FANDOM


Okladeczka

Spis treści


Okładka
by IstheAlice
Ogłoszenia 1
Kącik Huncwotów 2
Temat numeru 3
One-Shot 4
Dzieje Mugoli 5
Dzieje Czarodziejów 6
Co się działo na HPW? 7
Kartka z kalendarza 8
Podziękowania 9


Cooltext237459036798515
Joł!

Witam was już w 9 numerze „Czarownicy”. Kwiecień był bardzo ciekawym miesiącem. Gimnazjaliści pisali testy (trzymam za wszystkich kciuki, aby poszło im jak najlepiej!), inni trochę leniuchowali… Pogoda też była zmienna – jak to w kwietniu. Słońce, deszcz, a nawet śnieg gościł za naszymi oknami. Na wiki działy się różności – od wątku z medalami, poprzez odejścia niektórych z wiki i awanse. Ale co dokładnie?
  • Z uprawnień administratora zrzekł się 32Polak. Pozostawiono mu kolorowy nick, aby podziękować za wkład włożony w stronę. Na pewno jednak Kuba nieraz do nas zawita, a przynajmniej mamy taką nadzieję.
  • Nieskromnie mówiąc awansowałam na stanowisko admina, jednakże nie z powodu zastępstwa za Polaka. Propozycja padła wcześniej i niestety zrządzenie losu połączyło te dwie sprawy, przez co mogłoby to tak wyglądać. Zresztą, ciekawskich zapraszam na priv. ;) Mam nadzieję, że moja osoba wniesie wiele dobrego na wikię. Trzymajcie kciuki!
  • Skończył się pierwszy etap Turnieju Trójtwórczego. Wpłynęło kilka prac, ale najlepszy okazał się być Caairo11! Jego opowieść możecie przeczytać w zakładce One-shot. Serdecznie gratulujemy i życzymy powodzenia w następnym zadaniu. Wszystkie informacje o Turnieju tutaj.
  • Dziś ruszyła nowa edycja DNA, czyli Dnia Nowego Artykułu. Zajrzycie w przycisk powiadomień, aby dowiedzieć się więcej i wziąć udział!
Foczka

Alice

Współpraca


Cooltext237459795627856
Od zeszłego numeru Kącikiem Huncwotów zajmuje się wszystkim dobrze znany SarumamLestrange. ;) Troszkę memów od naszego Saru na dobry początek dnia! :)
Mem9.1
Mem 1 - Bardzo ciekawa teoria :D
***
Mem9.2
Mem 2 - Też oglądaliście Władcę Pierścieni? Najwidoczniej Harry tak :D
***
Mem9.3
Mem 3 - Brzmi spoko ^^


Cooltext237460866856229
Mija 19 lat od pamiętnej bitwy o Hogwart. Wszystko miało miejsce 2 maja 1998 roku… Ale jak to się właściwie stało?

Hogo

Nikomu nie trzeba przedstawiać Harry’ego Pottera, słynnego chłopca o bliźnie w kształcie błyskawicy, który cudem uniknął śmierci z rąk Czarnego Pana. Mijały lata, a my mogliśmy poznać losy nastolatka, który dorastał i dowiadywał się coraz więcej o świecie magii. Młody Harry już w drugiej części dokonał czegoś, co miało kolosalne znaczenie w przyszłości. Zniszczył dziennik Toma Riddle’a, czyli pierwszy z siedmiu horkursów. Ale wówczas Harry nawet nie wiedział z jak potężną magią zadziera, ani czym są te przeklęte przedmioty. Wrócił do nich parę lat później…

Umbridge Crucio

Gdy w 1994 roku odrodził się Lord Voldemort, dla świata czarodziejów nie wróżyło to nic dobrego. Początkowo Ministerstwo zaprzeczało plotkom, jakoby Czarny Pan rzeczywiście powrócił. Posłało Dolores Umbridge w formie nauczyciela obrony przed czarną magią, by móc ingerować w sprawy Hogwartu. Końcowo nie przyniosło to zamierzonego efektu – kobieta jedynie zmotywowała uczniów do buntu i praktykowania magii, zakładając tajne stowarzyszenia.

Świat czarodziejów był poważnie zagrożony. W 1996 roku Tom Marvolo Riddle przygotowywał się na ostateczny atak. Czarnoksiężnik nakazał zabicie ówczesnego dyrektora Hogwartu, Albusa Dumbledore’a. Misja została powierzona Draconowi Malfoyowi, która w rzeczywistości była karą dla jego ojca, Lucjusza. Czarny Pan pragnął zabić tego, który sprowadził go niegdyś prawie do śmierci, czyli Harry’ego Pottera. Niestety z racji identycznego rdzenia różdżek, ich pojedynek mógł nie mieć końca. Powołując się na kolejne różdżki swoich sprzymierzeńców, szykował się na ostateczne starcie.

The Cave entrance

Harry z pomocą Albusa dowiedział się o istnieniu horkurksów. Dzięki temu wiedział, że istnieje szansa na zabicie czarnoksiężnika, jednakże stanie się on śmiertelny dopiero wtedy, gdy nie pozostanie mu żaden z czarnomagicznych przedmiotów. Wspólnie z dyrektorem wyruszył do jaskini, gdzie po starciu z inferiusami ostatecznie udało im się wykraść naszyjnik Salazara Slytherina i wrócić do Hogwartu, gdy nagle…

Dumbleodore śmierć

Okazało się, że do zamku wkradli się śmierciożercy. Draco spędzał wiele godzin przy naprawie szafki zniknięć, dzięki czemu ostatecznie udało mu się ich przemycić do szkoły. Ślizgon wyjawił dyrektorowi, że musi go zabić, jednakże nie był w stanie. Zablokowany zaklęciem Dumbledore’a, Harry mógł się jedynie przyglądać całej scenie. Przerażony zobaczył, jak na wieży zjawia się Severus Snape i… wyręcza młodego Malfoya z zadania. Ugodzony zaklęciem uśmiercającym, Albus wypada na zewnątrz, przed dziedziniec zamku.

Po śmierci dyrektora, trio zgodnie zdecydowało, że dokończy misję powierzoną Harry’emu i wyruszy na poszukiwania horkruksów. Szkołę, a także Ministerstwo Magii zostało przejęte przez śmierciożerców, a na Piusa Thicknesse i paru innych urzędników rzucono klątwę. Pod nowymi rządami karano mugolaków i charłaków, a także zwolenników Zakonu Feniksa czy samego Harry’ego Pottera.

Voldemort rozkopanie

Czarny Pan postanowił zdobyć najsilniejszą z różdżek – znaną z legend Czarną Różdżkę. W tym celu przeszukał więzienia, aż dowiedział się, że znajduje się ona w grobie Albusa i tam wyruszył.

