FANDOM


Okladka23

Spis23


Cooltext288898389970849
Witajcie!
Tym razem nie pisze do was Black, a Alice. Skąd to wynikło? Niestety Iza zniknęła nam ostatnio z wiki i po dziś dzień nie wiemy, kiedy wróci. Postanowiłam więc objąć stery i mam nadzieję, że to tylko jednorazowe zastępstwo. Black, gdzie jesteś? Nie musisz się ukrywać, nie zamkniemy cię w Azkabanie... :P

Wracając do gazety, nadeszło w tym numerze trochę zmian. Przede wszystkim dołączyła do naszego składu redakcyjnego Kamcia, która przejęła Temat Numeru. Letycja zaś zajęła się nowym działem, humorystycznym, pełnym przekłamań – Piórem Rity Skeeter. Mam nadzieję, że ta nowość przypadnie wam do gustu. Kolejną zmianą jest likwidacja Magicznej Listy Przebojów. Uznaliśmy, że nie jesteśmy w stanie zaskoczyć was nowymi propozycjami, w specjalnym wątku nie przybywało propozycji, a nie ma sensu wciąż głosować na te same piosenki. Ostatnią zmianą w numerze jest „przekształcenie” Kącika Huncwotów w nieco inny dział, Magiczne zabawy. Wcześniej Kącikiem zajmowałam się ja, zaś nowy dział przejął Mattibu. Myślę, że ta forma również wam się spodoba.

Na koniec chciałabym zaprosić was na Mistrzostwa Harry Potter Wiki, czyli wakacyjną zabawę, podczas której możecie zdobywać punkty dla drużyny edytując, czy biorąc udział w konkursach. Ta edycja to powiew świeżości: odchodzimy od nieco „przejadłych” domów Hogwartu (ile razy może wygrywać Ravenclaw? Pff :P) i walczymy między Huncwotami. Możecie zapisać się do jednej z czterech osób: Glizdogona, Lunatyka, Łapy i Rogacza. Dodatkowo nie wliczamy punktów za edycje na przestrzeni Produkcja, czyli tysiące bajtów wklejonej filmografii na nic się nie zda, jeśli chcecie zarobić dla drużyny.

Ja się trochę rozgadałam i nie wiem czemu zaczął mnie boleć lewy kciuk, zatem uciekam i zapraszam do przeczytania Czarownicy! Piszcie co sądzicie o numerze tutaj.

Dumbledore ucieka

Alice
***

Zapraszam do udziału w krótkiej ankietce.

Co wolisz jeść na obiad?
 
16
 
8
 
14
 

Ankieta stworzona dnia lip 4, 2018, o godzinie 17:53.
Oddanych głosów: 38

Współpraca

Współpraca (1) Współpraca (2) Baner 5 Wspolpraca3 Winsfordbutton

Cooltext291902611573510
Witajcie, Drodzy Czytelnicy, w nowym dziale.

Ponieważ zaczęły się wakacje, to z pewnością macie teraz dużo wolnego czasu, możliwe też, że czasami doskwiera wam nuda. Aby temu zapobiec przygotowałem dwie zabawy, których rozwiązywanie może umilić Wam czas.

Zanim jednak przejdziecie do oddawania się nieskrępowanej rozrywce, chciałbym ustalić kilka zasad, aby każdy miał szansę wykazać się swoją wiedzą i spostrzegawczością. Dlatego też, jeśli rozwiążecie jakieś hasła w krzyżówce albo znajdziecie różnice na obrazku, to nie wahajcie się napisać ich w tym wątku, ale aby umożliwić wszystkim zabawę piszcie tylko o jednej różnicy i o dwóch lub trzech hasłach w krzyżówce. Oczywiście jeśli uważacie, że czyjaś wcześniejsza odpowiedź była błędna, to możecie napisać jaka jest waszym zdaniem poprawna.

Jeśli natomiast znajdziecie wszystkie różnice lub rozwiążecie całą krzyżówkę, to pochwalcie się tym, wysyłając swoje rozwiązanie do mnie na Discordzie lub na maila „Czarownicy” (czarownica.gazeta@gmail.com). Miłej zabawy!
Mattibu


Rozwiąż krzyżówkę!

Krzyzowka23


Poziomo

3. Hermiona spędziła tam wakacje
6. Lubił muzykę kameralną
7. Harry dostał je na Święta od Stworka
8. Kuzyn Harry’ego, zdrobniale
10. Dostała go siostrzenica premiera
13. Uwalnia skrzata
15. Bombonierki...

Pionowo
1. Sposób na krótkotrwałe pozbycie się szkodników z ogrodu
2. Wprawia w zły nastrój
4. Według Harry’ego pokryta miodem
5. Żywiła się koniakiem z krwią kurczaków
9. Głosił, że Syriusz Black jest gwiazdą rocka
11. Maleństwo, Pazurek, Śnieżka i ...
12. Odpadła z Mistrzostw Świata w quidditchu po meczu z Transylwanią
14. Pomocnica w sklepie bliźniaków


Znajdź 5 różnic między obrazkami!


Roznice23


Cooltext288900320199411
Golden egg

Witam w kolejnej odsłonie Złotego Jaja! Jako ostatni o jajo walczył Brzytwiarz i zdaniem siedmiu osób, obronił go niczym rogogon węgierski. Pięć osób porównało Brzytwę z chińskim ogniomiotem, a tylko jedna z zielonym walijskim. Co ciekawe, według czterech osób smok sobie nie poradził, a zamiast się bronić, posyczał się i schował za kamieniem. Zdecydowanie jednak pozytywne głosy przeważają i śmiało możemy pogratulować Brzytwie obrony jaja!

Na arenie jako następny zawitał Gwynbleids. Jak sobie poradził? Oceńcie sami!

Mattibu:
Jesteś czwartorocznym Ślizgonem i wracasz właśnie do swojego dormitorium. Jak zwykle skracasz sobie drogę i przechodzisz przez duży loch, co oszczędza ci kilku minut. Myślisz jeszcze o ostatniej lekcji eliksirów i dlatego dopiero gdy jesteś na środku sali orientujesz się, że coś jest nie tak. Podnosisz głowę i dostrzegasz wokół siebie wiele duchów, słyszysz okropną muzykę graną na piłach przez zespół martwych muzyków, czujesz lodowate zimno, a do twoich nozdrzy dociera okropny smród zepsutego jedzenia. Chcesz się wycofać jak najszybciej, jednak nagle przed tobą pojawia się groźnie wyglądający duch w zakrwawionej szacie."O, żywy gość. Cieszę się, ze przyszedłeś na przyjęcie z okazji rocznicy mojej śmierci. Poczęstuj się jedzeniem" - dodaje tonem nieznoszącym sprzeciwu, wskazując ci na półmiski pełne zepsutych potraw. Czujesz, że odmowa nie zostanie miło przyjęta. Co robisz?

Smok:
Jako że ostatnią lekcją były eliksiry a jak doskonale wszystkim wiadomo, Snape jest dość pobłażliwy w stosunku do domu węża, to warzę eliksir na ból głowy, który po zmieszaniu z odpowiednimi ziołami stanowi idealny eliksir na rozstrój żołądka, a więc jest się w stanie zjadać i pić wszystko bez obaw o zatrucie (eliksir ten był głównie stosowany przez starszych uczniów przed imprezami, żeby ognista Whisky nie zrobiła nieprzyjemnych rzeczy). Piję więc eliksir i odpowiadam: "Z chęcią skosztuję tych potraw, jakie jest dzisiaj danie dnia?".

- To nasz największy rarytas - mówi, pokazując mocno już nieświeżą rybę. Po talerzu chodzą muchy, a obrzydliwy zapach bijący od tej potrawy jest tak potężny, że zbiera ci się na wymioty.

- Przeżyłem kuchnię mojego brata, a on potrafi spalić wodę na herbatę, przeżyłem ciasteczka Hagrida, przeżyłem nawet to jak podczas szlabanu z Filchem płyn do mycia zbrój wlał mi się do ust, a te duchy nie wyglądają zbyt przyjaźnie - pomyślałem sobie, wyciągając jednocześnie z kieszeni kawałki chusteczek, które następnie wsadziłem sobie do nosa, żeby zatamować ten okropny smród, bo jak wiadomo, jak coś mniej śmierdzi, to da się to zjeść. Wziąłem kawałek tej ryby, taki nie za mały, ale też nie za duży i myśląc, że to są najlepsze lody orzechowe na świecie, przełknąłem szybko. Na szczęście nie zwróciło mi się, więc odpowiedziałem "To był dość interesujący smak, ale teraz niestety muszę opuścić wasze przecudowne przyjęcie, ponieważ muszę jeszcze zrobić projekt na obronę przed czarną magią, nie miałem co prawda siły, ale ten cudowny posiłek magicznym sposobem mi ją wrócił". Ukłoniłem się i zacząłem powoli oddalać się w kierunku pokoju wspólnego Ślizgonów.

- Mam nadzieję, że na długo zapamiętasz ten wyborny smak - duch klepie cię z uznaniem po ramieniu, co odczuwasz jakby oblał je lodowatą wodą i oddala się w kierunku innych gości, pozwalając ci odejść.

***

Kamcia012:
Jesteś pierwszorocznym Krukonem, spieszysz się na próbę chóru, doskonale zdajesz sobie sprawę, że Profesor Flitwick nie lubi spóźnialskich, a ty i tak spóźniałeś się już dostatecznie często. Biegniesz więc przez korytarze w stronę Wielkiej Sali, kiedy na twojej drodze nagle pojawia się Draco Malfoy, prefekt Slytherinu. Jesteś tak rozpędzony, że nie dajesz rady wyhamować i z pełnym impetem wpadasz na Dracona.
- Patrz jak łazisz, mała, tłusta szlamo! Nikt cię nie nauczył, że nie zadziera się z Draco Malfoyem? Odejmuję Twojemu domowi 50 punktów, a teraz idziesz ze mną do profesora Snape'a!
Jak wybrniesz z tej sytuacji?

Smok:
- Malfoy, naprawdę chcesz to zrobić? - Zapytałem, nie byłem bowiem byle kim, a synem samego szefa Departamentu Tajemnic, od małego byłem uczony, żeby zawsze wykorzystywać swoją pozycję w jak najlepszy sposób. "Rozumiem, zaczepiłbyś jakiegoś Gryfona, ale spróbuj jeszcze raz mnie zaczepić, to przypadkiem mój tatuś przeprowadzi na tobie mały eksperyment, słyszałem, że teraz próbują sprawić, żeby w losowych odstępach czasu kończyny osób pojawiały się na różnych kontynentach, a po chwili wracały, tylko nie wychodzi im to jeszcze, bo żadna nie wróciła". Grożę, uśmiechając się sadystycznie - wiedziałem, ze jestem teraz w lepszej pozycji.

- Śmieszy cię to?! Wydaje ci się, że jesteś lepszy ode mnie? Mój ojciec dowie się o tym, a ty skończysz co najwyżej jak Hagrid, po tym jak odbiorą ci różdżkę. Idziesz teraz ze mną do profesora Snape’a!
Draco łapie cię za rękaw i ciągnie w stronę gabinetu Opiekuna Slytherinu.

-Czyli jednak ten magiczny paralizator od taty mi się przyda - wywróciłem oczami i wyciągnąłem wynalazek z kieszeni, rażąc prefekta Slytherinu, i oddaliłem się szybkim krokiem w stronę miejsca, gdzie miała się odbyć próba chóru, miałem też nadzieję, że przez to, co zrobiłem, Draco Malfoy przestanie zawracać mi głowę. Normalnie napisałbym mu coś na twarzy niezmywalnym markerem, albo przynajmniej przykleiłbym gumę do żucia do jego wylakierowanych włosów, ale na marker nie miałem czasu, a gumy mi się skończyły.

Po próbie chóru przychodzi po ciebie Profesor Snape.
- Pójdziesz ze mną, Kuba. To co zrobiłeś, jest niewyobrażalnie głupie i złe. Odejmuję Twojemu domowi 100 punktów, a każdą sobotę aż do końca roku spędzisz w moim gabinecie, czyszcząc kociołki. A teraz idziesz ze mną do dyrektora!

***

Krystianwolski:
Masz jedenaście lat, twoi rodzice są mugolami. Razem z nimi zjawiasz się na stacji King's Cross, gdzie za chwilę odjedziesz na długo wyczekiwany pierwszy rok nauki w Hogwarcie. Chcąc przejść przez magiczną ścianę, nieoczekiwanie przejście zostaje zamknięte i rozbijasz się o nią ze swoimi rzeczami. Twoi rodzice uważają, że nieoczekiwany gość, który zjawił się w domu w wakacje był podstawioną osobą, która chciała jedynie z Ciebie zażartować. Twierdzą, że nie istnieje coś takiego jak szkoła magii, a te wszystkie rzeczy, które otrzymałeś w wakacje przez dziwnie ubranego człowieka to po prostu część tego żartu. Każą Ci wracać z nimi do domu. Ty jednak jesteś przekonany, że magia istnieje naprawdę i to nie jest żart. Co w tej sytuacji robisz?

Smok:
Jako że od zawsze byłem osobą, która lubi czytać, to przejrzałem książki, które zostały mi dostarczone, żeby wiedzieć coś o świecie, do którego mam zamiar wstąpić. Wiedziałem, że w teorii nie powninienem używać czarów, ale w wyjątkowych sytuacjach było to dozwolone, zamknięte przejście na peron 9 i 3/4 uznałem za wyjątkową sytuację, wyciągnąłem więc różdżkę i rzuciłem zaklęcie lewitacyjne na moje książki, które zaczęły się unosić i zapytałem moich rodziców "TO też jest część żartu, że przypadkiem potrafię sprawić, żeby książki unosiły się same?". Wiedziałem, że przynajmniej teraz będzie pewne, że uwierzą mi, że to nie był żart, pozostał tylko problem, jakim cudem dostać się na peron, zanim odjedzie pociąg.

