|
SWAREK
1.
– Ty nie chciałeś uciec. Mogłeś nas kiwać na wszystkie sposoby, masz przewagę, a robiłeś głupie błędy, zostawiałeś ślady. Wiesz, ja myślę, że robiłeś to specjalnie, chciałeś, żebyśmy cię w końcu złapali. Nie rozumiem tylko – dlaczego?
Ten, który siedział po drugiej stronie stołu, nie patrzył Na Harry’ego Pottera. Wbił wzrok w blat stołu i milczał, a Harry był mu za to wdzięczny. Nie chciał patrzeć w jego oczy. W całej tej sytuacji czuł się parszywie, chociaż powinien być z siebie zadowolony. Nie był, i dokładnie wiedział dlaczego.
A zaczęło się to kilka tygodni wcześniej, od pewnej rozmowy.
2.
– To wprawdzie sprawa poniekąd osobista, ale ma ogromne znaczenie dla całego Ministerstwa, dlatego zajmiesz się nią sam, a postępach będziesz informował wyłącznie mnie - Percy Weasley z lubością poprawił węzeł nienagannie zawiązanego krawata. – Nie będziesz robił żadnych notatek, a wszystkie ustalenia będziesz mi przekazywał niezwłocznie, myślę, że znajdę zawsze chwilkę, żeby cię wysłuchać, kiedy...
Harry Potter wstał ze skromnego krzesła stojącego przed wielkim, mahoniowym biurkiem Szefa Departamentu Transportu Magicznego.
– No to na razie, Percy, pozdrów Audrey – rzucił niedbale i po prostu ruszył do wyjścia.
– Potter, ja jeszcze nie skończyłem!
Harry odwrócił się.
– Wiem, Weasley. Ale słyszałem już wiele takich nadętych gadek urzędasów, które kończyły się tym, że chcieli ode mnie, żebym za nich odwalił jakąś lewiznę. Temu kochanka zaginęła, tamten szukał haka na swojego szefa, takie tam brudy, które chcieli wyprać moimi rękami. Tylko żaden z nich nie był tak nadęty, jak ty, Percy.
Percy Weasley zerwał się ze swojego wielkiego, skórzanego fotela i poczerwieniał na twarzy. Wziął kilka głębszych oddechów, ale po chwili powoli oklapł na fotel.
– Przepraszam Harry – powiedział w końcu zupełnie innym głosem – ja... ja nie wiem co robić, dlatego...
Harry Milczał. Nie zamierzał ułatwiać koledze tej rozmowy.
– Ja potrzebuję pomocy – wydusił wreszcie z siebie Percy Weasley, a coś w jego głosie kazało Harry’emu wrócić na krzesło.
– No, to teraz mówisz po ludzku. Mów, o co chodzi, ale jak to jakieś kanty, to na mnie licz, od razu uprzedzam.
Percy pokręcił głowa.
– To nie żadne kanty, Harry. To coś znacznie gorszego, a ja siedzę w tym po uszy. W pewnym sensie wszyscy w tym siedzimy – ty, ja, wszyscy.
Otworzył szufladę i wyciągnął z niej maleńką fiolkę, na dnie której była może jedna kropla fioletowego płynu.
– Zaczęło się od tego – powiedział w końcu.
3.
– Brzytwa, pamiętasz tę sprawę pani Edgecombe sprzed trzech miesięcy?
Brzytwa na chwilę oderwał wzrok od tabeli Ligi Quidditcha w Proroku Codziennym. Od kilku dni nie miał nic do roboty, więc nudził się okropnie.
– No pewnie, ja to robiłem – ziewnął – sprawa niestety zamknięta.
– Dlaczego niestety?
– Bo dla mnie to nie był nieszczęśliwy wypadek, nie wierzę w to. No, ale sam mi kazałeś tak ją zakończyć, bo nie było dowodów na zabójstwo.
Harry zastanowił się.
– Ja? Nie pamiętam.
– Bo wtedy miałeś na głowie tę aferę z fałszywymi dementorami, może dlatego. Sam wszystko musiałem odwalić, całą robotę.
– Dobra, przypomnij mi, dlaczego myśmy się tym w ogóle zajęli.
Brzytwa zarzucił nogi na biurko.