Po burzliwych przygodach, Harry’emu, Ronowi i Hermionie udało się zniszczyć część horkruksów – jednakże byli zmuszeni wrócić do Hogwartu, gdyż właśnie tam miał znajdować się kolejny przedmiot. Wiedzieli, że nie będzie to łatwe. Na czele szkoły, jako dyrektor, stał Severus Snape, a w zamku roiło się od śmierciożerców. Uczniowie chowali się do Pokoju Życzeń, gdzie nie mogli zostać złapani. Brat Dumbledore’a, Aberfoth, dostarczał im jedzenia dzięki obrazowi, który łączył jego bar poprzez tunel prowadzący do obrazu za Pokojem Życzeń.

Dzień przed bitwą ostatecznym starciem, 1 maja 1998 roku, trio wkradło się do banku Gringotta zażywając eliksir wielosokowy. Zniszczyli jeden z ostatnich horkurksów, puchar Helgi Hufflepuff, znajdujący się w skrytce Bellatriks.

Po znalezieniu się w Hogsmeade, Harry wciąż czuł połączenie z Voldemortem, który wyczuł, że puchar został zniszczony. Te wydarzenia nieszczęśnie poskutkowały odkryciem tria pod peleryną-niewidką i nasłaniem na nich dementorów. Podczas prób odepchnięcia ich, na pomoc przybył im Aberfoth, który wpuścił ich do gospody i ukrył przed śmierciożercami. Okazało się, że staruszek od dawna im pomagał za pomocą lusterka dwukierunkowego. Także dzięki niemu udało im się dostać do zamku.

AlectoSnapeAmycus

Po przybyciu, całą trójkę hucznie powitano. Widać było zmęczenie, a także rany będące skutkiem najróżniejszych kar na uczniach. Każdy chciał pomóc Harry’emu, gdy ten opowiedział, że szuka przedmiotu należącego do Roweny Ravenclaw. Niestety sam nie wiedział, czego tak naprawdę szuka, ani gdzie to znaleźć. Pomogła mu w tym Luna, wspominając o słynnym diademie, jednak Michael Corner przerwał jej, mówiąc, że przedmiot dawno zaginął. Harry wspólnie z Luną pod peleryną-niewidką udał się do pokoju Krukonów na poszukiwania. Po potyczce z Alecto Carrow, którą oszołomiła Luna, Amycus odnalazł siostrę i chciał ukarać Krukonów, jeśli mu nie wyjaśnią, co się stało. McGonagall była zszokowana, że Carrow wezwała Voldemorta – ozaczało to, że odnaleziono Harry’ego na terenie szkoły. Stanęła w obronie uczniów, za co Amycus plunął jej w twarz.

Po oszołomieniu i związaniu przez Minerwę rodzeństwa Carrow, kobieta pomogła Harry’emu poruszać się po zamku. Gdy na ich drodze stanął Severus Snape, odbyli krótką rozmowę i wydawać by się mogło, że dyrektor wyczuł obecność Pottera pod peleryną. Pociągnął rękaw, odsłaniając Mroczny Znak, czym przypomniał kobiecie, że śmierciożercy umieli się porozumiewać na odległość. Nagle Minerwa machnęła różdżką i wymieniła serię zaklęć z mężczyzną.

Machnęła ponownie różdżką w stronę pochodni osadzonej w ścianie, a ta wyleciała z mosiężnego uchwytu. Harry, który już miał rzucić zaklęcie na Snape'a, był zmuszony gwałtownie odciągnąć Lunę z drogi spadających płomieni. Utworzyły one w powietrzu pierścień, który pomknął w stronę Snape'a jak ogniste lasso.

247362 1

Po chwili płomienie zmieniły się w wielkiego czarnego węża, a wąż w obłok dymu, z którego w ciągu sekundy wystrzeliła w Snape'a chmara sztyletów. Unikał ich, zasłaniając się błyskawicznie stojącą obok zbroją, a sztylety, jeden po drugim, z donośnym hukiem wbiły się w jej stalowy napierśnik. Nagle z korytarza dobiegł ich piskliwy głos wołający Minerwę. Harry spojrzał za siebie. Ujrzał ubranych w szlafroki, profesora Flitwicka oraz profesor Sprout, biegnących ku nim korytarzem, a za nimi zadyszanego profesora Slughorna.

Tumblr m6w94mksyO1qepf8yo6 250

Flitwick rzucił zaklęcie, które trafiło w zbroję, za którą ukrywał się Snape. Zbroja ożyła z głośnym brzękiem i stukotem. Snape wyrwał się z ucisku miażdżących stalowych ramion i cisnął zbroję w stronę napastników. Harry i Luna zdążyli jednak szybko odsunąć się z drogi rycerskiej zbroi, która grzmotnęła w ścianę i roztrzaskała się na kawałki. Kiedy Harry ponownie spojrzał na pole walki Snape już uciekał, a McGonagall, Flitwick i Sprout pędzili za nim, rzucając przeróżne zaklęcia. Snape wszedł do jednej z klas i wyskoczył przez okno.

Wszyscy wiedzieli już, że czeka ich ostateczne starcie z Voldemortem.

Wrócili do Pokoju Życzeń, gdzie Minerwa postanowiła obudzić i zaprowadzić Gryfonów do Wielkiej Sali. Rozstali się na szczycie schodów. Harry i Luna pobiegli z powrotem do tajnego wejścia do Pokoju życzeń. Po drodze mijali tłumy uczniów, większość w pelerynach podróżnych założonych bezpośrednio na piżamy. Prefekci oraz nauczyciele prowadzili ich do Wielkiej Sali. Uczniowie byli zaskoczeni widokiem Harry'ego Pottera. Ten jednak biegł dalej, nie zwracając na nich uwagi. Po chwili stanęli przed wejściem do Pokoju Życzeń. Harry oparł się o zaczarowaną ścianę, która otworzyła się, by wpuścić ich do środka. Gdy zbiegli schodami na dół zauważyli, że w zatłoczonym pokoju jest o wiele więcej osób niż wtedy, gdy go opuścili. Zaskoczył ich widok wielu przybyłych do Pokoju Życzeń czarodziejów, wśród których byli również Kingsley Shacklebolt, Remus Lupin, Oliver Wood i Katie Bell, Angelina Johnson i Alicja Spinnet, Bill i Fleur oraz Molly i Artur Weasley.