- To musi być jakiś podstęp, nie możesz nas ciągle tak oszukiwać. Pewnie ten człowiek, który przyszedł do nas w wakacje, to był twój znajomy. Teraz nadal pomaga Ci nas nabrać i zza przejścia na piętrze pociąga za linki, unosząc książki do góry. Nie można tak postępować, proszę wracajmy do domu Jacobie.

- Tak, oczywiście, mój kumpel siedzi na dachu King's Cross i pociąga za sznurki, kiedy ja macham patykiem - odpowiedziałem sarkastycznie. - Poza tym, gdzie tu jest piętro, to jest D W O R Z E C". - Kiedy skończyłem to mówić, zobaczyłem, że przy następnym peronie znajduje się grupka osób z sowami na wózkach, którzy byli ubrani w szaty. Oznaczać to mogło jedynie to, że są czarodziejami. Zobaczyłem jak wbiegają w ścianę i znikają, wtedy popatrzyłem w górę i zobaczyłem, że stoimy pomiędzy peronem 8 i 9, a nie peronem 9 i 10. Powiedziałem więc do moich rodziców: "Pomyliliśmy perony, tam jest przejście". i nie czekając nawet na nich, pobiegłem w stronę przejścia na peron 9 i 3/4, w którym przed chwilą zniknęła grupka czarodziei, wbiegłem w ścianę i znalazłem się na majestatycznym peronie, na którym czekał już pociąg, który miał mnie zabrać do Szkoły Magii i Czarodziejstwa.

Rodzice są zdziwieni. Przechodzą przez przejście zaraz po synu.
- Faktycznie, magia tak jak mówiłeś istnieje. Wierzyliśmy, że jest to prawdą, nie chcieliśmy tylko, żebyś się zawiódł. Zdawaliśmy sobie sprawę, że mógł być to równie dobrze żart jakiegoś sąsiada. Mamy nadzieję, że będzie Ci się podobało w nowej...

Tę chwilę przerywa sowa z listem skierowanym do młodego Jacoba. Nagle list się otwiera i wybrzmiewa z niego treść:

Drogi Panie Jacobie. Korzystanie z magii poza terenem Hogwartu jest zakazane. Rozpoczyna Pan w prawdzie swój pierwszy rok, tak więc nie wyciągniemy wobec Pana większych konsekwencji. Prosimy jednak zgłosić się w szkole do opiekuna Pańskiego przyszłego domu w celu wyjaśnienia sytuacji.

Pozdrawiam i życzę miłej podróży,

Mafalda Hopkirk

-Także synku, życzymy Ci jeszcze raz powodzenia i koniecznie pisz do nas często. Obiecaj, że nie wplątasz się w żadne tarapaty!

- Będę pisał, ale co do tarapatów, niczego nie obiecuję - rzuciłem, wskakując do ciapongu, ciesząc się na nadchodzący rok szkolny jak nigdy wcześniej.

- Do zobaczenia w wakacje. Trzymaj się!

***

Isthealice:
Jesteś 4rocznym Ślizgonem. Na błoniach Hogwartu spotkałeś irytującego Pottera, który puszył się jak jego ojciec. Gdy podszedłeś bliżej, Gryfon zmierzył cię wzrokiem i po chwili wybuchnął szyderczym śmiechem. Zorientowałeś się, że wyśmiał cię, bo masz dwie różne skarpetki. Potter odwrócił się na pięcie, a ty, w przypływie złości wyciągnąłeś różdżkę i rzuciłeś w jego plecy zaklęcie. Po chwili Harry skurczył się do rozmiarów Flitwicka... i w tym momencie zauważył was profesor zaklęć.
- Panie Jakubie! Co to ma znaczyć?!

Smok:
Musiałem coś szybko wymyślić, nie chciałem dostać szlabanu na kolejne dwa lata albo dłużej za rzucenie zaklęcia na świętego Pottera, powiedziałem więc: "Jako że ostatnio mieliśmy powtarzane zaklęcia zmniejszającego na Pańskich zajęciach profesorze, to postanowiłem je poćwiczyć, nie planowałem trafić w Pottera, celem był ten kamień za nim, rozumie pan, chciałem poćwiczyć celność, bo wakacje się zbliżają, a mam zamiar wziąć udział w turnieju pojedynków". Miałem nadzieję, że wspomnienia o turnieju pojedynków udobruchają chociaż trochę małego profesora, wiedziałem że był on swego czasu mistrzem pojedynków.

- Niech pan nawet nie próbuje tak bezczelnie kłamać, panie Gwynbleidski. To nie kamień, tylko mój tupecik! Trzasnął pan tak bezmyślnie zaklęciem, że mi go zwiało z głowy! A pan Potter to przypadkiem jest teraz mojego wzrostu, tak?

- Panie profesorze, nie chodzi mi o ten tupecik tutaj, tylko o ten kamień o tam przy jeziorze - wskazałem na kamień znajdujący się przy brzegu. - Próbowałem strzelić tuż obok Pottera, ale nie udało mi się, więc niestety jest teraz niski, ale rozumie pan przecież, że czasami trzeba rzucać zaklęcia przez najmniejsze szczeliny, żeby przezwyciężyć przeciwnika na turnieju, pan o tym doskonale wie jako wielokrotny mistrz - próbowałem udobruchać malutkiego profesora.

Tak, rzucanie bezmyślnie zaklęć na Błoniach Hogwartu, nie rozróżniąc ucznia od kamienia na pewno zapewnią zwycięstwo w Turnieju Pojedynków! I jeszcze śmianie się z mojego wzrostu... niech no ja tylko powiem Dumbledore'owi co pan wyczynia...

- Panie profesorze, ja słowem nie wspomniałem o Pana wzroście, za bardzo pana szanuję, ale gdzie indziej mam rzucać zaklęcia? Klasy są za małe żeby poćwiczyć celność, w Wielkiej Sali nie, a na korytarzach jest za dużo ludzi, więc rzucam w kamienie albo w drzewa znajdujące się na błoniach. Ale Panie Profesorze, może pan pomoże mi w przygotowaniach na ten turniej pojedynków, ja nie będę wtedy rzucał zaklęć na błoniach w kamienie i trafiał przypadkiem w ludzi, a pan, jeśli wygram, będzie jeszcze bardziej znany niż do tej pory, a co za tym idzie, może jakaś podwyżka? Nie musimy przecież iść z tym do dyrektora - próbowałem uzasadnić swoje działanie, poza tym, jeśli to by się udało, to ćwiczenie pojedynków pod okiem znanego mistrza nie zdarza się codziennie.

- W kamienie, albo drzewa... albo w uczniów, zapomniał pan dodać! Panie Gwynbleidski, brak mi słów. Pan nie umie nawet trafić w punkt, KTÓRY SIĘ NIE RUSZA i ja mam pana szkolić na Turniej?! Z czego będę znany, ze szkolenia takiej ciamajdy? Jestem panem rozczarowany. Naprawdę. Ale wie pan co? Nie pójdę do dyrektora z tą sprawą. W ramach kary będzie pan od dzisiaj uczył się z Wmiguroku. Na podręczniki z Hogwartu jak widać dla pana za wcześnie.
Flitwick przywraca Harry'emu wzrost, po czym odchodzi, mrucząc pod nosem "Czwarty rok i takie rzeczy..."

***

Damian102:
Jesteś piątorocznym Ślizgonem, który postanowił się udać ze swoją ukochaną do herbaciarni u pani Puddifoot. Rozmawiasz ze swoją lubą, gdy nagle podchodzi do Ciebie całkiem urodziwa dziewczyna, która stwierdza, że chciałeś jej podać eliksir miłosny. Jest to pomyłka, co jednak nie zmienia faktu, że twoja towarzyszka grożąc różdżką żąda wyjaśnień. Na dodatek oskarżająca Cię dziewczyna nagle stwierdza, że w sumie jesteś całkiem przystojny, i rzuca się na Ciebie, aby Cię pocałować. Co robisz?

Smok:
Nie mam problemów z tym, że ktoś uważa mnie za przystojnego, no przynajmniej normalnie, ale jeśli mówi to twoja kuzynka, to coś jest nie tak, odsuwam ją ręką, powstrzymując ją przed pocałowaniem mnie, jednocześnie mówiąc do swojej dziewczyny "Rozumiem, że czarodziejski świat jest inny, ale całowanie się z własną kuzynką...? Obstawiam Weasleyów, że coś zrobili".

Twoja luba: "Kuzynka? Masz ciekawą rodzinę..."
Kuzynka: "Oj, daj spokój. U Blacków to normalne, więc czemu nie moglibyśmy być razem, Kubusiu?"

- U Blacków to normalne i zobacz, co się z nimi stało, jeden zdradził swojego najlepszego przyjaciela i siedzi w Azkabanie, drugi został zabity podczas pierwszej wojny, Bellatriks LeStrange jest osobą, która powinna trafić do czarodziejskiej wersji psychiatryka, więc sorki ale podziękuje - powiedziałem do swojej kuzynki, a następnie odwróciłem się do swojej dziewczyny: "Rodziny się nie wybiera, co mam poradzić? Na moje szczęście i jej nieszczęście nie spotykamy się zbyt często, bo nasi rodzice za sobą nie przepadają, ale to historia wymagająca co najmniej butelki ognistej."

Kuzynka: "Jeszcze będziesz mój!!! Plan z eliksirem miłosnym się nie udał, ale jeszcze... Znaczy to nie ja, to Weasleyowie byli, tak to Weasleyowie!"
Twoja ukochana: "Może już pójdziemy stąd, bo mam dość tej wariatki?"

Poszliście razem w kierunku wyjścia.

***

Zasady głosowania pozostają niezmienne, czyli w ankiecie poniżej możecie ocenić nie tylko to, czy Smok obronił Jajo, ale także w jakim stylu. Nazwom smoków przyporządkowaliśmy wartości punktowe:

  • Rogogon to 4 punkty,
  • Ogniomiot to 3 punkty,
  • Krótkopyski to 2 punkty,
  • Walijski - 1 punkt.

Zaznaczając nazwę któregoś z tych smoków, głosujecie za tym, że Smok obronił Złote Jajo. Wybierając piątą opcję, głosujecie za uznaniem, że Smokowi nie udało się Jaja obronić. ;)

Czekamy na Wasze głosy!
Redakcja Czarownicy
Smok Gwynbleids obronił Złote Jajo?
 
8
 
3
 
0
 
0
 
1
 

Ankieta stworzona dnia lip 4, 2018, o godzinie 17:54.
Oddanych głosów: 12


Cooltext288900057657693
Wszyscy sobie myślą, że Potter to cham,
Lecz prawda jest inna, powie Iryś wam:
Potterek dostał świra i w tym cały kram…
— Piosenka Irytka o Harrym
Iryt Pottermore

Jak wiele wiemy o poltergeistach? Nigdy nie były żywymi ludźmi, są podobne do duchów, ale nimi nie są, potrafią przenosić przedmioty, uwielbiają robić psikusy i niewybredne żarty... i to właściwie tyle.

Jednym z najbardziej znanych poltergeistów jest Irytek, który nawiedza Hogwart. Jego historia sięga co najmniej 1876 roku, wtedy to pojawiły się próby usunięcia Irytka z zamku przez ówczesnego dyrektora, ale jak wszyscy dobrze wiemy, nie powiodły się. Poltergeist został w zamku, a nawet zawarł z dyrektorką umowę, której warunki były sprzyjające tak naprawdę tylko dla niego, bowiem nadal mógł robić to, co mu się podoba, a nawet na niektóre rzeczy dostał pozwolenie. My jednak poznajemy go na pierwszym roku nauki Harry'ego, kiedy Gruby Mnich i Prawie Bezgłowy Nick, rozmawiają na temat przebaczenia Irytkowi jego występków, a później, kiedy Percy Weasley prowadzi pierwszoroczniaków do wieży Gryffindoru. Irytek okazuje się być dowcipnisiem, mistrzem siania chaosu, nabija się z uczniów i zastrasza ich, jednak wydaje się być niegroźny. Czy na pewno tak było?

Potter, diabła kumoter
Dla niego zabić uczniów trzech
To czysta radość, luz i śmiech
— Piosenka Irytka po ataku bazyliszka
Irytek blizniacy

Choć kilka razy pomógł naszym bohaterom, zdarzało się to niezwykle rzadko, a i tak musieli doprowadzić do tego podstępem. Był okropnie złośliwy, nie miał w sobie empatii, a uprzykrzanie życia innym sprawiało mu przyjemność. Jedyną osobą, której się bał był Krwawy Baron, jednak często nawet grożenie sprowadzeniem ducha niewiele dawało. Zachowanie Irytka często też było zwyczajnie przykre, a można to stwierdzić choćby biorąc pod uwagę jego nieprzyjemne wierszyki na temat Harry'ego (choć trzeba przyznać, że poltergeist miał talent do ich układania). Mimo to cieszy się on ogromną popularnością i wielu fanów serii było zawiedzionych faktem, że nie pojawił się on w filmach.

