|
„P”
1.
James Potter czuł się skrzywdzony.
Już drugi raz pod rząd urządził z przyjaciółmi precyzyjną zasadzkę i już drugi raz Severus Snape jej uniknął. Nie było możliwości, żeby nie wpadł na któregoś z nich czterech, a jednak w jakiś sposób to zrobił.
James Potter uważał, że został skrzywdzony, bo ominęła go dobra zabawa, na którą liczył. Kiedy wracali pustymi o tej porze korytarzami szkoły do swojego dormitorium, wszyscy czterej milczeli posępnie. Dopiero, gdy spotkali jakiegoś spóźnionego drugoroczniaka przemykającego się chyłkiem do salonu Puchonów, zabawili się trochę. Gdy chłopiec uciekał korytarzem z wielką dynią na głowie, goniony przez stadko nietoperzy, które wyleciały z jego własnego nosa, humor im się trochę poprawił.
Ale James Potter nadal uważał, że został skrzywdzony.
2.
– Nie było szans, musiał na nas wdepnąć, na któregoś z nas – powtórzył po raz setny Petter Pettigrew. – No nie było takiej możliwości, żeby...
– Zamknij się w końcu, Peter – ziewnął znudzony Syriusz Black, przeciągając się w swoim łóżku.
Od dwóch godzin wałkowali jeden temat – jak Snape’owi udaje się ich omijać, gdy się na niego zaczajają. W ciągu ostatniego tygodnia udało mu się 4 razy uniknąć ich zasadzek i tylko raz go osaczyli, gdy był sam. A starali się za każdym razem i to bardzo.
– Ktoś go ostrzega? – rzucił Remus Lupin, wieszając wyprane przed chwilą skarpetki na piecyku stojącym na środku sypialni.
– Niby kto? Smarkerus nie ma przyjaciół, chodzi wszędzie sam, zresztą niby jak ostrzega? – Potter już dawno odrzucił taka możliwość.
Za oknem szalała letnia burza, ciężkie krople waliły w okno sypialni i spływały po nim, tworząc fantastyczne wzory.
– Dobra, zrobimy inaczej – westchnął Potter. – Musimy poznać jego system. Od jutra trochę za nim połazimy, ale bez zaczepek, może czegoś się dowiemy.
3.
Przez następne 3 dni łazili po kolei na zmianę za Snapem, starając się nie rzucać zbytnio w oczy. Raz czy dwa doprowadzili do niegroźnych w sumie utarczek, żeby nie domyślił się, że coś przeciwko niemu knują. Snape nie zmienił swych zwyczajów. Poza lekcjami rzadko z kimś rozmawiał, nie wygłupiał się jak inni. Albo znikał w swym dormitorium, albo siadał gdzieś z książkami, które czytał cały czas, czasami robiąc jakieś notatki na zwojach pożółkłych pergaminów. Książki czytał nawet idąc, cud że się nie potykał co krok, gdy wbijał w nie oczy maszerując nawet po pustych korytarzach zamku.
4.
– Nikt z nim nie gadał, nie pokazywał na nic... on się nawet specjalnie nie rozgląda, wali w ciemno przed siebie, z nosem w tej książce, a przecież wie, że na niego polujemy, głupi nie jest. – Syriusz uderzył ze złością pięścią w stolik pustej sali lekcyjnej, w której usiedli, żeby pogadać. – Niby jak to możliwe, że dzisiaj znowu nas wykiwał?
– Książkach – poprawił odruchowo Potter.
– Co?
– Z nosem w książkach, ty powiedziałeś o jednej – Potter wzruszył ramionami. – To nieważne, bo ja myślę.
Syriusz zerwał się z krzesła.
– Właśnie, że ważne! – jego twarz rozjaśnił szelmowski uśmiech. – mamy go!
5.
Tym razem wiedzieli już na co patrzeć. Po dwóch dniach mieli pewność – Snape, gdy szedł gdzieś sam, trzymał w ręku zawsze te sama książkę – nieduży wolumin obłożony w szary papier, być może nawet notes czy notatnik. Wyciągał go z torby, gdy zostawał sam i szedł wtedy wpatrzony w jedna stronę książki, nie przewracał w niej kartek.
6.
– Ale jak to zrobić? W zasadzki nie wpada, torby nigdy nie zostawia, podobno nawet w kiblu zabiera ją do kabiny – prychnął Remus. – Nie da rady tego wykraść tak, żeby się nie zorientował.
Potter myślał intensywnie. Musieli dostać te książkę, żeby zobaczyć, co w niej jest takiego, co pozwala Severusowi ich unikać.