Po obmyśleniu planu, pozostało im czekać na sygnał do walki. Voldemort próbował namówić uczniów do przyprowadzenia Harry’ego. W zamian obiecywał, że nie skrzywdzi nikogo więcej. Dał czas, po którym powiedział, że zaatakuje. Miał czekać na chłopca w Zakazanym Lesie. Harry odnalazł Szarą Damę, córkę Roweny. Choć początkowo rozmowa była bardzo trudna, ponieważ duch był płochliwy, a Harry przypominał młodego Toma Riddle’a, ostatecznie udało się wyciągnąć odpowiedź, gdzie znajduje się diadem. Gryfon udał się do Pokoju Życzeń, zaś Ron i Hermiona już wcześniej poszli do Komnaty Tajemnic, aby wykorzystać zdolności jadu bazyliszka z jednego z kłów ze szkieletu węża.

Szatańskapożoga

Harry natrafił na Draco, Crabbe’a i Goyle’a, którzy próbowali mu przeszkodzić w Pokoju Życzeń. Do Harry’ego dołączyli Ron i Hermiona. Gdy Gregory wpadł w szał i przestał nad sobą panować, rzucił szatańską pożogę na pomieszczenie i wszystko zaczęło płonąć. Podczas ucieczki Ślizgon zmarł, zaś Draco i Vinncent zostali uratowani przez trio. Diadem spłonął w pomieszczeniu. Tymczasem we wrzeszczącej chacie spotkał się Severus oraz Voldemort, który po odnalezieniu Czarnej Różdżki, czuł, że ta mu się nie oddaje. Zrozumiał, że słucha tylko prawowitego właściciela. Ponieważ to Snape zabił Albusa, Czarny Pan postanowił zabić mężczyznę, aby różdżka była mu posłuszna. Po chwili jego wąż, Nagini, ukąsił śmiertelnie Severusa, a Voldemort opuścił pomieszczenie. Na miejscu zjawił się Harry, gdzie od ledwo żywego Snape’a zdobył wspomnienia, które miał zobaczyć w myślodsiewni. Wrócił do zamku i dowiedział się całej prawdy o samym sobie…

Choć podejrzewał to wcześniej, miał już pewność, że to nie Nagini jest ostatnim horkruksem do zabicia, a on sam. Zrozumiał też motywy Severusa, a także to, że był przez niego chroniony. Harry ruszył do Lasu, aby pozwolić Voldemortowi go zabić.

Na miejscu stanął przed czarnoksiężnikiem i jego hordą. Nieruchomo stojąc, nie próbując się nawet bronić, Harry został ugodzony avada kedavrą.

Chłopak trafił w dziwne i nieznane mu miejsce, pełne bieli, przypominające dworzec. Na miejscu odbył rozmowę z Dumbledore’em, który go uspokoił i naprowadził na dalsze działanie. Zmarła cząstka Voldemorta w Harrym, ale nie on sam. Gdy nad chłopcem pochyliła się Narcyza Malfoy, zgodziła się skłamać Czarnemu Panu, że chłopak nie żyje, tylko za wymianę informacji o własnym synu. Voldemort ze śmierciożercami udał się do zamku, niosąc „martwe ciało” chłopca i obwieszczając, że ten nie żyje.

Załamani uczniowie nie mogli uwierzyć, że ich przyjaciel został zabity. Przed szereg wyszedł Neville, który wygłosił płomienną mowę o tym, że dla nich Harry wciąż będzie w sercach, a oni się nie poddadzą. Gdy z tiary wyciągnął miecz Gryffindora, Potter zeskoczył z rąk Hagrida, który go niósł, i rozpoczął atak. Próbował trafić zaklęciem węża, jednakże Czarny Pan się deportował, a jego armia wycofała.

Movies dh promos dhtrailer 44

Ucieczka nie trwała długo, jednakże Hogwart przygotował obronne bariery otaczające zamek, by zablokować wejście śmierciożercom. Uczniowie bronili szkoły, a ci młodsi byli pod opieką nauczycieli w Hogsmeade. Voldemort powrócił przed zamek, gdzie za pomocą Czarnej Różdżki udało mu się zniszczyć blokadę i umożliwić swoim sprzymierzeńcom wejście do szkoły. Pojedynkowali się wszyscy na terenie – i młodsi i starsi, przy czym ginęli ludzie po obu stronach. Harry próbował zniszczyć Nagini, lecz ta nie była prostym przeciwnikiem. Jednocześnie Czarny Pan próbował zabić chłopca, co utrudniało zadanie, mimo osłabienia czarnoksiężnika. Węża udało się zabić Nevillowi, za pomocą miecza Gryffindora, którym odciął mu łeb podczas ataku na Gryfonów. Po stronie Voldemorta był również trolle, a do walki włączyły się centaury i akromantule.

20110827-js-hpdhp2-voldemorts-death

Śmiertelny Voldemort po śmierci Nagini był celem Harry’ego, który próbował go pokonać. Gdy doszło do ostatecznego starcia, ich różdżk ponownie złączyły się i… ku zdziwieniu Toma, jego różdżka znów mu odmówiła posłuszeństwa. Okazało się bowiem, że jej właścicielem nigdy nie był Snape, a dotychczas Draco, który obezwładnił w wieży Dumbledore’a. Kiedy jednak w dworze Malfoyów Harry wytrącił Ślizgonowi różdżkę, stał się jej prawowitym właścicielem.

Pojedynek zmierzał ku końcowi. Słabszy czarnoksiężnik czuł, jak traci siłę, a różdżka wypada mu z ręki. Ugodzony zaklęciem rozpadł się na tysiące części i odszedł ze świata czarodziejów, ostatecznie przyznając zwycięstwo dobrej stronie.


Cooltext237460589741592
„Mój dzień w pracy jako auror”