Spośród wszystkich scen, w których pojawił się Irytek, najbardziej zapadł mi w pamięć moment, kiedy poltergeist zasalutował bliźniakom Weasley. To była dla mnie przełomowa chwila, gdyż wszyscy dobrze wiemy, że Irytek nie słucha się nikogo (z małym wyjątkiem oczywiście), a już na pewno nie bliźniaków Weasley, z których również uwielbiał się nabijać. Wcale się jednak Irytkowi nie dziwie, bracia nakazali mu, aby w ich imieniu zrobił piekło Dolores Umbridge, a tej wrednej ropuchy chyba nikt nie lubi i nawet Irytek poczuł się w obowiązku spełnienia nakazu Freda i George'a (w dodatku miał okazję do zrobienia kilku kolejnych psikusów).

Peeves

Ja osobiście nie przepadam za tą postacią. Oczywiście mnie również bawiły niektóre z jego żartów, ale nie wzbudził we mnie sympatii. W jednym z wywiadów J.K. Rowling w ten sposób wypowiedziała się na jego temat: "Irytka można porównać do źle działającej instalacji w bardzo starym budynku, a zważywszy, że Dumbledore jest znacznie lepszy w naprawach niż większość ludzi, może sprawić, że Irytek będzie „działać” lepiej przez parę tygodni, ale w końcu i tak zacznie „przeciekać” na nowo. Ale czy naprawdę byście chcieli żeby Irytek zniknął? Tak uczciwie?"

Tak uczciwie, TAK. Wolałabym, aby wszystko działało jak należy, bez zbędnych przykrości i obaw o to, czy przypadkiem ktoś nie oberwie łajnobombą, idąc korytarzem. Oczywiście pamiętam o tym, że pomógł on w Bitwie o Hogwart i pomógł bliźniakom Weasley zemścić się na Umbridge, ale według mnie nie poprawia to jego wizerunku. Być może przedstawiłam Irytka głównie w złym świetle, ale czy nie brzmi to szczerze?

Kamcia012


Cooltext288898707435503
RYCERZ


1.
- Abo to ja wiem? Ja nic nie wiem, panie rycerz, mnie tam życie miłe i pod zamczysko nie chodzę, aby do skraja lasa, jak mi wieprz ucieknie, a dalej to nie. Mnie życie miłe, a wszyscy wiedzą, że w zamczysku się czary odprawują bezecne, od tego to aż wieprze czasem parszywieją, a i kobyłka kasztanka com ją miał trzy roki temu, też się ochwaciła. Ja tam nic nie wiem….
Kiedy po czterech dniach przestało padać, bunt podniosły dziewczyny. Że przemoczone do suchej nitki, bo wyczarowana przez Salazara magiczna tarcza, mająca chronić przed deszczem była dziurawa jak sito, i w ogóle nie chroniła. Że mają dość jedzenia dzików, które ciągle znosił Godryk, i chcą dla odmiany zapolować na bażanty, i że w ogóle należy im się dzień przerwy, skoro można się trochę wysuszyć i dać koniom odetchnąć.
Przyłączył się do nich natychmiast Argivius, który od dawna marudził, że w takiej wilgoci wypaczają się jego precyzyjne instrumenty miernicze, a i pergaminy niezbędne do wykonywania obliczeń już pleśnią zachodzą.
Nie było rady, rozbili skromny obóz na małej leśnej plance, porośniętej rdestem, łopianem i jakąś dziwną rośliną o purpurowych, pokrytych meszkiem listkach, której nie znali. Helga natychmiast rzuciła się do badania tej dziwnej roślinki, a pozostali rozkulbaczyli konie i rozpalili ognisko, zastanawiając się, czy warto rozstawiać namioty, czy - jak to robili przez ostatnie dni - wystarczy wyczarować osłonę przed deszczem i wiatrem.
Wieczorem posłyszeli w okolicznych krzakach pochrząkiwanie świni. Salazar zaciekawiony skąd w dzikiej ostoi zwykła świnia, wlazł w krzaczory, skąd wywlókł po chwili chłopa w parcianych portkach i sukmanie, który bełkotał ze strachu i płakał, ale kurczowo ściskał w ręku sznurek, na którego końcu wesoło hasał wieprz. Różowy, wypasiony i wesoły niczym kocię.

2.
Gdyby ktoś w nocy spojrzał na wschód, zobaczyłby gwiazdy odbijające się w spokojnej tafli jeziora. Gdyby ten ktoś przyjrzał się lepiej, zobaczyłby niewielkie, ponure gmaszysko z jedną jedyną wieżą, na której szczycie, tuż pod krytym gontem spiczastym dachem, wybite było okienko. A gdyby ten ktoś naprawdę bardzo się skupił i miał dobry wzrok, zobaczyłby w tym okienku człowieka, ubranego w skórzany wams, ze śladami rdzy po noszonej na nim zbroi, z wielkim claymorem u boku i zasuszoną papugą na ramieniu.
Ale tej nocy nikt nie patrzył na wschód.

3.
Chłop, który za żadne skarby nie chciał wyjawić swojego imienia będąc przekonanym, że kto pozna jego imię, ukradnie mu duszę, kiedy wziął w pysk od Roweny i zjadł precla z zapasów Helgi, okazał się bardziej rozmowny.
- Ja nic nie wiem, bo skąd mam wiedzieć, w lesie żyję, aby wieprze hoduję, ale inni to gadają. Mówią, jak na jarmark pójdę czasem wieprza sprzedać, że w starym zamczysku już tylko młody pan mieszka, ale tenże duszę diabłu zaprzedał, i czary odprawuje co noc podłe. Służby nie ma nijakiej, ani pachołka nawet, a już dwadzieścia roków z okładem tam sam żyje, a przecie jeść musi, to co on je, jak nawet wieprzy nie hoduje ani kury nawet? Diabły mu usługują, panowie rycerze, diabły i czarostwo plugawe go przy życiu trzyma, ot co!
Salazar miał już dość bełkotu chłopa, który gdy zrozumiał, że nie mają zamiaru go zabić ani okraść z największego skarbu, czyli wieprza o niespotykanym, różowym kolorze skóry, stał się bardzo gadatliwy. Niedbale machnął różdżką i spetryfikowany chłop spadł z pnia, na którym siedział żując kawałek bułki, prosto w łopiany. Nikt z siedzących przy ognisku nawet na niego nie spojrzał.
Rowena w skupieniu szlifowała jakąś koronę czy diadem, którą zaczęła robić jeszcze w Londynie, zanim ruszyli w drogę. Helga mamrotała coś skrobiąc na pergaminie szkic kolejnej roślinki, która odkryła rano, a Godryk jak zwykle polerował mały mieczyk, który udało mu się niedawno wyłudzić od jakiegoś goblina.
Salazar nie dał się jednak zwieść. Wiedział, że wszyscy mają już dość tej podróży, a i on sam był coraz bardziej zniecierpliwiony.
- Dobra, jutro pójdziemy zobaczyć, jak to ten młody pan czarostwo plugawe odprawuje.
Usłyszał trzy mruknięcia, które uznał za zgodę, i dopiero wtedy zorientował się, że od kilku godzin nie widział Argiviusa.

4.
- Powiem, panie, wszystko powiem, ja nic nie zrobiłem, ale wszystko powiem, tylko…
- Zamknij się.
Przywiązany do krzyżaka z grubych dębowych kłód Argivius na chwilę odetchnął. Bał się, że ten ponury rycerz z poznaczoną bliznami gębą, który złapał go pod zamkiem i przywlókł do pozbawionej okien komnaty, jest niemową. W jego sytuacji, czyli przywiązanego do krzyżaka w izbie tortur czarodzieja pozbawionego różdżki i bodaj grama odwagi to, czy jego oprawca umie, czy nie umie mówić, nie czyniło wielkiej różnicy, ale i tak odetchnął.
Kiedy tylko usłyszał od chłopa, że nad jeziorem jest jakieś wielkie, opuszczone zamczysko, od razu poczuł tą znana każdemu szanującemu się architektowi ciekawość. Na jakim planie zbudowane, z jakiego budulca, czy do konstrukcji użyto tylko surowców naturalnych czy też również czarów, ile kondygnacji, czy podpiwniczone itp. Nie mogąc się doczekać ranka, kiedy wszyscy mieli ruszyć do zamku, wymknął się wcześniej, żeby choć z daleka spojrzeć na gmach. Gdy wieczorem w końcu przedarł się przez krzaki i wyszedł wprost na brzeg jeziora, zdążył tylko spojrzeć na mały zameczek, właściwie to kasztel raczej, z jedną topornie postawioną wieżą. Nie zdążył nawet dać wyrazu swemu rozczarowaniu, gdy dostał od tyłu w łeb i stracił przytomność. Odzyskał ja po jakimś czasie, ale wtedy był już przywiązany do siodła konia, które prowadził za uzdę niemłody już rycerz w skórzanym wamsie poznaczonym odciskami rdzy po noszonej na nim zbroi. Od razu zaczął wrzeszczeć ze strachu, zaklinać, przysięgać i grozić na przemian, ale na rycerzu nie zrobiło to żadnego wrażenia. Spokojnie przyprowadził konia do opuszczonego zameczku, jednym machnięciem ręki w której Argivius nie widział różdżki otworzył wielkie, skrzypiące wrota, które potem w taki sam sposób zamknął. A potem były już tylko kamienne schody, ciemność i wilgoć ścian na których nie zawieszono ani jednej pochodni, i wielki strach. I krzyżak z dębowych pali.

5.
- Mówiłem, żeby tego kretyna nie zabierać, ale kto mnie słuchał? Wielki mi architekt, dwa dwory zbudował, brzydkie zresztą jak kupa po jagodach, i pół zamku, zanim go stary Granters nie przepędził, bo tylko tanich czarów używał a nie drogiej, solidnej zaprawy z kurzych jaj. Ale słuchał mnie ktoś?
Godryk jak zwykle marudził, ale rzeczywiście nikt go nie słuchał. Przedzierając się nocą przez krzaki i ostępy pozostali skupieni byli na tym, żeby nie wpaść w jakiś wykrot, nie nadepnąć na coś, co mogłoby ich ugryźć, ukąsić lub w skrajnym wypadku pożreć, i omijaniu paskudnie śmierdzących placków, wyglądających na odchody jakiejś wielkiej świni. Albo wieprza. - Różdżka mi już pleśnią porosła, no ile można się szwendać po tych pustkowiach, i po jakiego diabła? Mówiłem, kupmy coś w mieście albo za miastem, wystarczyłby mały dworek, po co nam zaraz zamek? Ale nie, ma być zamek, wielki i z ogrodem, i wieżyczki, i lochy, i w ogóle reprezentacja. No to teraz macie, jakieś obrzydłe pustkowia, same wieprze, i na dodatek ten szurnięty architekt się zgubił, a my…
- Zamknij się, Godryk!- warknęła w końcu Helga.
-Bo co?
- Bo popatrz tam.
Godryk spojrzał w kierunku wskazywanym przez różdżkę Helgi i zamilkł. Zobaczył przez ostatnie krzaki dzielące ich od brzegu jeziora wyraźnie odcinający się na tle nieba mały, jakby koślawy budynek z jedną wieżą, od biedy mogący być nazwanym zamkiem. A w oknie tej wieży migotało światełko.

6.
Argvius, choć wyglądał młodo, miał już swoje lata, i sporo widział. Błąkając się po całej Brytanii w poszukiwaniu pracy spotkał wielu ekscentryków. Temu zbuduj zamek w kształcie smoka zrywającego się do lotu, w dodatku lewitujący nad górami, tamtemu postaw dom który będzie się obracał salonem zawsze do słońca, ktoś nawet zamówił u niego idiotyzm w postaci prostopadłościanu który miałby 37 pięter i był cały oszklony. Tak, Argivius widział już wielu szaleńców i poznał wiele odmian szaleństwa, ale tym razem nawet jego artystyczna wyobraźnia nie była w stanie pojąć tego, co się wokół niego działo.
Rycerz czy raczej zbójrycerz, który go pojmał, po przywiązaniu do dębowego krzyżaka nie próbował go bowiem torturować, na co się zapowiadało, i nie chciał go w ogóle słuchać. Nie obchodziło go, co architekt robi w tej głuszy, dlaczego obserwował zamek, z kim podróżuje. To wszystko Argivius chętnie by mu powiedział, widząc w izbie wokoło paskudnie wykładające kleszcze, śruby i cęgi, poznaczone śladami zakrzepłej krwi, ale rycerz dał mu tylko raz w pysk i kazał się zamknąć. A potem….

7.
- … a potem to już tylko usłyszałem jak wywalacie bramę, zresztą za ciężką w stosunku do konstrukcji muru, bowiem…
- Argivius.
- Ano tak, dobra, i tak nie zrozumiecie. No, jak usłyszałem że idziecie z pomocą, to myślałem, że ten szaleniec coś zrobi, bo też to przecież słyszał. A on tylko się tak jakoś dziwnie uśmiechnął, i dalej robił swoje. No to pomyślałem, że już po mnie, no ale w końcu tu wparowaliście niszcząc wspaniałe dębowe ościeżnice i uszkadzając zapewne strop, który zresztą i tak należałoby podeprzeć, gdyż konstrukcja krzyżowa….
Rowena nie słuchała trajkotania architekta, którego zabrali ze sobą w podróż. Rozglądała się po pomieszczeniu, w którym dopadli rycerza, który – jak się okazało w czasie krótkiego, ale iście ognistego pojedynku - wcale rycerzem nie był. Leżał teraz związany konopną liną w rogu zagraconego pokoju, nieprzytomny, bo już po obezwładnieniu go Helga dla pewności przygrzmociła mu w łeb jedną ze swoich patelni, z którymi nigdy się nie rozstawała. Komnata była większa niż to się wydawało na pierwszy rzut oka, i strasznie zagracona. Wszędzie walały się stare meble, jakieś koślawe krzesła bez jednej nogi i szafki z urwanymi drzwiami. W jednym z rogów stała ogromna, rzeźbiona harfa, w której pozostały już tylko 3 struny, kilka pordzewiałych zbroi wisiało na drewnianych stojakach, na ścianach berdysze i gizarmy. Było nawet podwozie małej kolaski z drewnianymi, szprychowymi kołami. Wszędzie czuć było zapach pleśni i wilgoci, w powietrzu unosił się kurz jaki wznieśli podczas walki. Było tu wszystko, co powinno być w starej komnacie zrujnowanego zamku. I to właśnie niepokoiło Rowenę.

