|
Bernie
Każdy, kto robił zakupy na Pokątnej, zapewne wiele razy widział staruszka przesiadującego na pudle do gitary przed sklepami. Staruszek brzdąkał zwykle na odrapanej gitarze różne fragmenty melodii, a jego przebrany w strój pirata szympans zbierał datki od przechodniów i rozbawiał ich śmiesznymi minami i wygłupami, a czasami nawet sam szarpał struny gitary. Ot, obrazek jakich wiele na placach i rynkach.
Staruszek z małpą bywał na Pokątnej niemal codziennie, aż stał się właściwie fragmentem jej krajobrazu. Kilka razy przechodząc koło niego słyszałem, że grywa on nie jakieś smętne, stare kawałki w rodzaju „Kociołka pełnego gorącej miłości”, ale swoje przeróbki największych aktualnych przebojów Fatalnych Jędz, Hobogoblinów i innych topowych grup rockowych, a ostatnio nawet Konstancji. Co ciekawe, zwykle grał je już w dniu premiery piosenki w Czarodziejskiej Rozgłośni Radiowej, choć nigdy nie widziałem, aby słuchał radia. Nie zastanawiałem się nad tym aż do zeszłej środy.
Robiłem wtedy zakupy w sklepie Madame Malkin, a wychodząc z niego usłyszałem, jak staruszek gra bardzo dobrą solówkę na gitarze. Zatrzymałem się posłuchać- powtarzał ją wiele razy, modyfikując i zmieniając, a za każdym razem była coraz lepsza. W pewnym momencie jednak jego szympans zaczął mu coś szeptać do ucha- tak to przynajmniej wyglądało- pokazując na mnie palcem, po czym staruszek w pospiechu zapakował do pudła gitarę i razem z małpą zniknął w tłumie, zanim zdążyłem mu pogratulować niezłego gustu muzycznego.
Wróciłem do domu i zapomniałem o sprawie. W czwartek wieczorem CRR po raz pierwszy puściła premierowe nagranie Fatalnych Jędz - „Czasozmieniacz miłości”. Gdy usłyszałem gitarową solówkę Kirleya Duke’a po drugiej zwrotce jakby we mnie piorun strzelił- to właśnie tę solówkę grał staruszek poprzedniego dnia! Nie mógł jej wcześniej słyszeć, premiera do ostatniej chwili była utrzymywana w tajemnicy. Skąd więc ją znał?
Byłem wtedy w Leeds, obsługując dla redakcji Proroka „411 Festiwal Goblińskiej Muzyki Okarynowej”, ale gdy w kolejny poniedziałek wróciłem do Londynu, od razu pobiegłem na Pokątną, rozglądając się tam za staruszkiem. Po raz pierwszy od wielu lat jednak nie zobaczyłem jego, ani jego małpy. Madame Malkin powiedziała mi, że zmarł dwa dni wcześniej, i to dokładnie przed jej sklepem. Właśnie wybierała się na pogrzeb, więc zawiedziony, że nie rozwikłam zagadki staruszka, postanowiłem polecieć z nią, nie mając nic bardziej sensownego do roboty.
Na cmentarzu było tylko kilka osób, przeważnie sprzedawców z Pokątnej, ceremoniarz ewidentnie nie wiedział, co powiedzieć o staruszku- nikt nie znał nawet jego imienia. Kiedy żałobnicy już się rozchodzili, zauważyłem grupę kilku osób stojących kilkanaście metrów dalej, zakapturzonych i kryjących twarze, lecz ewidentnie obserwujących pogrzeb. Gdy i oni ruszyli w stronę bramy coś znajomego dostrzegłem w rozchybotanym kroku jednej z postaci, coś, co znałem od lat. Gdy przyjrzałem się bliżej, zobaczyłem też, że jedna z postaci nosi buty z dwoma obcasami - i wtedy już wiedziałem. Kiedy do nich dobiegłem, trzymali się już za ręce, za chwilę mieli dokonać teleportacji łącznej. Nie widziałem ich twarzy, ale przyglądali się jak biegnę, i już mieli zniknąć, gdy w ostatniej chwili wrzasnąłem pierwsze, co mi przyszło do głowy:
- Wiem o staruszku z małpą !