1.
Młody, jasnowłosy czarodziej o szlachetnej, lecz smutnej twarzy, wyciągnął prawą rękę w stronę gotującego się do skoku smoka.
- Nie pokonasz mnie, Władco Ciemności, moja moc jest silniejsza od twoich ciemności, Władco Ciemności!
Smok zaryczał przeraźliwie po smokogońsku, a wtedy z dłoni czarodzieja wystrzelił złoty promień, który ugodził go prosto w serce. Ostatnie słowa umierającego smoka…
- Z dłoni mu wystrzeliło? Po smokogońsku? Co za szajs … – mruknął Tooker i wrzucił do wiklinowego kosza na papiery czytaną książkę. Książka jednak natychmiast wyskoczyła z kosza, uniosła się w powietrze i kilka razy walnęła go w głowę, po czym powoli opadła na biurko.
Tooker westchnął. Nie łatwo być aurorem, a jeszcze trudniej jest być najmłodszym stażem aurorem w całym Biurze Aurorów.
Od pierwszego dnia pracy starsi koledzy robili mu głupie dowcipy. Oficjalnie – żeby nauczyć go stałej czujności, a tak naprawdę, żeby mieć trochę zabawy w zwykle okropnie nudnej pracy.
Tooker nauczył się szybko, by nie siadać na niczym, czego nie zbadał i nie nabrał pewności, że to na pewno krzesło, a nie przetransmutowany niuchacz. Nie pił żadnych napojów, którymi go częstowali. To efekt przyjęcia szklanki soku dyniowego zaprawionego kilkoma kroplami zmodyfikowanego eliksiru zmieniającego kolor włosów. Cały tydzień chodził potem w czapce, bo jego włosy były po wypiciu eliksiru wściekle różowe i odrastały natychmiast po obcięciu. Codziennie zamykał szuflady swojego biurka innymi zaklęciami, nie rozstawał się ani na moment z różdżką, zaglądał do kieszeni, zanim włożył do nich rękę. Po pewnym czasie ilość dowcipów zmniejszyła się, a od trzech dni nie było żadnego. To uśpiło jego czujność i nie zbadał kosza na śmieci.
W półmroku panującym w Biurze Aurorów widział, jak siedzący dwa boksy dalej Alastor Moody tłumi śmiech, zasłaniając twarz jakąś broszurą. Pokazał mu język, westchnął, i nie mając nic do roboty, zwinął się w kłębek na służbowej leżance. Zapowiadał się kolejny nudny nocny dyżur aurora.
2.
Na wiszącej na ścianie boksu mapie Londynu rozjarzył się pomarańczowy punkcik. Miejsce, w którym się pojawił, natychmiast przesunęło się na środek pergaminowej mapy.
Alastor Moody zdjął nogi z biurka i odłożył czytaną właśnie broszurę „Zaawansowane techniki revelio, czyli najpierw pytaj, a potem rzucaj zaklęcia”. Dostał ją rano do zaopiniowania, czy nadaje się na podręcznik do szkolenia aurorów. Bawiła go myśl, że wcześniej sam ją napisał pod pseudonimem, a teraz kilkoma złośliwymi zdaniami zdyskwalifikuje ją jako podręcznik. W ten sposób sprawi, że skrypt przeczyta każdy auror w Biurze. Oficjalnie zatwierdzonych podręczników nikt nawet nie otwierał.
Popatrzył na mapę i uśmiechnął się, widząc nazwę ulicy, na której jarzyła się kropka. Łyknął zimnej kawy ze stojącego na biurku kubka i podszedł do śpiącego na wyleniałej leżance Tookera.
- Wstawaj Młody, mamy interwencję – szarpnął go za ramię.
Obudzony chłopak wzdrygnął się, ziewnął głośno i natychmiast potem wstał.
- Co jest? – zapytał, potrząsając głową, żeby pozbyć się resztek snu.
- Pomarańcza we wschodnim Londynie.
W żargonie aurorów pomarańczą, od pomarańczowego koloru kropki pojawiającej się na mapie, nazywane było użycie czarów w obecności mugola. Jeszcze niedawno aurorzy nie zajmowali się takimi błahostkami, ale ostatnie wydarzenia sprawiły, że sprawdzali wszystkie wypadki użycia czarów w obecności mugoli. Tak na wszelki wypadek.
- No to nie jest źle, dobrze, że to nie mięta – powiedział Tooker, tłumiąc ziewanie.
Miętą, od zielonego koloru kropki pojawiającej się na mapie, nazywane było użycie zaklęcia uśmiercającego – avada kedavra.
Na twarzy Moody’ego pojawił się złośliwy uśmiech, więc Tooker natychmiast podszedł do mapy. Pomarańczowa kropka świeciła się w połowie nazwy ulicy we wschodnim Londynie – Green Bean Street.
Tooker zrobił kwaśną minę.
- Alastor, zrób to za mnie, ona mnie wykończy … – spojrzał z nadzieją na pokiereszowaną twarz starszego kolegi, a jeszcze niedawno nauczyciela na kursie aurorów.
Moody uśmiechnął się szeroko.
- No chyba żartujesz, Pani Fasolka nigdy by mi tego nie wybaczyła, sam wiesz, jak bardzo cię lubi, no i ciasta pyszne piecze – nie ukrywał nawet, że świetnie się bawi.
Tooker tylko machnął ręką i zaczął się ubierać.
Pani Fasolka było uroczą, starszą czarownicą, która mieszkała w dzielnicy mugoli. Za każdym razem przedstawiała się inaczej, więc aurorzy nazwali ją w końcu Panią Fasolką, a jej się to spodobało. Zawsze uśmiechnięta i życzliwa, pomagała mugolom z sąsiedztwa w codziennych kłopotach. A to kota ściągnęła z drzewa, a to załatała błyskawicznie dziecku pękniętą oponę w rowerze albo otworzyła zatrzaśnięty zamek w drzwiach do piwnicy. Rzecz w tym, że do tej pomocy używała czarów i miała w nosie ciągłe wizyty aurorów grożących jej za to różnymi karami, włącznie z osadzeniem w Azkabanie. Nawet lubiła te ich odwiedziny, a ostatnio szczególnie polubiła Tookera, który był w wieku jej wnuka, a nawet miał być do niego podobny. Gdy tylko się pojawiał, natychmiast zaczynała mu opowiadać o wnuczku i zwykle zaciągała do swojego małego domku, w którym musiał wypić z nią kilka filiżanek herbaty i raczyć się jej wspaniałym ciastem. Tooker zaczął się już bać miłej staruszki, a całe Biuro miało niezły ubaw, gdy opowiadał im po powrocie o mękach, jakie przechodził. Zawsze dawała mu ciasto, żeby poczęstował „kolegów z podwórka”. Jako najmłodszy stażem, był dotąd wysyłany na właśnie takie proste interwencje, i nie brał jeszcze nigdy udziału w walce.