8.
- Aguamenti!
Strumień wody jaki Godryk wyczarował ze swojej różdżki chlusnął prosto w twarz rycerza, który momentalnie odzyskał przytomność. Przez sekundę lub dwie rozglądał się, mrużąc oczy, a potem szarpnął prawą ręką, którą przywiązaną miał do ciała, co dopiero wtedy spostrzegł. Tylko ręką. Gdy zorientował się, że jest związany, nie poruszył się już, patrząc tylko spokojnie na swoich oprawców.
- Nic z tego, panie ponury- mruknął Slazar pokazując trzymaną w ręku różdżkę odebraną rycerzowi. – Twój, zresztą całkiem zgrabny patyczek, mam ja. Mam też ciebie związanego jak baleron i kilka pytań w sprawie napadu na naszego towarzysza podróży oraz….- zatoczył koło różdżką- tej tutaj graciarni.
Rycerz milczał. W jego wzroku nie było jednak tego, co w nim być powinno. Strachu.
- Czasu mamy niewiele, więc zacznijmy od metody. Porozmawiamy jak ludzie, jak czarodziej z czarodziejem, czy trzeba będzie stosować jakieś metody o tyle skuteczne, co bolesne?
Rycerz zamiast przerazić się, krzyczeć, błagać albo grozić, na co byli przygotowani, zrobił coś, na co przygotowani nie byli.
Zamknął na chwilę oczy, a kiedy je otworzył, zarżał niepohamowanym, nieco głupkowatym śmiechem.

9.
Argivius z ciekawością oglądał detale budowy zamku. Dość szybko się zorientował, że zbudowano go z minimalnym tylko użyciem magii, dlatego wiekowa konstrukcja choć wyglądała na koślawą, w rzeczywistości była dość solidna.
Udając, że interesują go tylko cegły i kamienie błąkał się po budowli, lecz w pamięci miał ciągle to, co zdarzyło się, gdy ponury rycerz skończył go wiązać w zagraconej niemiłosiernie komnacie.
Przywiązany do krzyżaka z coraz większym osłupieniem obserwował, mając w ustach własną onucę, którą wpakował mu tam jego oprawca, żeby nie mógł krzyczeć, jak rycerz zamiast ostrzyć noże i świdry, oliwić cęgi i kleszcze albo rozgrzewać w ogniu inne żelastwo, zdejmuje z siebie skórzany wams i wysokie buty. Przeraził się wtedy jeszcze bardziej, o ile to było możliwe, ale rycerz nie zwracając na niego najmniejszej uwagi założył zaraz fioletowo-żółty kaftan obszyty dzwoneczkami, podobnymi do tych, jakie błazny noszą na swoich czapeczkach. Potem założył śmieszne buty z zadartymi noskami, z których jeden był czerwony a drugi zielony. Na koniec włożył na głowę trójgraniastą czapkę błazna, tyle że bez dzwoneczków, którymi prawdopodobnie obszyto kaftan.
Argivius pomyślał przez chwilę, że rycerz to jakiś konkretniejszy szaleniec, który będzie go torturował w tym dziwacznym, kretyńskim stroju, lecz to co się stało później, przeszło jego najśmielsze wyobrażenia.
Rycerz stanął przed nim, a potem…

10.
- … a potem wiedźma pocałowała gnoma, który zmienił się kociołek pełen gulaszu z indyka!
Rycerz zastygł po raz kolejny w głupawej pozie, oczekując na reakcję publiczności
Publiczność, czyli Argivius któremu wyjęto wcześniej onucę z ust, przez chwilę milczała, a potem po raz kolejny wzniosła owacje.
- No świetne, znakomite, ten finał z kociołkiem powala, ha ha, przedni żart! Znakomity, naprawdę!
Architekt nie mógł klaskać, co byłby pewnie zrobił, gdyż nadal rozpięty był na krzyżaku. Prawdę mówiąc zrobiłby wszystko, byle tylko uciec od szaleńca, który od godziny zamiast, jak na zbójcerza przystało, torturować go lub w skrajnym wypadku rozciąć na pół toporem, mieczem, halabardą czy innym poręcznym żelastwem, opowiadał mu przeraźliwie nudne i ani trochę nie śmieszne dowcipy, które przeplatał rymowanymi, niebywale głupimi przyśpiewkami. Po każdym kawale lub piosence uważnie przypatrywał się swej publiczności wypatrując oznak rozbawienia. I za każdym razem tylko wzdychał, po czym kontynuował swój występ.
Argivius bardzo się starał szczerze roześmiać, ale kogo rozśmieszyłby stary jak świat i do tego fatalnie opowiedziany kawał o czarodzieju, wiedźmie i mimbulus mimbletonii? Na pewno nie faceta przywiązanego do krzyżaka, ze smakiem własnej onucy w ustach.

11.
- Ten zamek zbudował mój dziad. Tak jak należy, z kamieni, cegieł, zaprawy, i drewna. Był szlachcicem i rycerzem króla, wielkim czarodziejem, dlatego cenił solidność, a jak wiecie magia w budownictwie bywa zawodna. Jeszcze za czasów mojego ojca zamek tętnił życiem, mieliśmy drużynę wojów tarczowników, służbę, nawet forysiów i psiarczyków, konie pod wierzch, stado wieprzy... Nikt z nich nigdy się nie pokapował, że tatko jest czarodziejem, a moja matka zmarła gdy mnie rodziła. Tatko musiał z czegoś utrzymać tę hałastrę, dlatego od czasu do czasu zasadzał się na podróżnych, a tu niedaleko biegnie szlak kupiecki, zaraz za wielkim lasem. Z czasem jednak karawan kupieckich było coraz mniej, zła sława okolicy zrobiła swoje. Tatko przestał płacić służbie i wojom, którzy w końcu zbuntowali się i poderżnęli mu gardło, gdy spał. Nie zdążył nawet sięgnąć po różdżkę. Mnie oszczędzili, bo zawsze z nimi dobrze żyłem, byłem wesołym jedenastolatkiem, który płatał im śmieszne psikusy przy użyciu prostych czarów.
Rycerz przez chwile jakby walczył ze sobą, czy cos powiedzieć, czy nie.
-No dobra, z tą wesołością to różnie bywało - podjął po chwili - a i oszczędzili mnie po prawdzie tylko dlatego, że schowałem się w tym pokoju. To dziwna komnata, jedyna zbudowana przy pomocy magii, jak się ktoś tu schowa, to nikt go nie znajdzie, tatko mi to na szczęście zdążył kiedyś pokazać.
- My cię znaleźliśmy - mruknęła Helga popijając wyczarowany przez ich przymusowego gospodarza pasztet całkiem niezłym winem.
- Bo przed wami się nie chowałem, chciałem żebyście mnie znaleźli.
Godryk przeciągnął się na wielkim, idealnie utrzymanym skórzanym fotelu. W całym pomieszczeniu panował teraz miły ład i porządek, wypełniały je gustownie dobrane meble najwyższej jakości. Ich gospodarz zmienił graciarnię w przytulny salon jednym machnięciem różdżki, gdy tylko go rozwiązali i pozwolili czarować. Drugim zaś wyczarował kolację.
- Na początku to się bałem, że kiedyś wrócą i mnie zatłuką, podpalą zamek i takie tam. Ale nic z tych rzeczy, nikt nie wrócił. Mieszkałem więc sam, i w sumie nawet nieźle mi się wiodło. Tatko nauczył mnie, jak wyczarować jedzenie i picie, a …
- Jedzenia nie można wyczarować! – warknęła po raz któryś z kolei Rowena, a rycerz po raz któryś z kolei machnął różdżką bez wypowiadania formuły i na talerzu przed nią pojawiła się nagle parująca waza z zupą cebulową. Rowena tylko sapnęła, i nie skomentowała.
- Potem zacząłem się wypuszczać na coraz dłuższe wyprawy. Tu wszędzie bezludzie, więc z rzadka kogoś w lesie czy na dukcie spotkałem, ale jeździłem też do wsi a nawet miasteczka, ale to z pięćdziesiąt mil stąd. Pogadałem z ludźmi, podając się za wędrowca, zjadłem coś w karczmie czy na jarmarku, i tyle. Potem wracałem. I nudziłem się. Potwornie się nudziłem.

12.
Kiedy uwolniony z krzyżaka Argivius opowiedział im o „występie” rycerza, doszli do wniosku, że albo architekt łże, albo spotkali wyjątkowego szaleńca, który torturuje ludzi opowiadając im nieśmieszne kawały i śpiewając głupawe piosenki. Ponieważ architektowi w sumie nic złego się nie stało, chcieli odpuścić rycerzowi, który kategorycznie odmówił podania swojego imienia, i opuścić zamek gdy tylko się rozwidni, udając się w dalsza drogę. W końcu tak jak i oni był czarodziejem. Wtedy jednak, ku ich niepomiernemu zdziwieniu, zaoponował sam rycerz, którego poparł architekt.
- Jest wprost idealny! Na razie niewielki, ale można go bez trudu rozbudować, bo na razie magii jest w nim tyle, co niuchacz napłakał. Zbudowany na solidnych fundamentach, do lasu niedaleko a i jezioro o rzut mokrym kapeluszem, w pobliżu są te skałki wapienne, które mijaliśmy wczoraj, więc z budulcem nie będzie kłopotów. Lepszej lokalizacji nie znajdziemy- gorączkował się Argivius, wymachując cyrklami i ołówkiem, którym już zaczął kreślić na pergaminie szkic przyszłego, wielkiego zamku.
- Dokładnie tak - poparł go czarodziej, który znowu włożył na siebie skórzany wams, i nie wyglądał już tak kretyńsko - weźcie go sobie. Zamek, stodoły i chlew, wszystko co chcecie.
- I ty nam to oddasz? Tak za nic? - w głosie Helgi słychać było wielkie wątpliwości. Miała już swoje lata, wiedziała że na tym świecie za nic to można tylko po gębie dostać.
- Owszem, oddam wam go. Ale nie za nic. Coś musicie dla mnie zrobić.
- Co?
Gdy im powiedział, wszyscy jednocześnie pomyśleli o tym, że jednak nie powinien zakładać wamsu. Szaleńcy powinni chodzić w ubraniach obszytych dzwoneczkami.

13.
Siedzieli przy ognisku, które rozpalili pod zamkiem. Był piękny dzień, pierwszy słoneczny dzień od wielu tygodni, dlatego ognisko rozpalili w sumie tylko po to, żeby popatrzeć na ogień. - No i jak połkniemy tę żabę? – mruknął w końcu Salazar.
Godryk kilka razy pociągnął natłuszczoną szmatą po ostrzu swego mieczyka.
- Są dwa wyjścia - powiedział w końcu. - Albo się zgodzimy, albo ruszamy dalej w drogę. Tylko pragnę wam przypomnieć, że od 4 miesięcy błąkamy się po bezludziach, szukając choćby dobrej lokalizacji na tę szkołę, która się wam zamarzyła. Wam, bo jak dla mnie, to możemy uczyć dzieciaki nawet w wiejskiej stodole, albo na polanie. No ale dobra, zgodziłem się. Przypomnę więc dalej, że nasz budżet to obecnie 3 galeony i 11 sykli, narobiliśmy kupę długów w oberżach po drodze, nie mamy czym zapłacić Argiviusowi gdybyśmy nawet dobre miejsce pod budowę znaleźli, nie mówiąc już o galeonach na kupno tego miejsca, budulca itp. Dlatego oferta tego pajaca moim zdaniem jest nie do odrzucenia.
- Daje nam zamek, nieźle wypchany skarbiec i prawa własności na całą okolice, wszystko legalne, bo jeszcze jego dziaduś zadbał o uregulowanie praw własności - dodała Helga. – Tak na oko, to nawet zbyt piękne, żeby w to uwierzyć.
- Na oko to chłop w szpitalu zmarł! – warknął Salazar szarpiąc kozią bródkę, która zaczął niedawno hodować - A jego warunek?