– To była szefowa Departamentu Transportu Magicznego. Miała rok do emerytury, zadowolona z życia, z super pensją, kochającą rodziną, żadnych lewizn, zdrowy tryb życia. No i pewnego dnia znaleziono ją we własnym pokoju martwą. Wyglądało to trochę na kedavrę, więc wezwali nas, ale wykluczyliśmy wszystkie zaklęcia tego typu. Dom magicznie zabezpieczony na wszystkie sposoby, mieszkała sama, żadnych śladów prób przełamania zaklęć ochronnych. Nie było żadnego listu pożegnalnego, zresztą nie miała powodów, więc wykluczyliśmy też samobójstwo. Jedynym śladem była fiolka z jakimś eliksirem. Zbadali ją w Mungu, i ustalili, że to, to jakieś paskudztwo z serii tych upiększających, ale robionych przez partaczy i wciskanych jako cuda, po których każda kobieta będzie piękna jak Celestyna Warbeck w dniu premiery pierwszej płyty. Mnóstwo w nim niepotrzebnego śmiecia, jak to się wszystko wymieszało, to wyszła trucizna.
– Sprawdziłeś to?
– No pewnie. Dostała ją sowią pocztą chyba tego samego dnia, bo w śmieciach jeszcze była koperta. Próbowaliśmy namierzyć firmę, która to wysłała, ale nie dało rady. Wiesz, jak oni działają- odbierają zamówienie, wysyłają towar a potem natychmiast zmieniają siedzibę i nazwę, i szukaj wiatru w polu.
– To im się opłaca, tak po jednym zamówieniu?
– Taka fiolka może kosztować i 200 galeonów, więc tak. I tyle, ustaliłem, że to było zatrucie nielegalnie produkowanym eliksirem, i sprawę zamknąłem. A czemu pytasz?
– Brzytwa, a co z tą fiolką – Harry zignorował poprzednie pytanie swojego aurora – gdzie jest?
– Nie mam pojęcia, pewnie gdzieś w aktach sprawy. Mam sprawdzić?
–Nie.
4.
– Nawet nie pytaj, jak ją zdobyłem – Percy był wyraźnie zmieszany – ale od razu powiem, że wprawdzie nielegalnie, ale nikt z twoich mi nie pomagał.
– To jak ci się udało wyjąć dowód rzeczowy z akt? – Harry czuł, że robi się wkurzony.
– Nie jestem takim safandułą, za jakiego mnie uważasz – Percy po raz pierwszy się uśmiechnął – odpuść, może ci kiedyś powiem.
– No dobra, na razie odpuszczam – mruknął Harry, czując, że teraz Percy i tak mu nic nie powie – no i co z tym eliksirem?
Percy obracał w ręku fiolkę.
– Ja nie wierzę w żadne eliksiry upiększające, Harry. Znałem ją do lat, to zupełnie nie w jej stylu. Była zadowolona z siebie, ze swojego wyglądu, nigdy się nawet nie malowała, zresztą to była całkiem przystojna babka. Ona na pewno by nie kupiła czegoś takiego.
– Czyli?
– Czyli ktoś jej to podrzucił, żeby upozorować wypadek. A tak naprawdę ją zabił.
Harry pokiwał głową, wreszcie zaczynał cokolwiek rozumieć.
5.
Horacy Slughorn wprawdzie całkiem wyłysiał od czasu, gdy był nauczycielem eliksirów Harry’ego w Hogwarcie, i sporo przytył, nadal jednak miał w oczach te ogniki, które mówiły, że jego umysł jest w pełni sprawny.
– Dałeś emerytowi niezłą zagadkę do rozwiązania, Harry – uśmiechnął się pogodnie – ale mogłem się dzięki temu rozerwać. Przyznam ci się, że brakuje mi szkoły, tego całego rejwachu codziennie, tych wszystkich drobnych radości i kłopotów, które...
Zamilkł na chwilę, wpatrzony w zielonkawą klepsydrę stojącą na biurku.
– No nieważne, przejdźmy do rzeczy. To nie jest żaden eliksir upiększający, ktoś jedynie chciał, żeby na taki wyglądał.
Harry patrzył na małą, pustą już fiolkę, którą jego były nauczyciel trzymał w ręku.
– Widzisz, chłopcze – Slughorn jakoś nie potrafił zaakceptować, że „chłopiec” ma już własne dzieci i jest Szefem Biura Aurorów – każdy uczeń Hogwartu zna podstawy tworzenia eliksirów, jak sam wiesz. Tylko jednak niewielu czarodziejów umie tworzyć nowe, i tylko ci, którzy po szkole zajmują się profesjonalnie eliksirotwórstwem, poznają pewne zasady, których nie uczy się w szkole.