Kiedy Tooker wyszedł z biura, uśmiechnięty Moody zasiadł na swoim fotelu i wziął do ręki broszurę. Nie zdążył jednak nic nabazgrać na marginesie, gdy na mapie pojawiła się zielona kropka. Zerwał się z fotela i natychmiast zobaczył, że pulsujący na zielono punkcik jest dokładnie w tym samym miejscu, w którym poprzednio był pomarańczowy. Zaklął pod nosem i zaczął zapinać płaszcz, kiedy na mapie pojawiła się następna zielona kropka, w południowym Londynie, w dzielnicy fabrycznej.
Moody zastygł na chwilę, intensywnie myśląc, a potem wyciągnął różdżkę.
3.
Tooker deportował się na początku uliczki i natychmiast zaczął iść w kierunku najbliższej latarni. Pamiętał ze szkolenia słowa Moody’ego, że nocą stojący w miejscu człowiek wzbudza większe zainteresowanie niż idący, dlatego po deportacji w rejonie mugoli trzeba natychmiast zacząć iść w dowolnym kierunku.
Przy Green Bean Street stała niezliczona ilość małych, starych domków z malutkimi ogródkami, przed którymi były zaparkowane mugolskie samochody. Dom Pani Fasolki znajdował się mniej więcej w połowie ulicy i po dojściu do latarni Tooker zakręcił i skierował się w tamtą stronę. Oprócz mdłej poświaty wokół kilku latarni nie paliło się żadne światło, wszystkie okna w mijanych przez niego domach były ciemne. Była prawie trzecia w nocy, więc to go nie zdziwiło.
Tooker przeskoczył przez niski płotek domku Pani Fasolki. Zaczarowana przez nią klamka w furtce czasami łaskotała dłoń tego, kto ją dotknął, a czasami potrafiła chwycić ją mocno i długo nie puszczać, dlatego od dawna nie korzystał z furtki.
W salonie na parterze paliło się jakieś światło, więc najpierw podszedł do okna. Niestety, była to tylko poświata dogasającego kominka, która nie pozwalała zobaczyć niczego więcej poza rozmytymi konturami mebli.
- Pani Amando, jest pani u siebie?
Nikt mu nie odpowiedział. Podszedł do drzwi wejściowych. Te w ogóle nie miały klamki, a otwierały się po ściśnięciu za nos małej płaskorzeźby, podejrzanie przypominającej twarz Ministra Magii. Wszedł przez nie od razu do salonu.
- Pani Amando? To ja, Tooker. Dlaczego siedzi pani po ciemku?
I znowu nikt mu nie odpowiedział, słyszał tylko tykanie wielkiego zegara, który chodził czasem do tyłu, czasem do przodu, a czasem pokazywał tylko nieparzyste godziny. Tooker czuł zapach marcepana, ale pomyślał, że to kolejny wspaniały wypiek, który zabierze później do Biura.
- Lumos.
W świetle jarzącym się na końcu różdżki dostrzegł wreszcie Panią Fasolkę. Siedziała w swoim ulubionym fotelu, z książką w ręku, jak zwykle uśmiechnięta. Tyle, że siedziała bez ruchu.
- Pani Amando, no teraz to pani przesadziła – powiedział, idąc w jej stronę – w nocy czarować w obecności mugoli? Ja nie wiem, ile razy będę musiał jeszcze pani tłumaczyć, że…
Przerwał nagle, bo zobaczył, że to, co w słabym świetle wziął za zwykły, promienny uśmiech kobiety, było grymasem przerażenia, który zastygł na jej twarzy. Pani Fasolka była nieruchoma, jej ładna twarz była wręcz karykaturalnie zmieniona – otwarte jak do krzyku usta, a do tego szeroko otwarte oczy, w których zastygło przerażenie.
Tooker przez chwilę patrzył na nią tylko zdziwiony, zanim dotarło do niego, co widzi. Dopiero wtedy się przeraził. Trzymająca różdżkę, ręka zaczęła mu drżeć, co sprawiło, że światło, które zaczęło migotać, rzucając ostre cienie na twarz martwej kobiety. Wyglądało to wręcz upiornie.
- Nox! – szepnął Tooker, siłą woli powstrzymując się od natychmiastowej ucieczki. Kucnął za fotelem, nie chcąc patrzeć na twarz tej sympatycznej kobiety, do której wnuka był podobny.
- Myśl, Tooker! – powiedział sam do siebie, żeby chociaż na chwilę przerwać przygnębiającą ciszę. Uświadomił sobie, że nie słychać w niej nawet tykania zegara.
4.
Alastor Moody deportował się przy starym magazynie w południowym Londynie i natychmiast rzucił na siebie zaklęcie niewidzialności. Nie miał czasu na skradanie się i zabiegi pozorujące. Wiedział, że Tooker jest sam tam, gdzie początkujący auror nie powinien być nigdy sam. Szybko rozejrzał się po niebie, ale nie dostrzegł na nim Mrocznego Znaku. To go wpędziło w jeszcze gorszy nastrój.
Śmierciożercy, którzy od kilku miesięcy zabijali niemal bezkarnie zarówno czarodziejów, jak i mugoli, zwykle obwieszczali każde morderstwo, wyczarowując na niebie Mroczny Znak – trupią czaszkę, z ust której wysuwał się wielki wąż. Widząc go, każdy auror przynajmniej wiedział, czego się może spodziewać na miejscu zbrodni. Brak tego symbolu sprawiał, że spodziewać się trzeba było wszystkiego najgorszego.
Moody postawił kołnierz płaszcza i ruszył w stronę magazynu.
5.
Tooker zmusił się, żeby wyjąć z rąk staruszki ostatnią czytaną przez nią książkę, i nie patrząc nawet na okładkę, schował ją do kieszeni płaszcza. Potem podczołgał się do okna i ostrożnie wyjrzał na ulicę. Niczego dziwnego na niej nie zobaczył, ale też i nie liczył zbytnio na to.
- Homenum revelio !
Nic się nie stało. Powinien zacząć od tego zaklęcia, ale dopiero teraz sobie to uświadomił. Przez głowę przelatywały mu procedury, które wbijano mu do głowy podczas morderczego szkolenia na aurora, i które zdał celująco na egzaminie. Wtedy proste i logiczne, teraz wydawały mu się kłębowiskiem bezsensów, których nie potrafił zastosować do zastanej sytuacji.
Podczołgał się do drzwi salonu. Po raz ostatni rozejrzał się po nim, omijając wzrokiem fotel, na którym siedziała martwa Pani Fasolka. Żadnych śladów walki, żadnych przedmiotów, które nie powinny się tu znajdować. Okna zamknięte, jedyny dywan na swoim miejscu, niezmarszczony. Podniosło go na duchu, że robiąc nawet tak pobieżne oględziny, zaczyna myśleć jak auror.
Wstał tuż przy drzwiach i powoli je uchylił. Potem otworzył na pełną szerokość i wyszedł na ganek. Kiedy dotarło do niego, że stoi nieruchomo na tle drzwi, zza których przebija się światło oświetlające jego sylwetkę, rąbnęło pierwsze zaklęcie.