14.
- Nie, nie przesłyszeliście się, żądam w zamian tylko jednego – rycerz spokojnie podstawił kubek pod lewitujący nad stołem imbryk, który nalał mu do niego jakiegoś parującego i mile pachnącego napoju.
- Ale dlaczego? – w głosie Roweny była desperacja.
- O, to bardzo proste. Znudziłem się. Już jako chłopiec uwielbiałem płatać psikusy, tyle że - powiedzmy to sobie szczerze - były one mało śmieszne. Gdy zostałem sam w zamku od czasu do czasu udało mi się kogoś przydybać, tak jak waszego architekta, i próbowałem tych nieszczęśników rozśmieszyć. Bo ja, widzicie, uwielbiam śmiech. Tyle że nadal moje dowcipy były nieśmieszne. Pracowałem nad nimi, wymyślałem coraz to nowe kawały i psoty, ale ciągle były albo nudne, albo wręcz irytujące. Taaaak, to chyba najlepsze słowo. Dlatego już jakiś czas temu pogodziłem się z myślą, że nie umiem wymyślić dowcipnych dowcipów i śmiesznych psikusów. - I dlatego chcesz, żebyśmy…
- Ale nie pogodziłem się myślą o zaprzestaniu psikusów robieniu – przerwał Heldze w pół słowa rycerz.- Chce je robić, bo tylko to zabija mi nudę.
- I dlatego mamy cię zabić?! – wrzasnął Salazar- Pozbawić największego skarbu, jaki masz, tak raz na zawsze?!
- A kto mówi, że raz na zawsze- uśmiechnął się po raz pierwszy rycerz, po czym siorbnął z kubka.
Rowena zaczęła rozumieć.

15.
- Skubaniec jest sprytniejszy, niż myśleliśmy - Rowenie nie chciało się wstawać po kolejne polano, dlatego podsyciła ogień w ognisku lekkim ruchem różdżki - Za tę kupę kamieni i połać lasu z jeziorem chce sobie kupić nieśmiertelność.
- Umiałabyś to zrobić? – Helga dyskretnie obserwowała Argiviusa, który biegał wzdłuż murów zamku, co chwila coś mierząc i zapisując na pergaminie.
- Tak, ale to nieodwracalne – Rowena wzruszyła ramionami- i ten typ istot jest praktycznie niezniszczalny. Mają powłokę fizyczną, czyli ciało, ale nie można jej uszkodzić ani zniszczyć, słowem są nieśmiertelne. Zaklęcie inicjujące byt jest skomplikowane, ale nauczę was, rzucone przez cztery osoby na raz będzie miało większą moc.
- I będzie czterech zabójców a nie jeden, jakbyśmy wpadli… – mruknął Godryk, ale zamilkł pod poważnym spojrzeniem Salazara - No co, nic nie mówię, jak wszyscy to wszyscy, rozumiem.
- Helga?
- Zgadzam się. Ma tam w podziemiach świetnie urządzoną kuchnię- odparła pragmatyczna jak zawsze Helga.
Wieczorem poszli do zamku.

16.
- Gotowy?
- Od lat! – odrzekł rozpromieniony rycerz, ubrany znowu w swój błazeński strój z dzwoneczkami, dziwacznymi butami i nawet kraciastym beretem z wielkim, różowym pomponem, który widac chował na lepsze okazje – zaczynajcie!
Kiedy zakomunikowali mu, że przyjmują jego ofertę, aż podskoczył do góry z radości, jak psiak albo wieprz, który dostał zabawkę. Natychmiast kilkoma machnięciami różdżki przywołał najpierw do siebie klucz do skarbca i szafkę z dokumentami, apotem wielka ucztę. Na długim stole, którego poprzednim razem nie było w komnacie, pojawiły się pieczenie, zupy, sosy, ciasta, sok dyniowy a nawet nieznany im słodki deser, wykonany jakby z lodu. Za każdym razem, gdy coś nowego lądowało znikąd na ich półmiskach, Rowena mamrotała, że jedzenia nie można wyczarować, ale nie przerywała jedzenia. Potrawy były świetnie przyrządzone, zwłaszcza pieczeń z wieprza nadziewana śliwkami.
Po kolacji rycerz się przebrał w swój ulubiony strój, beknął dostojnie i tak jakby prosił o podanie soli zażądał, żeby go w końcu zabili.
- Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że … - Godryk chciał mieć pewność, choć idea zamieszkania w zamku coraz bardziej mu się podobała.
- Tak, tak, zdaje sobie sprawę, godzę się i tak dalej, no zaczynajcie już!
Unieśli różdżki. Cztery patyki, którymi już się wsławili wśród swoich, już słynne w świecie czarodziejów. Cztery, bo Argiviusa spławili zaraz po kolacji pod byle pozorem. - Mamy jeden warunek - wypaliła nagle Rowena.
Pozostali spojrzeli na nią zdziwieni, ale nie odezwali się. Rycerz zamrugał oczami zniecierpliwiony.
- Niby jaki? Wszystko już uzgodnione, nie kręć!
Rowena uśmiechnęła się lekko.
- Musisz nam podać swoje imię.
Rycerz szarpnął się i zaczął machać rękami jak rozkapryszone dziecko.
- Nie! Tego nie było w umowie! Nie zgadzam się, nic wam nie powiem, jak wam się nie podoba, to fora ze dwora, znajdę kogoś innego! Precz!
Salazar zrozumiał nagle, że Rowena trafiła idealnie. Długo się zastanawiali przed wejściem do zamku, czy mogą mieć jakiegoś haka na tę istotę, którą zamierzali powołać do życia, a która mogła im kiedyś napsuć sporo krwi. I nic nie wymyślili. Dlatego od razu pochwycił pomysł Roweny.
- Nikogo innego nie znajdziesz, bo tylko my i tylko we czworo potrafimy stworzyć poltergeista, to raz - zablefował.- Twoje imię jest konieczne do stworzenia formuły zaklęcia, to dwa. Więc albo gadasz, ale wyjeżdżamy, a ty spodziewaj się niedługo krewnych tych kupców z ograbionych karawan, to trzy.
Rycerz przez chwilę biegał po komnacie dzwoniąc dzwoneczkami i złorzecząc, a oni tylko spokojnie na niego patrzyli. W końcu się trochę uspokoił, choć nadal był wściekły.
- Dobra powiem wam. Ale zaraz potem, od razu, walicie zaklęciem, tak?
Pokiwali głowami na zgodę, unieśli różdżki.
Rycerz westchnął.
- Na imię mam… - zawahał się - na imię mam Hog[1].
Przez chwilę milczeli, a potem czworo czarodziejów ryknęło śmiechem. Szczerym, niepohamowanym śmiechem, który przetoczył się po całym zamku. Rżeli jakby usłyszeli najlepszy w życiu dowcip, nie mogąc się opanować klepali się po ramionach, a łzy im ciekły z oczu. Kiedy w końcu się opanowali i znowu unieśli różdżki, w oczach stojącego przed nimi rycerza dostrzegli radość, a na jego ustach po raz pierwszy szczery uśmiech. Nie zgasił jej nawet błysk czterech zielonych promieni, które jednocześnie uderzyły go w pierś.

17.
- To jak nazwiemy to zamczysko?
- Coś mu się należy, w sumie dłużej było jego niż nasze.
-Nie spodoba mu się to!
- I o to chodzi.

KONIEC
Caairo11

Przypisy

  1. Hog (ang.) - wieprz


Cooltext291902671625488
Irytek

Witam was w nowym, lekko prześmiewczym dziale, piórem Rity Skeeter. Dobra, zapnijcie pasy (choć w sumie po, co XD).

No to lecimy.

Rita-Pottermore

Irytek, bardzo nadpobudliwa osobowość, która z pewnością naraża na uszczerbek zdrowotny dzieciaczki w Hogwarcie. Wobec tego, czemu Dumbledore go jeszcze trzyma? To proste, po prostu musi, bo w końcu jaka szkoła zgodziłaby się trzymać równie niebezpiecznego ducha? Odpowiedź jest prosta, żadna...
Irytek Poltergeist terroryzuje Hogwart od pokoleń, w końcu duchem był od zawsze. I najlepsze jest to, że próbowało wielu, ale nikomu nie udało się go wykurzyć, sytuacji komizmu dodaje że dość mieli go również koledzy po „upiornym” fachu. I w praniu okazuje się, że duchem być to nie taka prosta sprawa. Często grał na nerwach wszystkich dookoła, grywał również w Ping-Ponga. Znane są również jego autorskie wykonania wierszyków (na czele ze sztandarowym „Potter, diabła kumoter”) oraz kolęd. Co ciekawe, czasem zawierał nawet przymierza, między innymi z Profesor McGonagall i bliźniakami Weasley. Mało tego, duch ten miewał przebłyski geniuszu i był pomocny (incydent z komodą).
Pośród całej gamy, postaci białych i czarnych, Irytek jest jedną z niewielu postaci legitymowanych jako „szare”. Cóż, jak to mówił Syriusz: „W życiu nie ma podziału na dobrych ludzi i śmierciożerców” i bardzo dobrze, bo przecież gdyby był taki „równiutki” podział to było by nudno i ponuro, prawda?

Ponoć czym ciekawsza fabuła tym więcej takich „szaraczków” o nie określonych zamiarach. I ja się z tym w pełni zgadzam.

No, powiedziałam co chciałam (śmiech).

Na koniec powiem tak. Wiem że wypadło to pewnie jak Temat numeru, ale dopiero się z „Piórem” docieram. Ponoć czym dalej tym lepiej.

Dobra, do następnego. Wy ochłońcie, a ja uciekam na Grenlandię ☺

Letycja


Cooltext288898781079862

Insygnia Śmierci są jednymi z najciekawszych magicznych przedmiotów. Czas przyjrzeć się im bliżej.

The-deathly-hallows-ravenclaw-prints

O Insygniach opowiada Opowieść o trzech braciach. Według niej Insygnia Śmierci, na które składały się Czarna Różdżka, Kamień Wskrzeszenia oraz Peleryna−niewidka były darami od samej Śmierci. Jest to jednak tylko legenda i mało prawdopodobne, aby bracia Peverell, którzy byli pierwszymi właścicielami Insygniów, rzeczywiście otrzymali je od Kostuchy. O wiele bardziej możliwe jest to, że zostały one stworzone przez samych braci, co by oznaczało, że można by ich nazwać najbardziej utalentowanym rodzeństwem w historii magii. Innym ciekawym faktem związanym z Insygniami jest inny fragment legendy, który głosi, że właściciel wszystkich trzech składających się na nie elementów zostawał Panem Śmierci, czyli mówiąc inaczej był nieśmiertelny. Ja osobiście nie jestem pewien czy to prawda czy jednak w rzeczywistości był to tylko wymysł twórcy opowieści. Wydaje się bowiem, że jeśli zostały one rzeczywiście stworzone przez braci Peverell, to nie powinny mieć zdolności oszukiwania śmierci. Na dodatek zastanawiające jest to, że Grindelwald, który wydawał się być zafascynowany Insygniami i do czasu pojedynku z Dumbledore’em miał dość dużo czasu na ich szukanie, w rzeczywistości został jedynie właścicielem Czarnej Różdżki. Może to bowiem oznaczać, że w pewnym momencie zorientował się, że w rzeczywistości zdobycie dwóch pozostałych nie da mu nieśmiertelności. Istnieje jednak również możliwość, że chciał zająć się zostaniem nieśmiertelnym dopiero po ostatecznym podporządkowaniu sobie świata czarodziejów, życie wieczne nie było dla niego jakoś szczególnie ważne albo po prostu nie udało mu się zdobyć żadnych tropów, które by go do Kamienia Wskrzeszenia oraz Peleryny−niewidki doprowadziły. Poza tym trzeba również zauważyć, że w sumie skoro bracia potrafili stworzyć nieniszczącą się pelerynę oraz przywoływać widma zmarłych, to połączone razem przedmioty mogły nawet dawać ochronę przed śmiercią. A jeśli jakimś cudem Insygnia rzeczywiście były darem od Śmierci to już w ogóle wszystko jest możliwe.

Young Gellert Grindelwald

Pierwszym z Insygniów jest jak już wspomniałem Czarna Różdżka. Została ona wykonana z czarnego bzu, a jej rdzeniem jest włos testrala. Pierwszym jej właścicielem był najstarszy z braci, czyli Antioch, którzy jednak jeśli wierzyć legendzie został właśnie z faktu jej posiadania dość szybko zabity. Później różdżka ta dość często przechodziła w ręce różnych osób żądnych jej mocy, aż w końcu najpewniej gdzieś na przełomie XIX i XX wieku jej właścicielem został Mykew Gregorowicz. Jest on dla mnie dość ciekawym przypadkiem, bowiem był on jednak zwykłym wytwórcą różdżek, a nie jak większość poprzednich posiadaczy czarnoksiężnikiem. Trzeba jednak zauważyć, że jej posiadanie i tak wykorzystywał do swoich celów, jakimi były próby zduplikowania jej mocy, a także pewnego rodzaju reklama jego sklepu z różdżkami. To ostatnie okazało się swoją drogą jego zgubą, ponieważ jakby się z tym ukrywał, to Grindelwaldowi byłoby o wiele trudniej ją znaleźć, a tak włamał się on do jego sklepu i ukradł mu Czarną Różdżkę. Nie wydaje mi się tutaj co prawda, żeby wtedy Gellert prędzej czy później jej nie zdobył, a także i bez niej byłby wielkim zagrożeniem dla świata czarodziejów, ale jednak wielce możliwe, że skutki terroru Grindelwalda dla świata czarodziejów byłyby o wiele mniejsze. Stało się jednak, jak się stało, a także na szczęście sam Gellert w 1945 roku stracił Czarną Różdżkę w pojedynku z Dumbledore’em, dzięki czemu czarodzieje z całego świata mogli odetchnąć z ulgą. Po wygranej Albusa przez całe pół wieku Czarna Różdżka nie stanowiła zagrożenia dla świata czarodziejów. Dopiero po jego śmierci w 1997 roku Czarny Pan zaczął się nią interesować szukając sposobu na pokonanie Harry’ego Pottera. Po kilkumiesięcznych poszukiwaniach udało się mu ją znaleźć w grobie Dumbledore’a, dzięki czemu został jej posiadaczem, ale jednak nie właścicielem, bo nie pokonał poprzedniego właściciela. Swoją drogą zastanawia mnie, jakie mogło być zaskoczenie Voldemorta, kiedy okazało się, że sam walczył przeciwko niej. W każdym bądź razie w celu zostania prawowitym właścicielem zabił on Severusa Snape’a, co jednak nie przyniosło zamierzonego skutku, ponieważ następnym właścicielem po Dumbledorze była nie osoba, która go zabiła, a ta która go rozbroiła, czyli Draco Malfoy. Był to z pewnością jeden z powodów, dla których Czarny Pan przegrał ostateczny pojedynek z Potterem, zwłaszcza że po rozbrojeniu przez tego drugiego Malfoya, ironicznie prawowitym właścicielem nie był ten kto ją trzymał, tylko ten który z nim walczył. Po pokonaniu Voldemorta, Harry odniósł Czarną Różdżkę z powrotem do grobu i miejmy wszyscy nadzieję, że już stamtąd nie wróci, ponieważ wyrządzono nią już wystarczająco dużo złego.