Nalał sobie i Harry’emu odrobinę whisky do misternie rzeźbionych szklaneczek.
– Żeby cię nie zanudzić, powiem tylko to, co najważniejsze. W tym eliksirze, który mi kilka dni temu dałeś do zbadania, znajdują się wszystkie podstawowe składniki eliksirów upiększających. Jest imbir, płatki róży, włos z ogona jednorożca i tak dalej, ale – co dziwne – jest też mnóstwo innych składników.
– Jakich?
– Ano właśnie z pozoru zupełnie przypadkowych, niepotrzebnych wręcz. Musisz wiedzieć, że pewne składniki, gdy występują w jednym eliksirze, neutralizują swoje działanie, nie znoszą się. Jeżeli dodasz jednocześnie kichawiec i rutę, to ich magiczne właściwości się zniosą, i efekt jest taki, jakbyś niczego nie dodał. Kiedyś nawet o tym wspominałem na lekcjach, ale bez szczegółów, pamiętasz?
Harry próbował sobie przypomnieć, ale ten temat był dla niego całkiem obcy.
– Coś jakby mi świtało – zaczął niepewnie, ale Slughorn roześmiał się tylko.
– Daj spokój Harry, rozmawiasz z nauczycielem, który tysiące razy słyszał takie gadki uczniów, którzy nie mają pojęcia o czym mówi. No dobra, co ważne – w tym eliksirze jest aż 8 substancji, które tworzą dokładnie cztery pary neutralizujących się składników. To nie może być przypadek, Harry. Ktoś chciał, żeby ten eliksir wyglądał na dzieło szaleńca, który wrzuca do kociołka co popadnie, i wychodzi z tego trucizna, ale przez jego niewiedzę, przypadkowo.
Harry zamyślił się na chwilę.
– Badali ten eliksir w Klinice św. Munga wcześniej, czy oni... to znaczy, czy mogli uznać, że te niepotrzebne składniki dały razem truciznę?
Slughorn westchnął.
– Myślę, że tak. Trzy z nich ma silnie toksyczne działanie, jeżeli ktoś tylko je wyodrębnił, a nie miał wiedzy, jak na nie oddziaływają inne – to tak, mógł uznać, że dają razem truciznę.
Harry obracał w palcach pustą już fiolkę.
– No dobra, ale jak te niepotrzebnie składniki się zneutralizowały – to co zostaje?
– Znakomite pytanie – ucieszył się Slughorn – widzę, że jednak czegoś cię nauczyłem. Zostają składniki zwykle stosowane przy eliksirach upiększających, tylko te.
– Mogą zabić, to znaczy tworzą truciznę?
– Nie, raczej nie. Mogą przyprawić o niestrawność, jakąś wysypkę, ale na pewno nie otruć.
Harry myślał intensywnie, prawdę mówiąc czuł się trochę jak na lekcji, podczas której nauczyciel oczekuje od niego prawidłowej odpowiedzi, jednak niczego nie wymyślił.
Slughorn westchnął.
– Co jeszcze, oprócz roślin czy części ciała zwierząt, jest potrzebne do stworzenia eliksiru, chłopcze?
Harry wreszcie zrozumiał.
6.
– Daliśmy się nabrać na tę sowią pocztę, bo nikt tego porządnie nie sprawdził. Była koperta, adres, mój człowiek sprawdził tylko nadawcę, nie szukał zamówienia – a jego nigdy nie było. Podrzuciłeś tę kopertę, żebyśmy myśleli, że eliksir przyszedł pocztą.
Milczenie może być czasem bardziej wymowne od słów, i właśnie tym razem Harry czuł, że ma rację.
– Zostawiłeś ślad w samym eliksirze. Nie musiałeś, mogłeś użyć zwykłej trucizny, mogłeś to zrobić na setki sposobów, ale jednak wybrałeś taki, który mógł nas naprowadzić na twój trop – dodałeś swojej własnej magii, której nikt się tam nie spodziewał, więc nikt jej nie szukał, tylko Slughorn był na tyle bystry i dociekliwy, że ją rozpoznał. Dlaczego to zrobiłeś?
I znowu cisza i wpatrzone w blat biurka wielkie oczy.
7.
– Jakoś miesiąc przed śmiercią wezwała mnie do siebie, byłem wtedy jej zastępcą. Nie było tajemnicą, że miałem największe szanse zostać jej następcą, sama mnie do tego przygotowywała.