– Jeśli nie ukradkiem, to zrobimy to na chama, mniej subtelnie – stwierdził Syriusz, a James pokiwał głową na zgodę.
7.
Okazja trafiła się dwa dni potem. Znali na pamięć rozkład zajęć Snape’a i przypuszczali, że on tak samo zna ich. Dlatego czuł się bezpiecznie, gdy mieli lekcje – i to postanowili wykorzystać. Pod byle pretekstem urwali się z historii magii, zresztą profesor Binns prawdopodobnie tego nawet nie zauważył. Pędem pobiegli nad jezioro, gdzie Snape zwykle w ładną pogodę zaszywał się pod wiązem rosnącym tuż przy brzegu, gdy miał przerwę w lekcjach, a pogoda tego dnia była wspaniała. Byli pewnie, że dwie godziny przerwy miedzy eliksirami, a transmutacją spędzi właśnie tam. Nie pomylili się.
8.
– Expelliarmus!
Dopiero trzecie zaklęcie wyrwało różdżkę z ręki Severusa. Kilka kroków od niego leżał trafiony drętwotą Lupin, a za drzewem kulił się Pettigrew, którego Snape skaleczył jakimś dziwnym zaklęciem, którego nie znali.
Potter patrzył przez chwilę w oczy rozbrojonego przeciwnika, zastanawiając się, co z nim teraz zrobi, lecz przerwał to Black.
– Petrificus totalus!
Gdy Snape padł sztywny na murawę, Potter otrzeźwiał. Dzisiaj się nie bawimy, przypomniał sobie, mamy coś do zrobienia.
– Enervate! – rzucił zaklęcie przechodząc koło Lupina, który natychmiast odzyskał przytomność. Kiwnął głową na Pettigrew, wskazując na torbę Snape’a, a sam stanął tak, żeby mogący wpatrywać się tylko w niebo, nieruchomy Ślizgon przypadkiem nie zobaczył, jak Peter przeszukuje jego torbę.
– No i co teraz, Smarkerusie – zaczął swoją przemowę, cały czas stukając różdżką w dłoń, aby zagłuszyć kroki i działania Petera. – Zabawimy się, a ty przecież jesteś zwolennikiem zabaw na świeżym powietrzu, prawda?
Głośny, trochę sztuczny śmiech jego i Blacka zagłuszył Petera, szarpiącego z zamkiem torby.
9.
Wpatrywali się w mały, kwadratowy kawałek pergaminu od dłuższej chwili i niczego nie rozumieli.
Peter nie mógł sobie poradzić z zamkiem torby Snape’a, prawdopodobnie zabezpieczonym jakimś zaklęciem, więc improwizując Syriusz wywrzeszczał coś o parszywych Ślizgonach, którzy nie powinni się uczyć w Hogwarcie i używając diffindo, rozciął ją po prostu. Potem stojąc tak, by Severus go nie widział, rozrzucał zawartość jego torby w różnych kierunkach, tak że Snape mógł widzieć tylko przelatujące książki, pergaminy, pióra itp.
Gdy znalazł książkę, której szukał, szybko ja przewertował i wyjął z niej kawałek pergaminu, który schował do kieszeni, a potem tak, żeby widział to Severus, rzucił książkę daleko w wodę jeziora.
10.
Na pergaminie narysowane było w górnym rogu symbol słońca, zaś na środku znajdowała się jedna jedyna litera – „P”. Nic więcej na nim nie było, a Syriusz był pewien, że tylko to obserwował Snape chodząc.
– To była jakaś powieść, miałem tylko chwile żeby spojrzeć, ale rzuciło mi się w oczy imię Merlina, potem Morgana le Fay, to na pewno chodzi o te kartkę – stwierdził stanowczo.
Obracali kartkę na wszystkie strony i zmieniało się na niej tylko jedno – położenie symbolu słońca, lecz nie zawsze odpowiadało położeniu słońca na nieboskłonie. Potem chodzili z nią po korytarzach, wpatrując się pilnie – jak Severus – w pergamin, ale poza położeniem słońca po każdym skręcie – nic się nadal na niej nie zmieniało.
11.
– Dziurę w tym wypatrzysz, James – zażartował Syriusz, który właśnie wrócił ze szlabanu, jaki wszyscy dostali za ostatnią awanturę ze Snapem.
Ślizgon nie dał po sobie poznać, że coś mu zginęło. Gdy gramolił się z trawy obserwowali go uważnie – pozbierał te książki, które leżały na trawie, a potem próbował – prawdopodobnie zaklęciem Accio, z daleka nie mogli być pewni – wyciągnąć z wody książkę, która tam wrzucił Syriusz, ale gdy mu się to nie udało, po prostu wrócił do zamku.