HGauntsl

Drugim z Insygniów jest Kamień Wskrzeszenia. Pozwala on na przyzywanie widm zmarłych za grobu. Jej pierwszym właścicielem był drugi z braci, Kadmus. Według legendy wykorzystał on go do wskrzeszenia swojej zmarłej narzeczonej. Nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem, co prawda przyszła, ale jednak nie była ona w pełni materialna. Kadmus nie mógł się z tym pogodzić i popełnił samobójstwo. W późniejszym czasie właścicielem Kamienia został ród Gauntów, którzy to umieścił go w swoim rodzinnym pierścieniu. W lecie 1943 roku został on ukradziony przez Toma Riddle’a, który nieświadom tego, że w pierścieniu jest jedno z Insygniów, zamienił go później w horkruksa. Sam pierścień wraz z Kamieniem został podczas poszukiwania horkruksów znaleziony przez Dumbledore’a. Albus postanowił założyć go na palec, mając nadzieję, że uda mu się porozmawiać ze zmarłymi członkami jego rodziny. Nie udało mu się to jednak, a na dodatek prawie on zginął, na skutek klątwy ciążącej na tym przedmiocie. Swoją drogą te wydarzenia wydają mi się dziwne, jeśli spojrzymy pod kątem mądrości Dumbledore’a, zwłaszcza jeśli dodamy, że swego czasu dość mocno interesował się on Insygniami. Z tego powodu bowiem powinien on wiedzieć, że zmarłych przyzywa się obracając trzykrotnie obracając Kamień, a nie zakładając pierścień, przez co dużo bardziej sensowna byłaby próba wyciągnięcia Insygnia ze środka. Na dodatek trzeba zauważyć, że z przedmiotami należącymi do Voldemorta po prostu należy zachowywać się ostrożnie. Z tych powodów wychodzi na to, że w tym momencie dyrektor Hogwartu raczej nie myślał logicznie. Po śmierci Dumbledore’a Harry w spadku po nim dostał złoty znicz, w którego środku był właśnie Kamień Wskrzeszenia. Dzięki niemu mógł on przed zaplanowanym zabiciem go przed Voldemorta porozmawiać ze swoimi rodzicami, Syriuszem oraz Remusem. Po skończonej konwersacji Kamień został porzucony w Zakazanym Lesie i wielce prawdopodobne, że nikt go już więcej nie użyje, ponieważ jego znalezienie w takim miejscu wydaje się graniczyć z cudem.

250px-CloakSS

Ostatnim z Insygniów jest Peleryna−niewidka, która w przeciwieństwie do innych znanych takich peleryn nie traci z czasem swoich właściwości. Jej pierwszym właścicielem był najmłodszy z braci, Ingotus. Mu w przeciwieństwie do jego starszych braci posiadanie Insygnia nie przyniosło szybkiej śmierci, a wręcz przeciwnie, ponieważ dożył podeszłego wieku. Po Ignotusie następnym właścicielem został jego syn, a następnie jego wnuczka, Iolanthe, która wyszła za Hardwina Pottera, dzięki czemu Peleryna−niewidka stała się przekazywaną w rodzinie Potterów z ojca na syna pamiątką, która w końcu trafiła do Jamesa Pottera. Rogacz w pewnym momencie swojego życia oddał ją w celu jej zbadania Dumbledore’owi, co się później okazało było zasadniczo błędem, ponieważ jakby James miał w chwili ataku Voldemorta Pelerynę−niewidkę przy sobie to myślę, że miałby chociaż cząstkowe szanse na to, aby się przed nim razem z rodziną ukryć. W późniejszym czasie Peleryna została oddana synowi Jamesa, Harry’ego, dzięki czemu mogła mu pomóc w wielu z jego szkolnych przygód. Natomiast po Wybrańcu następnym jej posiadaczem został James Potter II, mam nadzieję, że będzie z niej korzystał godnie.

Mam nadzieję, że powyższy tekst przybliżył Wam tematykę Insygni. Jak zawsze zapraszam do dyskusji w wątku na forum.

Damianek

Cooltext288899625422737
Plot Holes”, czyli szukamy dziury w całym.

Albus Dumbledore.

Pan śmierci, a może jednak Śmierć...
czyli historia kołem się toczy.

Peverell brothers with the Deathly Hallows

Wszyscy zapewne znamy słynną historię o trzech braciach. Przedstawieni zostają w niej trzej czarodzieje, którzy przemierzają świat. W pewnym momencie dochodzą do głębokiej rzeki, której jeszcze nikomu nie udało się przejść. Jeden z braci wyczarowuje most, co umożliwia bezpieczne przejście nad rzeką. Z tą sytuacją nie potrafiła się zgodzić Śmierć. Nie wierzyła, że zwykli śmiertelnicy dają radę ją przechytrzyć. Zagrodziła im drogę i udając, że jest pełna podziwu ich magicznych zdolności, wyczarowała im trzy potężne, magiczne przedmioty, które miały pomóc spełnić ich największe pragnienia. Najstarszy z braci - Antioch Peverell poprosił o różdżkę, której magiczna moc przewyższałaby moc każdej z istniejących różdżek, za pomocą której zwyciężyłby w każdym pojedynku. Był to brat najbardziej zuchwały, o wojowniczym usposobieniu i żądny władzy. Drugi w kolejności brat - Kadmus Peverell miał złośliwe usposobienie, postanowił jeszcze bardziej upokorzyć Śmierć i poprosił o moc wzywania umarłych spoza grobu, spowodowane to było wielką tęsknotą za zmarłą ukochaną. Najmłodszy brat - Ignotus Peverell był najskromniejszy, a także najmądrzejszy z braci, więc nie ufał Śmierci. Poprosił o coś, co pozwoliłoby mu odejść, nie będąc ściganym przez Śmierć. I Śmierć, bardzo niechętnie, wręczyła mu swoją Pelerynę-Niewidkę. Śmierć w końcu od braci odchodzi, a trójka czarodziejów po przejściu przez most rozchodzi sie w różnych kierunkach.

Tumblr m87k8sw1Ku1qili3vo2 250

Najstarszy brat, pokonał swojego wroga oraz udał się do gospody gdzie przechwalał się niezwyciężoną różdżką. Nocą, do pokoju, w którym spał Antioch wkradł się inny czarodziej, zabrał mu różdżkę i poderżnął gardło. Drugi brat - Kadmus powrócił do swojego domu. Użył darowanego mu przez Śmierć kamienia by wskrzesić swoją zmarłą partnerkę, jednak okazało się, że nie ożyła; pojawiła się smutna i zimna, cierpiała oddalona od świata zmarłych. Czuł, jakby coś ich wciąż rozdzielało. Oszalały z tęsknoty popełnił samobójstwo, by naprawdę połączyć się z utraconą miłością. Po zabraniu dwóch starszych braci, Śmierć przez wiele lat szukała najmłodszego z nich. Ten, dopiero gdy dożył sędziwego wieku, zdjął z siebie Pelerynę i oddał ją swojemu synowi. Wówczas pozdrowił Śmierć jak starego przyjaciela, po czym oboje odeszli z tego świata, jak równy z równym.

Tak wyglądały losy trzech braci. Każdy chciał przechytrzyć śmierć, lecz tylko jednemu sie udało. Odchodzi on ze świata dożywając późnej starości, czyli mu jako jedynemu udało się faktycznie przechytrzyć śmierć . Jednak, co ta historia ma wspólnego z Dumbledorem, który został wspomniany przeze mnie w temacie tego Plot Holes. Może ktoś z Was już słyszał historię, że opowieść o trzech braciach to tak na prawdę opowieść umiejscowiona w akcji trwania Harry'ego Pottera. Może nie zaskoczę nikogo, mówiąc że Antioch to tak naprawdę odpowiednik Voldemorta, Kadmus to Severus Snape, a Ignotus to sam Harry Potter, główny bohater historii. Może, już większość z Was o tym słyszała, jednak pozwolę sobie to jeszcze trochę rozwinąć i przedstawić swoją analizę, czy faktycznie można ich do tych postaci porównywać.

Tumblr m87k8sw1Ku1qili3vo1 250

Opowieść o trzech braciach jest historią uniwersalną. Nie jest umieszczona w konkretnym momencie czasowym, mogła i może się wydarzyć w każdym momencie istnienia świata. Historia o trzech braciach była sprytnie wplątana w siódmą część opowieści o Harrym Potterze. Dopiero po kilku latach od jej wydania część fanów zaczęła doszukiwać się podobieństwa historii trzech braci w fabule Harry'ego Pottera. Chociaż początkowo uznawano to jako jedną z wielu teorii spiskowych, to historia dotarła do samej autorki. J.K. Rowling zawsze chętnie wypowiada się na różne tematy i odpowiada na wiele pytań zadawanych przez fanów. Tak stało się i tym razem. Rowling nie zaprzeczyła, że teoria fanów jest nieprawdziwa!

Threebro

Dlaczego jednak trzej bracia ze słynnej legendy są odpowiednikiem trójki bohaterów z książek – Voldemorta, Snape’a oraz samego Pottera? Mają w ogóle coś z nimi wspólnego? Faktycznie Voldemort dostał się w posiadanie czarnej różdżki, ale to tak samo jak Dumbledore.. Harry miał przy sobie pelerynę niewidkę, podobnie jak jego przodkowie.. Nie pasuje nam tutaj Snape, który nie był w posiadaniu żadnego z magicznych artefaktów. Dlaczego więc ta trójka...? Nie chodzi tutaj o sam fakt posiadania insygniów a raczej o pewien przebieg życia każdego bohatera. Voldemort to odbicie Antiocha Peverella, najstarszego brata, który pragnie zostać najpotężniejszym czarodziejem na świecie, podobnie jak sam Voldemort. Prosi śmierć o niezwyciężoną różdżkę i mimo że ją posiadał – zginął. Voldemort zostaje pokonany przez swojego wroga - Harry'ego Pottera i podobnie jak Antioch ginie z ręki czarodzieja. Idealnie pokazuje to, jak zaślepienie własnymi ideami, chęć władzy i panowania nad innymi potrafi doprowadzić nawet do śmierci. Drugim bratem jest Severus Snape, który prosi o możliwość wskrzeszania tych, których kochał – jego wspomnienia wciąż dotyczą matki Harry'ego – Lily Potter. Podobnie jak panna z opowieści, odeszła w młodym wieku i do końca pozostała wielką miłością, przez którą cierpiał nasz bohater. Snape również odchodzi ze świata, pełen żalu, że nie mógł ujrzeć już więcej za życia swojej ukochanej. Umiera pełen nadziei, że spotka ją po śmierci. Harry Potter reprezentuje trzeciego brata, opisywanego w bajce jako człowiek skromny, który pragnie tylko żyć długo i szczęśliwie, bez strachu przed śmiercią. Trzeci brat otrzymuje od Śmierci Pelerynę-Niewidkę, która chroni go przed śmiercią. Tego brata śmierć nie zdołała odnaleźć aż do czasu, kiedy pogodzony ze swym losem zdecydował się wyjść jej naprzeciw i powitał ją jak „starego przyjaciela”. Tak samo Harry przez cały czas próbuje uciec przed śmiercią.

Limbo

Harry i Dumbledore w limbo

A gdzie w tym wszystkim Dumbledore, zapytacie? Albus Dumbledore jest alegorią Śmierci. Za życia był w posiadaniu wszystkich trzech insygniów śmierci – jednak nigdy nie miał ich wszystkich jednocześnie, aby stać się Panem Śmierci. Pożyczył Pelerynę Niewidkę od Jamesa Pottera. Pokonał w pojedynku Gellera Grindelwalda, który był posiadaczem Różdżki, a po śmierci swojej siostry Ariany odnalazł Kamień Wskrzeszenia. Wszystko to wiemy – w dalszym ciągu nic nie wskazuje na to, żeby to właśnie Dumbledore był uosobieniem śmierci… Wróćmy jednak myślami do końcówki ostatniej części. Harry umiera i trafia na stację King’s Cross, gdzie znajduje wycieńczonego Voldemorta. Ważniejsze jednak jest to kogo spotyka na stacji – a jest to sam Dumbledore. Dumbledore przywitał go na dworcu King's Cross jako starego przyjaciela. To on też oddał Harry’emu pelerynę-niewidkę, jak jej wcześniejszy, tymczasowy właściciel. Dumbledore przez całe życie obserwował poczynania całej trójki, towarzyszył im w różnych chwilach i to im poświęcił większą część swojego życia i uwagi. W pewnym sensie przyjął on postać śmierci – wszystko wiedzący i widzący, najpotężniejszy.