Percy odruchowo poprawił krawat.
– Wtedy powiedziała mi o tym swoim szalonym planie – Weasley aż się wzdrygnął na samo wspomnienie – Uwierz mi Harry, przeraziłem się. Ona już miała wszystko opracowane – harmonogram, metody działania, jakieś statystyki – to było przerażające. Nie chciała w ogóle mnie słuchać, ciągle powtarzała, że to dzieło jej życia, że trafi do czekoladowych żab, że jej nazwisko będzie równie głośne w świecie czarodziejów jak Dumbledore’a.
– Raczej Voldemorta – mruknął Harry.
– Też jej to powiedziałem, ale w ogóle mnie nie słuchała. Ja... ja nie mogłem nic zrobić, uwierz mi.
– Mogłeś, zawsze można coś zrobić. Trzeba było z tym iść do Kingsleya.
– Łatwo ci mówić. Nie miałem nic, tylko jej słowa, wszystkiemu by zaprzeczyła, a moja kariera by runęła, zrozum.
W oczach Harry’ego nie było zrozumienia.
– Dobra, i co dalej?
– Codziennie mnie wzywała, żeby omówić ten plan, miała na tym punkcie obsesję. To wyglądało tak, że ona mówiła, a ja słuchałem, ale nazywała to naradami. Próbowałem jej to wyperswadować, ale jakbym gadał do portretu, z którego ktoś wyszedł.
– No i?
– No i dwa dni przed śmiercią przyniosła do mnie te dokumenty i kazała dobrze ukryć. Wtedy już chyba wpadła w paranoję, bo kilka razy dziennie przychodziła tu do mojego biura i je czytała, ale nie chciała ich zabrać.
8.
– Wtedy to ty popełniłeś błąd. Myślałeś, że wszystko trzyma nadal w domu. Dlatego najpierw ją zabiłeś, a dopiero potem zacząłeś szukać. Chociaż nawet nie, przecież wiedziałeś, gdzie to trzyma, musiałeś wiedzieć. Wykiwała cię, pewnie zaczęła coś podejrzewać.
Po raz pierwszy podniósł głowę. Harry spojrzał w wielkie jak tenisowe piłki oczy, mokre od łez. Przez głowę przeleciały mu wspomnienia z zimnej plaży.
– Co było w tych papierach, Swarku?
9.
Percy machnął różdżką i na pokrytej tapetą w prążki ścianie gabinetu pojawiły się stalowe drzwiczki sejfu.
– To mój służbowy sejf, zabezpieczony na wszystkie możliwe sposoby. Tylko ja, tylko tą różdżką i tylko przy użyciu wymyślonego przeze mnie zaklęcia niewerbalnego mogę go otworzyć. Ma wszystkie atesty, to najlepiej zabezpieczone przed magią miejsce w całym ministerstwie, nawet Shacklebolt nie ma takiego.
Harry zajrzał do wnętrza szafki, w której leżało kilka kupek papierów.
– Nie było żadnych śladów włamania, wszystkie zaklęcia były nienaruszone, sprawdziłem to, i mam pewność. Tak samo zabezpieczony był mój gabinet i też żadnych śladów włamania. Nikt nie majstrował przy zaklęciach, ale ta teczka zniknęła.
– Może sam ją zgubiłeś? – zadrwił Harry.
– Nie wygłupiaj się Harry! To nie żarty, to mógł zrobić jakiś niewyobrażalnie potężny czarodziej. Przełamać zaklęcia to może i by się dało zrobić, ale tak żeby nie zostawić śladów, to już magia na jakimś kosmicznym poziomie, ostatnim czarodziejem, który miał taką moc był...
– Aleś ty tępy, Weasley.
10.
– Skąd wiedziałeś?
Siedzący za stołem skrzat domowy wyglądał jak siedem nieszczęść. Wielkie, nietoperze uszy oklapły mu tak, że pożyły się na chudych ramionach. Nos, długi jak ołówek, zwisał smętnie.
– Wszystko powiedziała Swarkowi, bo Swarek musiał jej słuchać, chociaż tego nie chciał. Straszne rzeczy zamierzała, a Swarek musiał jej w tym pomagać, bo była jego panią. Swarek nie chciał, ale ona się tylko śmiała, i mówiła, że przejdziemy do historii. Pani była zła, pani była zła – Swarek zamknął oczy i milczał długo.