Jeden z zakapturzonych popatrzył po reszcie, a gdy kiwnęli mu głowami, wreszcie się odezwał wyciągając do mnie rękę.
- Łap się – ten głos znałem od lat, tak jak tysiące fanów muzyki w całym magicznym świecie – nic nie wiesz, ale leć z nami.
2.
-Bernie to geniusz - powiedział Myron Wagtail rozdając wszystkim szklaneczki pełne whisky, które przyniósł swoim chyboczącym krokiem z baru – geniusz i tyle.
Siedzieliśmy w barze „Pod Pękniętą Różdżką”, dokąd się teleportowaliśmy z cmentarza. Myron Wagtail i Kirley Duke z Fatalnych Jędz. Stuby Boardman z reaktywowanych Hobogoblinów i Cortez DeMoyne, gitarzysta Zniczów z Powyginanymi Skrzydełkami. Thorgen Blitz, który grał na prawie wszystkich instrumentach w Pikujących Lichach. Do tego pochlipująca w różową chusteczkę wschodząca gwiazdka rocka, Konstancja i jedyna osoba, której jako krytyk muzyczny nie znałem - milcząca starsza czarownica o nijakiej twarzy i bujnych kształtach.
- Bernie?
- No widzisz, nawet nie znałeś jego imienia- mówi Duke- a on powinien był słynniejszy niż my wszyscy razem.
Zaczęło do mnie docierać.
- To on wam pisał te solówki?
Myron prychnął, rozlewając piwo na blat.
- Człowieku, jakie solówki! Pisał nam całe piosenki, ba - całe albumy.
- Mi napisał tylko jeden. - piskliwym głosem, tak różnym od dźwięcznego altu znanego z jej nagrań, powiedziała Konstancja.
- Bo jeden nagrałaś, młoda – Boardman wyglądał na najbardziej przygnębionego ze wszystkich - a dla mnie zrobił prawie wszystkie, łącznie z „Nic nie zatrzyma zakochanego goblina”.
Patrzę na tych załamanych rockmanów i nie mogę uwierzyć w to, co mi właśnie wyznali.
-Czyli te wszystkie cudowne linie melodyczne, solówki i riffy, nie powstały w waszych genialnych głowach, ale w przed sklepem z kociołkami na przykład...
Starsza kobieta wzrusza ramionami.
- Żeby tylko – mruczy jakby do siebie. Znam ten głos, wszyscy go znają od lat, od dziesiątek lat nawet.
-Celestyna Warbeck! – zrywam się ze stołka- ja…..
- Cicho bądź! – syknęła Celestyna Warbeck, największa gwiazda muzycznego świata czarodziejów, wyglądająca dzisiaj jak zmęczona pomywaczka– jeszcze mi tego brakowało, żeby tu się zlecieli jacyś szurnięci wielbiciele „Kociołka”, rzygam już jak muszę to śpiewać. Wolałam wypić wieloskokowy, żeby nikt mnie nie poznał.
- Ale „Kociołek” to twój największy przebój!
- No przecież wiem, Bernie go napisał w 10 minut przed sklepem z używanymi szatami, wtedy tam się ubierałam – mruczy swym zmysłowym głosem Celestyna- Zanim przymierzyłam jakąś cuchnąca szatę wyjściową za klika galeonów on stworzył genialną piosenkę i nawet nie chciał żebym mu postawiła obiad… Ech, nalej Cortez.
Cortez DeMoyne, genialny gitarzysta Zniczów z Powyginanymi Skrzydełkami, rozlewa kolejne porcje trunku.