„Opowieść o Trzech Braciach”, która pojawia się w siódmym tomie, bajka, która na pierwszy rzut oka miała za zadanie uczyć dzieci czarodziejów podstawowych wartości i prawd życiowych. Już z książki dowiadujemy się, że historia ta to nie była tylko baśń... Możecie wyrazić swoje opinie na ten temat w wątku nowego numeru czarownicy, chętnie poznam wasze spostrzeżenia i przeczytam wasze opinie.

The-deathly-hallows-ravenclaw-prints

Symbol Insygniów Śmierci

Na koniec taka refleksja.. Nie znamy żadnej osoby, która byłaby w posiadaniu wszystkich trzech insygniów jednocześnie. Albus Dumbledore i Harry Potter byli jedynymi ludźmi, którzy posiadali wszystkie trzy Insygnia. Żaden z nich jednak nie był Panem Śmierci, gdyż nigdy nie mieli wszystkich trzech artefaktów w jednym momencie. Jednak istnieje taka możliwość, że w przyszłości jeszcze ktoś może stać się Panem Śmierci. Oczywiście, osoba taka musiałaby odnaleźć w Zakazanym Lesie Kamień Wskrzeszenia, pokonać Harry'ego Pottera w walce i wyjąć Czarną Różdżkę z Białego Grobowca oraz wejść w posiadanie Peleryny-Niewitki. Póki co najbardziej prawdopodobnym mógłby być James Potter II. Pelerynę dostał od ojca, a uczęszczając do Hogwartu mógł odwiedzić Zakazany Las i odnaleźć magiczny Kamień.. Różdżka natomiast mogłaby stać się jego własnością w wyniku ćwiczeń zaklęć oszałamiających z ojcem. Problem jednak stanowi to, w jaki sposób wydobyłby ją z grobowca.

To tyle ode mnie w tym wydaniu Czarownicy. Mam nadzieję, że chociaż trochę spodobał Wam się nowy temat, którego się podjąłem. Zapraszam do komentowania i wyrażania opinii w wątku i już dziś zapraszam Was do kolejnego numeru, w przyszłym miesiącu! Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca!

Thanks, Kris


Cooltext288898840688874

W „Harrym Potterze” jest wiele poważnych i wzruszających momentów, ale nie brakuje także tych wesołych i zabawnych. Myślę, że każdemu z nas zdarzyło się choć raz wybuchnąć śmiechem lub chociaż uśmiechnąć pod nosem podczas lektury.

Najprostszą formą humoru są zwyczajne żarty lub śmieszne wypowiedzi, które autorka włożyła w usta najróżniejszych bohaterów. Zazwyczaj takie teksty są dopasowane do charakteru postaci i przy okazji podkreślają go poprzez taką formę wypowiedzi. Dlatego właśnie dość często pojawiają się dowcipy Freda i George’a, zabawne przytyki Harry’ego skierowane do Dudleya lub Malfoya, czy też ironiczne żarty Rona. Z tego samego powodu rzadziej będziemy się śmiać po wypowiedziach Hermiony czy Severusa Snape’a, ponieważ takie zachowanie mniej pasuje do ich osobowości. Warto także zauważyć, że autorka zadbała o to, żeby każdy z bohaterów miał nieco inne poczucie humoru i tworzył żarty w trochę inny sposób.

Fred and George at their WWW joke shop

Zabawne wypowiedzi to jednak nie jedyna forma humoru, jaką możemy znaleźć w serii. Nieco bardziej subtelny jest humor sytuacyjny, który także występuje dość często. Tutaj zazwyczaj mamy do czynienia z pewnymi zdarzeniami lub wypowiedziami, które w innym kontekście nie byłyby zabawne, jednak w połączeniu z jakimś wcześniejszym wydarzeniem nabierają komicznego wydźwięku. Może brzmi to trochę zawile, dlatego posłużę się dwoma przykładami, żeby zilustrować ten zabieg. W szóstej części serii w pewnym momencie Harry napotyka na swojej drodze Irytka, który nie pozwala nikomu przejść, jeśli nie podpali się własnych spodni. Kiedy po pewnym czasie do dormitorium Gryffindoru wbiega Neville, rozsiewając woń spalonej tkaniny, przypominamy sobie to wcześniejsze wydarzenie, a cała scena staje się przez to zabawniejsza. Podobnie kiedy pod koniec pierwszej części Dumbledore wspomina, że Fred i George chcieli przysłać Harry’emu sedes do skrzydła szpitalnego, nie było by w tym nic śmiesznego, gdyby nie fakt, że w pamięci mamy rozmowę bliźniaków z Ginny, którą przeprowadzili na dworcu. To nawiązanie sprawia, że sytuacja staje się dużo śmieszniejsza.

Lockhart w trakcie lekcji

Humor w „Harrym Potterze” nie ogranicza się jednak do zabawnych tekstów i sytuacji. Autorka często stosuje groteskę podczas kreowania postaci, co z jednej strony ma na celu wyolbrzymienie i wyśmianie pewnych cech, a z drugiej ma także wprowadzić elementy humorystyczne. Tutaj można by wymienić wiele przykładów, dlatego posłużę się tymi najbardziej charakterystycznymi. Trudno jest brać na poważnie Gilderoya Lockharta, a jego samouwielbienie jest śmieszne i dlatego jednocześnie piętnuje narcystyczną postawę. I tutaj nie mówię o pojedynczych wypowiedziach czy sytuacjach, ale jest to konsekwentny obraz, który autorka buduje przez całą książkę. Innym przykładem może być ciotka Marge, którą Joanne K. Rowling przedstawiła w sposób tak negatywny, że aż prześmiewczy. Ten humor działa na zupełnie innej zasadzie niż zwykłe żarty i tak na prawdę nie wywołuje raczej wybuchów śmiechu, jednak jeśli patrzymy na takich bohaterów to możemy poczuć pewne rozbawienie.

PeevesJKR

Jak już mówimy o postaciach, to warto wyróżnić jeszcze jedną grupę – są to bohaterowie, którzy po prostu zostali wykreowani w sposób komiczny, bez zastosowania groteski, czy innych tego typu zabiegów. Myślę, że nie można nie wspomnieć tutaj o Irytku, który pojawia się w całej serii, a za każdym razem w sytuacji, w której zajmuje się robieniem żartów lub śpiewaniem najróżniejszych zabawnych piosenek. I jest to postać o tyle wyjątkowa, że, moim zdaniem, nie wiąże się z nią żadne głębsze przesłanie czy nauka, a po prostu jej pojawienie się ma wzbudzać wesołość i nadawać pewnego, niepowtarzalnego charakteru Hogwartowi. Podobnie trudno traktować zatrudnione przez Lockharta krasnoludy w inny sposób, niż czysto komiczny.

Warto także zastanowić się nad rolą humoru w serii. Na pewno ma on uprzyjemniać lekturę szczególnie, że autorka kieruje swoje książki także do nieco młodszych odbiorców. Ponadto pozwala on na oddanie radosnego charakteru pewnych wydarzeń i zróżnicowanie klimatu różnych części powieści. W niektórych miejscach humor może przez kontrast podkreślać smutek, samotność lub inne negatywne emocje, a z drugiej strony może także pokazywać, że złe chwile już minęły i łagodzić wrażenie, jakie one na nas wywarły.

Żarty i humor pojawiają się w serii na różne sposoby i pełnią w niej istotną rolę. Czasami są to zwyczajne żartobliwe wypowiedzi, a innym razem humor sytuacyjny. Niektóre postacie mogą budzić rozbawienie swoim groteskowym ukazaniem, a inne mają mieć z założenia czysto komiczny charakter. Humor pełni wiele funkcji w powieści, a dzięki niemu lektura jest „lżejsza” i o wiele przyjemniejsza.

Mattibu


Cooltext288899953334997

Witam wszystkich w kolejnym podsumowaniu wydarzeń, które odbyły się na Harry Potter Wiki.

Prywatnelekcje

Na początku miesiąca odbyło się głosowanie na 58. Artykuł Miesiąca. W edycji tej wzięły udział 4 artykuły, a były to: Prywatne lekcje Harry’ego Pottera i Albusa Dumbledore’a napisane od zera przez Alice, Forest of Dean rozbudowane przez Natalkolx, Gabinet profesora obrony nad czarną magią, do którego treść dodawałem ja sam, a także Ludo Bagman, którym zajęła się Rosa. Głosowanie jak zawsze było zacięte, ale wygrać mógł tylko jeden artykuł. Zostały nim Prywatne lekcje Harry’ego Pottera i Albusa Dumbledore’a. Gratuluję Alicji zwycięstwa i życzę dalszych sukcesów. Przy okazji chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na numeracje, bowiem jeszcze niedawno edycja ta była uznawana za 59 w historii. Jak się jednak okazało przy tworzeniu głosowania do XXXVII (tutaj też należy zauważyć jedną ciekawostkę, jaką jest fakt, że w przeszłości numery w AM były zapisywane w formacie rzymskim, a obecnie używany jest zapis arabski) organizator przez przypadek dodał jedno I. Błąd w numeracji był później powtarzany i dopiero niedawno został zauważony oraz poprawiony, przez co 59. Artykuł Miesiąca stał się 58.

Na początku czerwca na forum pojawiła się również 13. edycja Wielkiego Quizu o Harrym Potterze, która została zorganizowana przez Addamka. Muszę w tym miejscu przyznać, że jego pomysł na zabawę był naprawdę bardzo ciekawy. Trzeba było bowiem w niej poprawnie zinterpretować, co znajduje się na grafikach, które przedstawiały magiczne motywy w świecie mugolskim. Zdjęć było 15, ale punktów już 16, ponieważ za pełną odpowiedź na jedną z nich można było zdobyć aż 2 pkt. Zwyciężczynią quizu z dorobkiem 10,5 punktu została Natalkolx. Dostała ona również z tego tytułu, jak to jest już w zwyczaju, prawo do zorganizowania kolejnej edycji, z którego postanowiła skorzystać. Gratuluję jej wygranej, a także życzę kolejnych dobrych wyników oraz ciekawych pomysłów na kolejną edycję.

FrankAugustaArt

Parę dni później rozpoczęło się głosowanie na LX Fan Art, którego tematyką były matki i dzieci w świecie magii. W edycji tej wzięły udział prace Natalkolx, Addamka, Niewitki, Black oraz Isthealice. Wszystkie pracy były wspaniałe, przez co wybranie najlepszej nie było łatwe, ale jednak wygrać mogła tylko jedna z nich. Została nim praca Adama, która przedstawiała Augustę Longbottom wraz z jej synem Frankiem. Gratuluję mu zdobycia pierwszego miejsca i życzę dalszych wygranych.

13 czerwca obiegła Harry Potter Wiki smutna wiadomość, jaką była rezygnacja Addamka z uprawnień biurokraty i administratora. Na szczęście już parę godzin później mogliśmy na forum przeczytać, że po rozmowie z kadrą Adam dalej pozostaje administratorem HPW, co jednak nie zmienia faktu, że postanowił zrzec się pełnienia funkcji biurokraty. Dziękuję mu za wspaniałe półtora roku na tym stanowisku, a także życzę sukcesów zarówno w dalszej pracy jako administrator, jak i w życiu prywatnym.

Rezygnacja biurokraty wiązała się oczywiście z koniecznością wybrania nowego. Początkowo kandydatem na to stanowisko była Isthealice, ale nie zgodziła się ona przyjąć uprawnień, i ostatecznie na następcę Adama został wyznaczony Krystianwolski. Przed otrzymaniem uprawnień, jego kandydatura musiała oczywiście przejść pozytywnie głosowanie. Okazało się ono jednak formalnością i już tydzień później Kris oficjalnie objął funkcję biurokraty Harry Potter Wiki. Ja natomiast osobiście życzę mu tego, aby czynności związane z biurokraceniem, przynosiły mu o wiele więcej radości aniżeli zmartwień.

Podczas trwania tego głosowania na Discordzie odbyła się również zabawa pod tytułem Kto to był? zorganizowana przez BlackAngel92. Polegała ona na wskazaniu, jaka postać znajduje się w zasłoniętym miejscu. Zabawa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, o czym świadczy fakt, że wzięło w niej udział 11 osób. Był to zresztą powód radości nie tylko dla organizatorów, ale także dla osób biorących udział, bowiem w sytuacji, gdyby w zabawie było ich przynajmniej 10, każdy z nich miał niezależnie od wyniku zagwarantowane 5 punktów do Pucharu Domów. Poza tym były już niezależne od ilości uczestników punkty do Pucharu dla najlepszej trójki, które wynosiły odpowiednio 20 pkt za pierwsze miejsce, 15 za drugie oraz 10 za trzecie. Jeśli natomiast chodzi o wyniki, to wygrała Maja przed Kamcią i Natalkolx. Gratuluję im dobrych wyników i życzę dalszych sukcesów.