– Długo to trwało?
– Wiele lat, wiele lat. Najpierw tylko pytała, tak grzecznie, ale potem, już pod koniec, kazała wszystko sobie tłumaczyć. Swarek nie chciał, tak nie można, ale wtedy wymierzała kary. Swarek się nie boi się kar, wie co to ból, ale ona była taka straszna...
– O co pytała?
– O wszystko, Harry Potter sir.
Harry drgnął. Już kiedyś ktoś tak go nazywał, ale to było w innych czasach i innym świecie.
11.
– Ubzdurała sobie, że czarodzieje powinni wreszcie posiąść magię skrzatów, ona je uważała za niewiele warte, jak zwierzęta. Zaczęło się to od teleportacji, od lat próbowała dociec, a jaki sposób skrzaty mogą się teleportować nawet w miejsca niedostępne dla czarodziejów, no wiesz, na przykład do Hogwartu. Miała takiego skrzata domowego, którego o to pytała, ale nic sensownego jej nie powiedział, one chyba same nie rozumieją swoich zdolności.
– Zdziwiłbyś się.
– Co? A, nieważne. Na początku, z racji tego, że była szefem urzędu zajmującego się teleportacją, tylko to ją interesowało. Ale potem zaczęła myśleć o wszystkich innych rzeczach, o których nie wiemy. Jak skrzaty czarują bez różdżek, jak się szkolą, dlaczego nikt nie widział skrzaciego dziecka. To ją opętało, aż stworzyła ten program.
Percy poczuł wyraźną ulgę, gdy wreszcie wyrzucił to siebie.
– Wiesz Harry, samo założenie w sumie nie było złe, moglibyśmy poznać zupełnie nowe rejony magii, które... no przydałyby się nam.
– Poznać? Raczej ukraść.
– No, w sumie tak... ale najgorsze było, że ona założyła, że skrzaty nie oddadzą swojej wiedzy dobrowolnie. Dlatego opracował plan, jak je do tego zmusić.
Percy umilkł wyraźnie zmieszany.
– Czyli?
– Czyli...
– No wykrztuś o z siebie, Percy.
Percy spuścił głowę.
– Chciała zacząć od dzieci, Harry. Od dzieci – rozumiesz? Zmusić skrzaty do wydania kilkorga dzieci, zamknąć je i obserwować je, jak się uczą, jak jakieś króliki doświadczalne. I powoli kraść im ich tajemnice.
12.
– Swarek niczego jej nie powiedział, wiec dręczyła go cały czas, opowiadała, co zrobi innym skrzatom, jak Swarek nie powie. Swarek nie mógł na to pozwolić, Swarek wiedział, że urodziło się dwoje skrzaciąt, i kiedyś się wygadał, i ona powiedział, że je znajdzie i zabierze.
Harry patrzył na zapłakanego skrzata, którego powinien skuć zaklęciami i trzymać w zabezpieczonej przed teleportacją celi. Tyle że ani jedno ani drugie na nic by się nie zdało, żaden czarodziej nie znał magii skrzatów, wiec nie mógł jej zneutralizować.
– Dlaczego dałeś się złapać, Swarku?
– Bo Swarek musi ponieść karę, Swarek zabrał życie i teraz musi oddać swoje. Swarek to wie, ale... ale na początku chciał, żeby to inaczej wyglądało, żeby nikt się nie domyślił, dlaczego zabił.
– Niby jak?
– Swrek chciał tak zrobić, żeby wszyscy myśleli, że oszalał, i zabił z szaleństwa. Swarek miał plan... ale kiedy nie znalazł dokumentów, to się przestraszył, i zaczął ich szukać, i już nie miał planu.
Harry pokiwał głową.
– Dlaczego nie zabijałeś Percy’ego? No przecież chodziło ci o to, żeby nikt nie wiedział, że taki koszmarny plan powstał, żeby nikt nawet o tym nie myślał, a Percy miał te dokumenty.
Swarek opuścił znowu głowę.
– Pan Weasley nie jest zły, Swarek wie, że on tego nie chciał. On by nam nie zrobił krzywdy, on nie musiał ginąć. To Swarek musi zginąć, dlatego przyszedł do Harry Potter sam, jak tylko zorientował się, że pan go szuka. Bo Swarek jest dobrym skrzatem domowym, i wie, że musi ponieść karę.
13.