Nie usłyszał inkantacji, nawet nie zobaczył z której strony padło. To musiało być diffindo, bo spadł mu na głowę kawał gałęzi rosnącej tuż przy drzwiach domu jabłoni, równo odcięty, jak piłą. Uderzenie w głowę konarem zamiast go ogłuszyć paradoksalnie sprawiło, że otrzeźwiał. Poczuł, że niknie gdzieś paraliżujący strach, który go do tej pory przepełniał, i zaczyna widzieć w okolicznych domach nie scenerię strasznych wydarzeń, ale pole walki, którą przecież setki razy trenował na szkoleniu. Błyskawicznie podniósł się i skoczył za najbliższą zasłonę, jaką był wielki polny kamień leżący przy ścianie domu Pani Fasolki.
6.
- Kto tym razem?
Moody wzruszył ramionami.
- Pojęcia nie mam, nigdy go nie widziałem. Jakiś mugol, pewnie sobie przemieszkiwał w tym magazynie. Ale nie ma Mrocznego Znaku, to robota jakiegoś zwykłego szaleńca. Zwijamy się, nikogo nie ma w okolicy.
Kiedy przeszukał opuszczony magazyn, okazało się, że w jednym z pomieszczeń z pustymi workami ktoś urządził sobie prowizoryczne mieszkanie. Na stercie worków znalazł przykryte dwoma kocami ciało biednie ubranego mugola, którego zaklęcie avada kedavra musiało ugodzić podczas snu. Koc leżący na wierzchu wyglądał na zupełnie nowy, był żółty w drobny zielony wzorek. Bezdomny miał spokojną twarz, zamknięte do snu oczy. Nie wiedział, że zginie, nie zdążył się przestraszyć. Moody jednak umiał rozpoznać działanie kedavry – leciutki zapach marcepana w powietrzu, chwilowe usztywnienie włosów i kolor skóry mugola mówiły mu, że zabiło go zaklęcie uśmiercające, i to w ciągu ostatnich kilkudziesięciu minut.
Caradoc Dearborn, auror, który pojawił się w magazynie kilka minut po nim, jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu. Moody wezwał go natychmiast po pojawieniu się drugiej „mięty” na mapie, jako wsparcie i na wypadek, gdyby trzeba było interweniować w trzecim miejscu. Nie dostrzegł żadnych śladów walki, niczego podejrzanego. Miał mniejsze doświadczenie niż Moody, dlatego nie próbował nawet oponować. Skoro Alastor mówi, że nie mają tu już nic do roboty, to tak musi być.
- Adres pamiętasz? – spytał Moody. – Wchodzimy z przeciwnych stron ulicy, ja narobię trochę huku na swoim, będziesz miał chwilę na dojście bez ostrzału.
Dearborn kiwnął głową. Nie umiał się tak dobrze zamaskować niewidzialnością jak Moody, więc jeżeli na miejscu czekał na nich ktoś o morderczych zamiarach, te kilka chwil, które zapewni mu Alastor swoją dywersją, może być bardzo cenne.
- Tooker … da sobie radę? – spytał jeszcze, ale poznaczona bliznami twarz starszego aurora nawet nie drgnęła. Deportował się bez słowa, a Caradoc zrobił to w kilka sekund po nim. Przez te kilka sekund uważnie przyglądał się kocom, którymi przykryty był bezdomny.
7.
- Avada kedavra!
- Expeliarmus!
- Avada kedavra!
- Reductio!
Zaklęcia padały z trzech stron, przecinając powietrze różnokolorowymi smugami. Czerwone, żółte, srebrne. I zielone, najgroźniejsze. Nikt nie przeżył trafienia zaklęciem avada kedavra, uśmiercającym. Nikt go nie może przeżyć, to niemożliwe. To wiedza elementarna dla aurorów, wiedzą tą dysponują nawet nowicjusze. A Tooker nie był już nowicjuszem. Przynajmniej sam tak uważał.
- Bombarda!
Wielki kawał muru odpadł od frontu domu, spadając tuż koło Tookera, który w ostatniej chwili zrobił dwa kroki w bok, i tylko dlatego nie został przygnieciony kilkudziesięciokilogramowym odłamkiem zlepionych cegieł.
Ten to jednak przesadził, pomyślał Tooker, uskakując za rosnące koło domu drzewo. Walić bombardą na prawie zamkniętym terenie może tylko idiota, snuł swoją ocenę, przeczołgując się w chmurze pyłu do kosza na śmieci stojącego przy tylnych drzwiach domu. A idioci powinni używać drutów do robienia swetrów, a nie różdżek, zakończył w myślach, gdy zobaczył plecy tego, który tak niesubtelnie zdemolował jakiemuś mugolowi front domu, a teraz rozglądał się nerwowo, próbując coś dostrzec w chmurze pyłu, w której jeszcze przed chwilą był Tooker.
- Petrificus totalus! – z różdżki aurora nie wystrzelił żaden promień, ale klątwa ugodziła przeciwnika dokładnie tam, gdzie miała – pomiędzy łopatkami. Ubrany na czarno mężczyzna złożył się nagle jak scyzoryk i padł bez ruchu na ziemię.
- Kiedy walczycie o życie, zapomnijcie o rycerskości i zasadach pojedynkowania się. Bez wahania walicie zaklęciem w plecy tego, kto chce was zabić. On się nie zawaha, widząc wasze plecy – Tooker pamiętał, jak wysłuchał tych słów na jednym ze szkoleń, wisząc do góry nogami w powietrzu, tuż po tym, jak wspaniałomyślnie postanowił nie atakować kolegi w plecy. Moody trzymał go zawieszonego nad ziemią tak długo, aż w końcu chłopak zemdlał. I dobrze zapamiętał tę nauczkę.
Tooker kucnął koło leżącego sztywno na ziemi mężczyzny i najpierw się rozejrzał, a potem szturchnął go różdżką w policzek. Kiedy mężczyzna nawet nie drgnął, miał pewność, że zaklęcie podziałało. Znał swoje umiejętności, ale wolał sprawdzić – dopiero wtedy był pewien, że taki trafiony przez niego osobnik nie wstanie nagle i nie znajdzie się za jego plecami.
Położył się płasko na ziemi i chwilę obserwował okolicę, ale nikogo nie zobaczył. Wysunął zza osłony różdżkę, i prawie nie celując, rzucił zaklęcie.
- Engorgio!
Rosnący kilka metrów od niego mały krzak ostrokrzewu nagle powiększył się kilkukrotnie. Tooker natychmiast poderwał się i pobiegł w przeciwną stronę, do zaparkowanego na podjeździe sąsiedniego domu samochodu, za który się schował. Sztuczka się udała, widział, że dwa zaklęcia uderzyły w krzak, a nie w niego. Nie zobaczył jednak, skąd padły, w biegu nie mógł obserwować okolicy. Powoli wychylając głowę znad zderzaka, rozejrzał się po okolicy.