- Pamiętasz nasz drugi album, „W pogoni za jednorożcem”, ten uznany za najbardziej gitarową płytę wszechczasów ?– pyta patrząc mi w oczy.
- No pewnie, to klasyk, każdy laik ją zna. A ja akurat jestem ekspertem.
- Jest tam taki jeden kawałek, „Skowyt wilkołaka”, kojarzysz tę moją solówkę na wejście?
- Tak, jasne. No, ale ona to mu raczej nie wyszła, to najsłabszy moment na tej genialnej płycie.
De Moyne gorzko się uśmiecha.
- Mi nie wyszła. Na całej płycie to jest jedyny napisany przez mnie fragment muzyczny, wcisnąłem go już przy nagrywaniu płyty, żeby mieć na niej jednak coś swojego.
Wagtail zarzuca nogi na stół. Widzę, że nikt z tych wytrawnych celebrytów nie ma dzisiaj zamiaru udawać gwiazdy, że chcą się wygadać.
- Jak mieliśmy zrobić koncert w Hogwarcie w 1994 okazało się, że większość naszych kawałków to już dawno ograne hity, no a chcieliśmy się pokazać. Bernie w jeden dzień zrobił całą linię melodyczną do „Magia Działa” i „Hipogryfa” i, a następnego do „To Jest Ta Noc”. Zrobiłby więcej, ale zaczęło lać jak z cebra, i poszedł do domu.
- Bernie pisał tylko na ulicy? To znaczy tam, na Pokątnej?
- No – odzywa się ponuro wokalista Pikujących Lich- takie miał dziwactwo, że pracował tylko tam. Jak potrzebowaliśmy materiału na płytę „Ostatni Lot Żmijoptaka” trzy dni stałem z naszym wokalistą na zmianę nad nim z parasolem, żeby zdążył. No i zdążył…
Słucham tego jak niewiarygodnej bajki.
- Słuchajcie, czy ja dobrze rozumiem? Od wielu lat największe hity, ba, prawie wszystkie hity czarodziejskiego rocka pisze…..
- Bernie, zgadza się – Kirley Duke kołysze whisky w swej szklaneczce- pieprzony, niedościgły muzyczny geniusz. No a teraz….
Wszyscy ponuro patrzą w swoje szklanki. Ta cisza jest brutalnie wymowna.
- No właśnie, co teraz będzie ? - w piskliwym głosiku Konstancji wyraźnie słychać już nawet nie strach, ale rozpacz – ja już przecież podałam do gazet tytuł nowej płyty, i że mam napisane 3 ballady! – wybucha płaczem.
Celestyna Warbeck pod postacią praczki przytula ją do swoich obfitych piersi.
-Nie rycz mała, to nic nie da. Pogramy trochę stare programy, jakieś płyty w rodzaju Złote Przeboje się wyda, jakieś benefisy srisy, i kilka lat zleci. No, ale potem trzeba będzie zaczynać od zera…
Wagtail prycha zrezygnowany. Zdejmuje nogi ze stołu i nalewa wszystkim do pustych już szklaneczek, potem idzie za bar i przynosi kolejna butelkę bursztynowego płynu. Pociąga spory łyk bez krępacji i podaje ja Duke’owi, który robi to samo.
- Wiesz, jak się rozniosło, że zniknął - Wagtail cedzi słowa- liczyliśmy że może pojawi się chociaż na pogrzebie, i wszyscy razem go namówimy, żeby…
Zatkało mnie.
- Jak to pojawi się na pogrzebie. Na własnym pogrzebie??
Kirley Duke podchodzi i patrzy mi przez chwilę w oczy, a potem wzdycha.
-Nie, panie pismak, nie na swoim. Na pogrzebie tego staruszka, z którym zawsze Bernie przesiadywał na Pokątnej.
Kiedy do mnie dotarło, wyrwałem gitarzyście całą butelkę.
Caairo11
|