– Jesteś ślepy, Percy, jak większość czarodziejów. Żaden z was nie dopuszcza nawet myśli, że skrzaty dysponują magią na takim poziomie, o którym my nie możemy nawet marzyć. Te wszystkie twoje zabezpieczenia to była dla niego pestka, jak tylko wpadł na to, gdzie te papiery mogą być. Ty się rozglądałeś za drugim Voledemortem, a okradł cię ludzik w starym ręczniku zamiast ubrania. I dobrze ci tak, może cię to czegoś nauczy.
Percy milczał, nic sensownego nie przychodziło mu do głowy.
– Co z dokumentami? – zapytał w końcu.
– A nie zapytasz, co ze Swarkiem? Ach, ty... nie boj się, Swarek je zniszczył. Nawet nie czytał, wiedział przecież miej więcej, co tam w nich jest, i już to go przerażało.
– Mnie też.
– Tak? To czemu ty ich nie spaliłeś po jej śmierci, czemu wcześniej nie próbowałeś powstrzymać tej szalonej baby, co?
Percy milczał.
– Nie mów, sam wiem. Twoja kariera! Wiedziałeś, że ona chce je potraktować jeszcze gorzej, niż tego doświadczają od setek lat, że chce im zabrać wszystko, co mają, w jakichś laboratoriach trzymać ich dzieci, ale myślałeś tylko swojej karierze. Rzygać mi się chce, jak na ciebie patrzę.
Percy zacisnął usta, przez chwilę ważył słowa.
– Co z nim będzie?
– Nie twój interes, Weasley, i nigdy mnie o to nie pytaj. Teczki oficjalnie nie było, więc nie było też włamania, i twoje szefoskie dupsko jest bezpieczne, nikt się o tym nie dowie. A reszta to już nie twoja sprawa.
14.
Brzytwa patrzył na krzesło z którego przed chwilą zniknął skrzat domowy- ot tak, po prostu, jak to tylko skrzaty umieją.
– Wypuściłeś mordercę i złodzieja – powiedział beznamiętnie do Harry’go – za to się idzie do Azkabanu. Ja ci nie przeszkodziłem, to pójdziemy tam razem.
Harry uśmiechnął się.
– Pójdziemy na piwo co najwyżej. Nikt oprócz nas o tym nie wie, umorzyłeś śledztwo w dobrej wierze, nikt tam nie będzie grzebał.
Brzytwa podszedł do stolika, na którym stał służbowy kociołek do parzenia kawy.
– Nikt oprócz mnie by tam nie zaglądał... dlatego mi powiedziałeś?
Harry spoważniał.
– Tak. Po tym, jak zapytałem o fiolkę, prędzej czy później wsadziłbyś swój nochal w te akta, żeby sprawdzić dlaczego. I sprawa by się rypła.
– Mogłeś podrzucić fiolkę, a wtedy... a nie, była już pusta.
– No właśnie. Może jakbym wlał inny eliksir, to byś się nie połapał, a może jednak tak.
Brzytwa ziewnął i wziął od Pottera kubek z kawą.
– Słuchaj, on powinien kiblować do końca życia, czemu go puścił... puściliśmy. – Swarek powinien ponieść karę – i poniesie. Więzienie dla niego to byłby kurort, wymyśliłem coś bardziej... praktycznego.
– Powiesz mi, co?
– Nie, i nie pytaj, krócej będziesz zeznawać, jak coś się jednak rypnie. Uwierz mi, on nam wszystkim, wszystkim czarodziejom, wyświadczył wielką przysługę trując to babsko.
Brzytwa siorbnął kawy.
– No zaraz, ale ona miała córkę, pamiętam z akt, więc skrzat chyba powinien do niej wrócić, jej służyć, nie? Skrzaty muszą służyć do końca życia jednej rodzinie, każdy to wie.
Harry Potter, Szef Biura Aurorów i były właściciel jednego skrzata domowego, patrzył w swoja kawę, zastanawiając się nad odpowiedzią.
– Problem w tym, Brzytwa, a wiem to od godziny, że one tak naprawdę to nic nie muszą. Dlatego zginęła Edgecombe – była za blisko wpadnięcia na to.
Brzytwa myślał intensywnie, trąc różdżką podbródek.
– O żesz w mordę! – wykrztusił w końcu, gdy zrozumiał – ale dlaczego w takim razie...
Harry uśmiechnął się smutno ruszając do drzwi.
– Chodź na to piwo, ja stawiam.
Caairo11
|