Wiedział, że napastników było co najmniej trzech, tylu zdołał zobaczyć, kiedy zaczęli do niego walić zaklęciami w chwili, gdy stał na ganku. Przed chwilą wyeliminował pierwszego, pozostało więc jeszcze dwóch. Ci byli sprytniejsi, zmienili pozycje, przyczaili się gdzieś i teraz czekali aż to on wystawi się na ich zaklęcie.
Tooker nie zamierzał im tego ułatwiać. Myślał już chłodno, jak na jednej z niezliczonych walk pozorowanych, które podczas szkolenia prowadził Alastor Moody. Był jednym z najsłabszych w grupie na testach teoretycznych, ale najlepszym podczas zajęć praktycznych, i dlatego tylko ukończył kurs aurorów.
Wiedział, że za jego plecami nie ma żadnego z przeciwników, od początku walki uważnie patrzył, skąd padają zaklęcia, wiedział która strona jest czysta. Zastygł bez ruchu przy samochodzie i uważnie rozglądał się za potencjalnymi kryjówkami wrogów. Myślał, gdzie on sam by się w takiej sytuacji schował.
- Podczas walki myślcie jak wasz przeciwnik – wiele razy powtarzał im Moody. – Pamiętajcie, że w chwili stresu ktoś niewyszkolony wybierze zawsze najbardziej oczywiste rozwiązanie. Na pewno dobrą kryjówką pozwalającą na szybki atak, byłby murowany śmietnik po przeciwnej stronie ulicy. Tooker długo się w niego wpatrywał, aż w końcu dostrzegł minimalne drgniecie cienia czegoś, co powinno nieruchomo stać w śmietniku. Uśmiechnął się – ta kryjówka była wręcz oczywista.
Szukał drugiego, ale choć obejrzał uważnie całą okolicę, nie dostrzegł go. Wtedy uświadomił sobie, że za długo pozostaje w jednym miejscu.
Kiedy zaczął się obracać, żeby zmienić kryjówkę, zobaczył kątem oka jakiś ruch za sobą, rozmazaną czarną plamę. Natychmiast rzucił się w bok, jeszcze w powietrzu rzucając zaklęcie w miejsce, w którym widział ruch:
- Incendio!
Z jego różdżki wystrzelił krótki płomień, który na moment rozświetlił ulicę, i o to mu chodziło. Nie próbował trafić przeciwnika, miał na to małe szanse, rzucając zaklęcie w locie. Chciał go zobaczyć i na moment oślepić, a to mu się udało. W rozbłysku ognia ze swojej różdżki zobaczył, że skradał się ku niemu niewysoki mężczyzna, ubrany całkowicie na czarno, który gdy rozbłysnął płomień, odruchowo zasłonił oczy, prostując się.
- Expeliarmus ! – poprawił Tooker natychmiast po tym, jak padł na ziemię. Zaklęcie trafiło oślepionego mężczyznę, wyrywając mu z ręki różdżkę i odrzucając go kilka metrów w tył. Tooker natychmiast wstał, lecz zaraz potem padł plackiem na ziemię, gdy tylko usłyszał:
- Avada kedavra!
To ten ze śmietnika postanowił przestać się czaić i szybko zakończyć sprawę. Zaklęcie przeleciało nad Tookerem, ale leżał on teraz na brzuchu bezradnie patrząc, jak ze śmietnika wyskakuje ubrana w czarny, męski mugolski garnitur, młoda kobieta, z krótkimi jasnymi włosami. Biegła szybko w jego kierunku, a na jej pięknej twarzy rozkwitał złowieszczy uśmiech.
Tooker nie mógł jej trafić, leżąc na brzuchu, więc zrobił coś, co przyszło mu do głowy w ostatniej chwili.
- Bombarda! – jego zaklęcie nie uderzyło w kobietę, lecz w stojący opodal samochód. Odrzucone siłą zaklęcia auto z wielkim hukiem runęło w kierunku kobiety, która zdążyła tylko odskoczyć w bok, nie mając szans na rzucenie jakiegokolwiek zaklęcia.
Tooker błyskawicznie wstał i ruszył biegiem w przeciwnym kierunku. Słyszał za plecami jakieś krzyki, ale już po kilku krokach dopadł do rogu zrujnowanego zaklęciami mugolskiego domu, który na chwilę skrył go przed przeciwnikami.
Przez kilka uderzeń serca koncentrował się, a potem deportował z głośnym pyknięciem. Trzy sekundy po tym, gdy zniknął, za róg domu wbiegła młoda kobieta z czujnie wyciągniętą przed siebie różdżką. Słyszała odgłos deportowania się, dlatego była wściekła. Miała wielką ochotę zabić tego aurora, i była tego bliska, gdyby jej kompani nie spartaczyli sprawy zbyt szybkim ujawnieniem zasadzki.
Postanowiła pokazać im jak bardzo jest niezadowolona, ale nagle usłyszała, że biegnie w jej stronę ulicą jakiś dziwnie ubrany mugol z pałką w ręku. Krzyczał do niej, żeby podniosła ręce do góry i nie ruszała się.
- Jak pan sobie życzy – powiedziała z uśmiechem, gdy stanął kilka metrów od niej i powoli uniosła obie ręce.
- Avada kedavra! – zielony promień z jej różdżki ugodził w brzuch mężczyznę i odrzucił kilka metrów w tył.
Kobieta nawet nie spojrzała na jego ciało. Uśmiechnęła się zadowolona, że wieczór nie był jednak całkowicie nieudany.
8.
Kiedy Alastor Moody pojawił się nagle przy wraku mugolskiego samochodu, Caradoc Dearborn nawet nie drgnął. Słyszał go z daleka, sam Alastor nauczył go, jak rozpoznawać, że skrada się ktoś w pelerynie niewidce lub pod działaniem zaklęcia niewidzialności.
Uliczka powoli zapełniała się wychodzącymi z domów mieszkańcami. W piżamach i szlafrokach, zaspani mugole oglądali z przerażeniem zniszczony samochód, wielką dziurę w ścianie domu pana Hopkinsa, ale przede wszystkim leżącego na ziemi martwego policjanta.
Moody rozejrzał się i zdjął z siebie zaklęcie niewidzialności. Podszedł blisko Dearborna tak, żeby nikt ich nie słyszał.
- Za dużo mugoli, trzeba tu szybko wysłać kilka Niezapominajek.
Dearborn kiwnął głową i powoli, starając się nie zwracać uwagi mugoli, odeszli z Moodym w stronę końca uliczki. W takim tłumie oni nie mieli tu już nic do roboty, tu rzeczywiście potrzebni byli amnezjatorzy, nazywani przez aurorów Niezapominajkami.
9.
Tooker siedział w swoim boksie z pustym kubkiem do herbaty w ręku. Kubek co chwila gryzł go w nos, gdy chłopak przykładał go do ust, lecz Tooker nie zwracał na to uwagi, i tak nie wlał do niego herbaty. Trzymając ten kubek w dłoni czuł się jednak bezpieczniej.
