śnieżynka, jakoś tak.

Woźny odetchnął z ulgą. Nagle stało się coś dziwnego. Gryfon poleciał do przodu upadając na stół. Za nim stał śmierciożerca Travers z grupką czarodziejów z Ministerstwa. 

-Hmm, ślizgoni, ale też...charłak.-powiedział delikatnie Travers. Podszedł do Flicha i przyłożył mu różdżkę do gardła. Jeden z Czarodziejów od Traversa wyciągnął przed siebie coś, co wyglądało jak kupa sierści i mięsa trafiona śmiertelnym zaklęciem. Filch rozpoznał w tym czymś coś znajome sobie.

Popatrzył prosto w oczy Traversa i wezbrała w nim złość. Skrzywił się, cofnął się o krok, po czym wziął jakiś mop i uderzył nim przeciwnika. Śmierciożerca upadł na ziemię.

Wokoło zaczęły śmigać zaklęcia. Ślizgoni przyłączyli się do bronienia woźnego, bo, doprawdy, wyglądał żałośnie. Czarodziej trzymający martwą Panią Norris upadł na ziemię, popchnięty przez Blaise'a Zabiniego. Czarodziej zobaczył swoją różdżkę, leżącą na ziemi i już po nią sięgał, kiedy czyjaś noga ją przydepnęła.

Była to noga Argusa Filcha.

Czarodziej porwał jakiś badyl i zaczął pojedynkować się z woźnym. Broniąc ciosy charłaka wycofywał się powoli do toalety.

-Jack, nie!-Krzyknął inny czarodziej, pojedynkujący się z Pansy Parkinson, lecz Jack go nie posłuchał, a tamten czarodziej dostał zsklęciem niewybaczalnym Cruciatus od Marcusa Flinta. Filch i Jack wymieniali ciosy w małej, drewnianej kabinie toaletowej wbudowanej w ścianę, kiedy woźny zadał śmiertelny cios. Kijnod szczotki Filcha uderzył Jacka w gardło, co spowodowało, że pracownik Ministerstwa wpadł głową do sedesu. Filch stał nad nim z mściwą satysfakcją w oczach.

-To za Panią Norris.

__________________________________________Piszcie komy! Nawet negatywne!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.