Turniej Trójtwórczy Natalkolx

Pod koniec miesiąca zakończył się artystyczny, a zarazem trzeci etap Turnieju Trójtwórczego. Zadanie postawione w nim było dosyć proste, trzeba było przy użyciu dowolnej techniki przedstawić siebie w świecie magii. W walce o zwycięstwo wzięły tutaj udział prace Addamka, Natalkolx oraz Rosy. Należy jednak zauważyć, że sam wybór różnił się od głosowania widzianego chociażby w etapie pisarskim, ponieważ swój głos mieli oprócz jury także sami uczestnicy oraz pozostali użytkownicy HPW. Ważnym aspektem jest jednak fakt, że ilość punktów do przyznania zależała od przynależności do danej grupy, członkowie jury głosowali bowiem na wszystkie prace dając im po kolei od 3 do 1 punktu, uczestnicy z logicznych względów nie mogli głosować na swoją i dawali jedynie lepszej 3 pkt, a nieco gorszej 2, natomiast pozostali użytkownicy, o ile także spełniali sam wymóg posiadania paru edycji, mogli dać tylko 1 pkt na najlepszą pracę. Głosowanie było burzliwe, ale zwycięzca etapu mógł być tylko jeden. Została nim praca Natalkolx, która przedstawiała ją wpatrzoną w magiczną fontannę. Gratuluję jej zwycięstwa i życzę dalszych sukcesów.

Wraz z końcem czerwca zakończyła się pierwsza edycja Pucharu Domów. Została ona z dorobkiem 850 punktów wygrana przez Ravenclaw. Gratuluję Krukonom zwycięstwa i życzę dalszych dobrych wyników. Jeśli chodzi natomiast o pozostałe miejsca, to drugi był Gryffindor ze zdobyczą 510 punktów, trzeci Slytherin miał ich 265, natomiast Hufflepuff zakończył rywalizację w Pucharze z wynikiem 200 punktów. Na zakończenie Pucharu pojawiło się również piękne jego podsumowanie, które można przeczytać w tym wątku. Zakończenie Pucharu nie oznacza jednak, że następuje okres, w którym nie można w dalszym ciągu rywalizować dla swojej drużyny. 1 lipca, czyli zaledwie dzień po zakończeniu poprzedniej rywalizacji, zaczynają się bowiem Mistrzostwa HPW, w których to w tym roku można rywalizować pod sztandarem swojego ulubionego Huncwota. Zapisy do nich są w tym wątku. Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszam do udziału.

W dniu wydania numeru powinni być już znani zwycięzcy 59. Artykułu Miesiąca oraz LXI Fan Artu, z góry gratuluję im wygranej.

Odkrycie


Avatar Hermijoniny

Mam zaszczyt ogłosić, że w tym miesiącu Odkryciem Miesiąca zostaje Hermijonina14. Jest ona niewątpliwie utalentowana artystycznie, co pokazała startując całkiem niedawno w Fan Arcie. Poza tym jest również początkującym edytorem i tu też trzeba przyznać, że edycje może nie są idealne, ale na pewno widać, że się ciągle uczy i robi je coraz lepiej. Niestety muszę też przyznać, że póki co jej edycje pojawiają się dosyć nieregularnie, ale liczę na to, że dzięki temu wyróżnieniu, będzie edytować o wiele częściej. Mam również nadzieję, że nie zakończy udziału w Fan Arcie na jednej edycji, ponieważ talentu do rysowania niewątpliwie jej nie brakuje.

Pozdrawiam serdecznie,
Damianek


Cooltext288899686489813
1 lipca 1996

MINISTER MAGII ZWOLNIONY

Po długich i głośnych naleganiach ze strony całego czarodziejskiego społeczeństwa Korneliusz Knot został usunięty ze stanowiska Ministra Magii. „Czarodzieje jeszcze nigdy nie byli tak zgodni od czasu, gdy objąłem urząd” – powiedział ponuro Knot naszemu korespondentowi. Jego następcą został Rufus Scrimgeour.
***
1 lipca 1996

RÓŻNICA ZDAŃ NA NAJWYŻSZYM SZCZEBLU
Do nieporozumienia doszło między Rufusem Srimgeoure’em a Albusem Dumbledore’em. Z nieoficjalnych źródeł wynika, że tematem dyskusji był Chłopiec, Który Przeżył. Nie znamy przebiegu rozmowy, jednak prawdopodobnie miała on na celu uzyskanie poparcia Harry’ego Pottera.

Zobacz też: ZDECYDOWANE DZIAŁANIA MINISTERSTWA (strona 2)
***
5 lipca 1996

WIZYTA U PREMIERA MUGOLI

Rufus Scrimgeour odwiedził dzisiaj siedzibę premiera mugoli, aby poinformować go o trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się świat czarodziejski. Minister Magii zadbał także o bezpieczeństwo premiera, umieszczając wśród jego współpracowników jednego z najlepszych aurorów, Kingsleya Shacklebolta.
***
11 lipca 2014

BUŁGARIA MISTRZEM ŚWIATA
Dzisiaj byliśmy świadkami finałowego meczu quidditcha między reprezentacjami Bułgarii i Brazylii. Na pochwałę zasługuje fantastyczna gra pałkarzy obu zespołów. Ogromnych emocji dostarczył nam kilkuminutowy pościg za zniczem w wykonaniu Kruma i Silvy, zakończony schwytaniem piłeczki przez Bułgara.<

Zobacz też: WIKTOR KRUM – HISTORIA MISTRZA (strona 6)
***
16 lipca 1544

SZALONY POKAZ GŁUPOTY

Wielkie krotochwile Jarleth Hobart dziś wyczyniał, przez które na wieki wieków w annałach zostanie zapisan. Bo kiedy na sklepienie świątyni wszedłszy, czarować począł, to zdało się, jakby nic nie ważył jako puch lub duch jakiś i w powietrzu zawisnął. Jednakże gdy mrowie ludu do latania go zwodziło, to ni stąd ni zowąd zrzuciwszy szaty w stronę gruntu zapikował i boleśnie go to doświadczyło.
***




23 lipca 1991

WYWIAD Z SĄSIADKĄ HARRY’EGO POTTERA
Naszemu korespondentowi udało się dotrzeć do Arabelli Figg, mieszkającej w pobliżu Chłopca, Który Przeżył. „Tak, był u mnie dzisiaj ten biedny dzieciak” – powiedziała pani Figg – „Nie mogę patrzeć jaki on jest chudy i zabiedzony. Poczęstowałam go ciastem i pozwoliłam oglądać telewizję [rozrywka mugoli, polegająca na odtwarzaniu ruchomych obrazów]. Niech ma chłopak coś przyjemnego w życiu.”

Czytaj dalej (strona 5)
***
30 lipca 1991

NIESKUTECZNE METODY HOGWARTU
Każdy młody czarodziej oczekuje z niecierpliwością na moment, w którym otrzyma list z Hogwartu. Dyrekcja szkoły nie potrafi sobie jednak poradzić z sytuacją, w której opiekunowie adresata skutecznie blokują próby przekazania wiadomości i poza wysyłaniem coraz większej liczby listów nie podejmuje żadnych działań. Czy brak wysłania nauczyciela do Harry’ego Pottera, aby poinformować go o posiadanej mocy, jest skutkiem niedoborów kadrowych?

Czytaj dalej (strona 5)
***
31 lipca 1991

NIELEGALNE UŻYCIE CZARÓW?

Rubeus Hagrid, wyrzucony z Hogwartu za doprowadzenie do śmierci jednej z uczennic, zgodnie z obowiązującym prawem nie powinien rzucać czarów. Tym większe zaskoczenie budzi fakt, że dyrektor szkoły, Albus Dumbledore, przymyka oko na wykroczenia gajowego i aprobuje jego nielegalne działania.
***
31 lipca 1991

CHŁOPIEC, KTÓRY PRZEŻYŁ
Harry Potter, to jeden z najbardziej znanych czarodziejów współczesności. Dzisiaj nieliczni mieli okazję spotkać go w Dziurawym Kotle. Na miejscu był nasz fotoreporter, który również dostąpił tego zaszczytu, a dzięki temu wszyscy możecie się przekonać jak przez ostatnie dziesięć lat zmienił się Chłopiec, Który Przeżył.

Zobacz zdjęcia (strona 4)
***
31 lipca 1991

WŁAMANIE DO GRINGOTTA
Rzecznik prasowy banku Gringotta podał dzisiaj szokującą wiadomość – nieznany czarodziej włamał się do jednej z najpilniej strzeżonych skrytek, a co najbardziej zaskakujące – nie został złapany. Rzecznik tłumaczy to faktem, że skrytka została niedługo wcześniej opróżniona, więc jej ochrona nie była tak silna, jak wcześniej.

Zobacz też: WALKA O PRAWA SMOKÓW W BANKU (strona 8)


Cooltext288898890653572
Zastanawiałam się, co tu napisać, bo tak szczerze mówiąc, zaistniała sytuacja w gazecie wcale nie wywołuje u mnie uśmiechu na twarzy, a kto lubi zgrywać dobrą minę do złej gry...? Aczkolwiek szczerze dziękuję Krystianowi, Kamci, Damianowi, Mateuszowi i Pawłowi za ten numer. Wiem, jaki macie wkład, widzę wasze zaangażowanie. Nie zawsze znajdzie się czas, a pisanie do gazety powinno wam sprawiać frajdę. Myślę, że czasem też jest wam ciężko i mnie rozumiecie. Chociaż są dni, gdy nastają ciemne chmury, warto jednak umieć wyczekać słońce.
Isthealice
Queeniejacob


Ps. Tak, wiem, że na tym tle nie widać podpisu.


Cool Text - Redakcja 267105294444161
BlackAngel92
SiriusBlack

Blacki to moderator treści i dyskusji na Wiki, a w gazecie jedna z pisarek i od trzynastego numeru redaktor naczelny. Wcześniej poprawiała teksty i pisała, dziś lekko odciążona, odpowiada za „Dzieje Mugoli”, zamiennie z „Wieczorkami u Madame Rosmerty”, od trzynastego numeru zajmuje się również: „Ogłoszeniami” i „Podziękowaniami”. Pomaga także nad oprawą graficzną gazety, tworząc szablony. Aktywna w życiu HPW i zawsze skora do pomocy nowym użytkownikom. W dwudziestym trzecim numerze nie miała żadnego wkładu w gazetę.

Caairo11
Caairo11

Caairo dołączył do redakcji od dziesiątego numeru i zajął się „Tematem Numeru”, a już od trzynastego numeru działem „One Shotów”. Caairo ma głowę pełną pomysłów, co od czternastego numeru zaowocowało nowym działem „Złote Jajo”, zaś od dwudziestego dzieli się z nami swoimi „Plot Holes”. Paweł, bo tak ma na imię, na wiki dołączył stosunkowo niedawno. Szybko znalazł uznanie wśród społeczności, tworząc niebanalne zagadki na forum, które rozrosły się do liczby już ponad 900.

Damian102
240pxLucy Pevensie

Damian lub Łucja, jak kto woli, to redaktor od ósmego numeru, który relacjonuje nam w gazecie „Co się działo na HPW”oraz od czternastego numeru ukazuje nam „Dzieje Czarodziejów”. Chociaż konto ma od kilku lat, aktywniejszy w życiu na wiki stał się w okolicach grudnia 2016 roku. Często można spotkać go na czacie, stara się też wypowiadać w wątkach na forum.

Mattibu
Mattibu

Mattibu, redaktor od czternastego numeru magazynu. Zajmuje się „Kartką z Kalendarza” oraz autorskim działem „HP od kuchni”. Od dwudziestego trzeciego numeru prowadzi też Magiczne zabawy. Matti jest z nami od lipca 2017 roku, jednak dał się poznać jako Łamacz Łamigłówek, czy wytrawny edytor. Często go można spotkać na discordzie HPW.

Isthealice
Pi

Założycielka i pomysłodawczyni projektu. Odpowiadała za różne działy, projektowała okładki do numerów, pisała „Ogłoszenia”, „Podziękowania”, poprawiała teksty w gazecie, a przede wszystkim nadzorowała pracę jako redaktor naczelny od pierwszego do dwunastego numeru. Na co dzień jedna z administratorek, a przede zwykła użytkowniczka Harry Potter Wiki, która stara się pomóc nowym osobom. Wróciła do magazynu od szesnastego numeru, gdzie została Grafikiem. Od dwudziestego do dwudziestego drugiego numeru pokazywała nam swoje spojrzenie na „Kącik Huncwotów”. W dwudziestym trzecim numerze zajęła się przygotowaniem i poprowadzeniem gazety.

Krystianwolski
Krysfok

Krystianwolski jako korektor, odpowiadał za poprawę tekstu w artykułach Czarownicy w numerach od pierwszego do siódmego. Jako redaktor powrócił do miesięcznika od dwudziestego drugiego numeru biorąc pod skrzydła dział „Plot Holes”. Krystian dołączył na Wikię we wrześniu 2012 r., gdzie szybko zyskał sympatię użytkowników. Rok później został moderatorem czatu, a od lutego 2014 r. jest administratorem. Kriss jest bardzo wesołą osobą, która zawsze rozładuje napięcie na czacie. Poza sprawowaniem funkcji admina może pochwalić się wielokrotnymi zwycięstwami w konkursie AM.

Letycja
Avatar Letycji

Letycja, redaktor „Tematu Numeru” w dwudziestym drugim numerze. Od dwudziestego trzeciego odpowiedzialna za dział „Piórem Rity Skeeter”. Uśmiechnięta na co dzień dziewczyna, która na HPW zawitała w kwietniu 2018 roku. Często udziela się w zabawach na naszym forum.

Kamcia012
Kamcia-avatar

Kamcia jest moderatorką czatu i discorda na Harry Potter Wiki. Od dwudziestego trzeciego numeru zajmuje się „Tematem Numeru”. Kamila jest bardzo sympatyczną osobą, która doradzi w razie problemów i wysłucha. Zawsze służy pomocą, a jej aktywność na Harry Potter Wiki może śmiało sklasyfikować ją do jedną z najbardziej aktywnych.

Poprzednio
Numer 22

Numer 23
Następny
Niespodzianka
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.