Potter cały dzień nie rozstawał się z kartką, którą obserwował kiedy tylko mógł. Nie widział ani razu Severusa w szkole, ten jakby się zapadł pod ziemię, dopiero wieczorem Peter przyniósł wiadomość, że leżał w skrzydle szpitalnym.
Potter jeszcze raz rzucił okiem na kartkę, na której na samym środku ciągle nieruchomo tkwiła litera „P”.
– Dobra, idę odpękać ten szlaban, jakby co, to masz luterko – rzucił do Syriusza, który z obrzydzeniem mył ręce w miednicy. Ufajdane były czymś bardzo śmierdzącym, wiec James domyślał się, co go czeka na szlabanie. Remus i Peter jeszcze nie wrócili ze swoich.
– Zostaw te kartkę, teraz ja na nią popatrzę – rzucił Syriusz wycierając ręce wielkim, puchatym ręcznikiem, z którego już dawno temu odpruł godło swojego rodu. – Lubię patrzeć na słońce.
12.
– A to spryciarz! – szepnął z podziwem Remus Lupin. James Potter niechętnie przyznał mu w duchu rację.
Gdy poszedł odpękać swój szlaban u profesor McGonagall, Syriusz po kilku minutach wziął do ręki kartkę i zobaczył ze zdziwieniem, że zniknęła z niej litera „P”. Razem z Remusem i Peterem, którzy wrócili niedługo po wyjściu Jamesa, obserwowali ją, aż Remus w pewnym momencie wpadł na pomysł, że może znak słońca nie oznacza jego położenie, ale kierunek świata. Sprawdzili to przy pomocy kompasu miotlarskiego Jamesa, ale wyszło im, że słońce na kartce jest zawsze na południowym-zachodzie.
– Ono pokazuje kierunek na Wielką Salę – wpadł na to w końcu Peter. To już było coś.
Kiedy dyskutowali nad tym, co jeszcze może być zawsze na południowym zachodzie, nagle na kartce pojawiła się na jej lewym skraju litera „P”, która zaczęła się przemieszczać. Jak zahipnotyzowani patrzyli, jak powoli zbliża się do centrum kartki, potem skręca pod katem 90 stopni i kieruje się w dół. W chwili, gdy dotarła dokładnie do środka kartki, otworzyły się drzwi sypialni i wszedł do niej James Potter.
13.
– To „P” to Potter – Remus powtórzył to już drugi raz. – Ten skubaniec zawsze wiedział, gdzie jesteś, bo jakoś cię naniósł na te kartkę.
Sprawdzili natychmiast, że kartka pokazuje położenie Jamesa, jeśli był w odległości nie większej niż około 50 kroków od centrum mapy. Łażąc po korytarzach zawsze go widzieli na niej, gdy odpowiednio się zbliżył. Właśnie dlatego, gdy on trzymał mapę, jego położenie nie zmieniało się.
– Zawsze ostatnio wywijał się Jamesowi, pamiętacie? – przypomniał Peter. – Nas mijał i mogliśmy go dorwać, ale James się upierał, żeby to on zaczął, bo jemu wszyscy uwierzą, że to Severus go zaatakował pierwszy, a nam nie.
James Potter wpatrywał się w kartkę, na której znowu litera P znajdowała się idealnie w centrum.
– Jego położenie zawsze było takie, jak teraz, czyli w samym środku – dedukował na głos. – Idąc przed siebie widział wszystkie kierunki i zawsze wiedział, gdy ja się pojawiałem gdzieś niedaleko. Wtedy szedł na mnie i w ostatniej chwili omijał. Was nie widział, ale to mnie najbardziej nienawidz i może dlatego tylko mnie naniósł? Może to dopiero początek i miał zamiar ją ulepszyć? Nie wiem, ale w każdym razie nieźle pomyślane.
Chociaż szczerze nienawidzili Severusa Snape’a, musieli przyznać, że tym magicznym wynalazkiem zaimponował im.
– Ale jak to działa, znaczy... jak on to zrobił? – spytał Peter pokazując na pergamin.
James Potter zamyślił się.
– Nie mam pojęcia, Peter. To coś w rodzaju myślącego planu, albo raczej mapy. Ale dowiemy się tego, i zrobimy własną mapę, znacznie lepszą od tej. Co wy na to?
Przyjaciele pokiwali głowami na zgodę.
Koniec (albo i nie) Caairo11
|