Dopiero, gdy deportował się w Ministerstwie i dotarł do swojego boksu, dotarło do niego, co się zdarzyło. Pani Fasolka została zamordowana, ktoś chciał zabić także jego. Ręce zaczęły mu się trząść, dlatego odstawił kubek na biurko. Ten spokój, który czuł podczas walki, zniknął nagle jak pękająca szklana kula, których kilka rozbił w szkole na wróżbiarstwie. Nie mógł usiedzieć na miejscu, zaczął krążyć po biurze jak niuchacz w klatce. Nie wiedział, co ma teraz zrobić. Procedury mówiły jasno – po każdej akcji auror natychmiast wraca do Biura. No fajnie – ale co dalej?
Podszedł do pergaminowej mapy Londynu wiszącej na ścianie. Pokazywała całe miasto, nic na niej nie migotało. Tooker uświadomił sobie nagle, że gdyby zaszła konieczność interwencji, nie byłby w stanie nic zrobić. Usiadł pod mapą na podłodze i zamknął oczy.
10.
Kiedy Alastor Moody wszedł do biura, jeden rzut oka na siedzącego pod ścianą Tookera powiedział mu wszystko. Nie zatrzymując się ani na krok, ruszył od razu do mapy. Kopnął lekko siedzącego pod nią chłopaka w but.
- Mapę sprawdziłeś ? – warknął.
Chłopak drgnął jakby wybudzony ze snu. Powoli wstał i spojrzał na Moody’ego i stojącego za nim Dearborna.
- Tak, sprawdziłem – odpowiedział cicho.
- Historię też? – głos Moody’ego był nieprzyjemny, napastliwy.
Tooker powoli pokręcił głową. Dopiero teraz przypomniał sobie, że auror który pojawia się w pustym biurze ma obowiązek w pierwszej kolejności sprawdzić historię mapy – proste zaklęcie pokazywało, czy w czasie nieobecności aurorów w biurze mapa coś sygnalizowała.
Moody prychnął i wycelował różdżką w mapę. Na chwilę zniknął z niej Londyn, i mapa stała się wielką, czarną płachtą.
- Twoje szczęście, Młody – powiedział Moody już spokojniej – kawę zaparz dla trzech i robimy naradę.
Tooker popatrzył na niego zdziwiony. Zginęła Pani Fasolka, do niego walili kedavrą, a on ma teraz kawę robić?
- Alastor, ty nie wiesz … – zaczął zadziornie, lecz Moody rozpinając płaszcz, nawet nie spojrzał w jego stronę.
- Caradoc nie słodzi, a dla mnie z podwójnym mlekiem dzisiaj. No, ruszaj się, Młody! – ryknął.
Tooker westchnął i ruszył w kierunku stolika, na którym mieli kociołek i kilka kubków. Kiedy zaczął parzyć kawę, ręce przestały mu się trząść.
11.
- To normalka. Szok. Kiedy po raz pierwszy uniknąłeś cudem śmierci, czujesz, że zaczynasz się rozpadać. Że jesteś do niczego, że ta robota cię przerasta, że chcesz uciec i się schować, i że wszystko ogólnie i w szczególe jest bez sensu. Coś takiego czułeś?
Tooker pokiwał głową. Dokładnie tak się czuł, gdy wrócił do Biura. Moody prawie idealnie opisał te uczucia, które nim owładnęły.
- Ja po pierwszej walce nawiałem do domu – powiedział Caradoc z uśmiechem. – Zapomniałem, że trzeba do Biura. Alastor mnie tam dorwał, zabrał różdżkę i na kopach przegonił przez pół Londynu. Dopiero, kiedy tyłek mnie rozbolał, jakoś zacząłem się zbierać. Tak trzeba, Tooker, nie wolno głaskać po główce i pocieszać, trzeba nakopać temu, który się rozkleja, zanim całkiem się rozpadnie.
Tooker pokiwał głową. Teraz już rozumiał, czemu Moody tak go zaatakował, i wiedział, że to podziałało. Nie rozpadł się, a był już tego bliski.
- Ale i tak mu tego nie zapomnę, kiedyś ja go tak załatwię! – dorzucił Caradoc ze śmiechem. Moody się nie uśmiechnął. Patrzył w oczy Tookera.
- Teraz opowiadaj dokładnie, każdą sekundę i każdy ruch, i wytłumacz przede wszystkim, po co oni rozwalili tego „pałecjanta”.
Tooker zrobił wielkie oczy.
- Policjanta? Jakiego znowu policjanta?
12.
Kiedy Tooker skończył swoją opowieść, Moody wstał i zaczął chodzić wzdłuż ściany. Tak zachowywał się na kursie, gdy omawiał jakieś zadanie albo podsumowywał jego wykonanie. Myślał nogami, tak to określali wszyscy w Biurze.
- No, to pod … – zaczął, ale nie zdążył dokończyć.
- … sumujmy, co tym razem zawaliliście – ryknęli chórem Tooker i Dearborn. Znali na pamięć teksty swojego byłego nauczyciela.
- Spieprzyłeś rozpoznanie, bo oni musieli czaić się na ulicy, gdy wchodziłeś do Fasolki. Poza tym niewerbalne, latałeś jak głupi, wrzeszcząc zaklęcia i ujawniając swoją pozycję. Do tego parę innych rzeczy, które litościwie przemilczę.
Tooker już się nie uśmiechał. Wiedział, że wiele rzeczy poszło źle, i to z jego winy.
- Wiesz, co byś za to dostał na egzaminie – ciągnął Moody – i byłaby poprawka. Ale to była prawdziwa walka, Tooker, i nie miałeś szans na poprawkę. Dlatego za tą akcję dałbym ci wybitny, gdyby takie oceny były wystawiane.
Tooker zbaraniał.
- Wybitny? Za co?
- Przeżyłeś, to raz. Opanowałeś strach podczas pierwszej w życiu walki, dwa. Zastosowałeś procedury, może nie wszystkie, ale wystarczyło, to trzy. Do tego nie kozakowałeś, i dałeś drapaka, kiedy to było konieczne. Bo było, jeden na trzech, czy nawet dwóch, to jest zawsze loteria, a na loterii tylko głupcy wygrywają.
Tooker milczał. Był już spokojny i umiał myśleć jak auror, tego się uczył trzy lata. I chociaż sam by sobie wystawił znacznie niższą ocenę, doszedł do wniosku, że faktycznie nie było aż tak źle, jak myślał początkowo.
Caradoc podszedł do wielkiej korkowej tablicy, na której przypięte były pinezkami zdjęcia znanych Śmierciożerców oraz osób, które o to podejrzewali.
- Poznałeś kogoś?
Tooker nawet nie spojrzał na tablicę. Znał na pamięć nie tylko twarze na zdjęciach, ale i pełne życiorysy i charakterystyki widniejących na nich osób.
- Nie, to nikt ze znanych. Tego, którego spetryfikowałem, obejrzałem bardzo dokładnie, z bliska. Tego drugiego też nieźle widziałem. Ta kobieta …
- Co - ta kobieta? Może to Bella? – Moody wskazał na zdjęcie Bellatriks Lestrange.
- No nie, mówiłem ci, że to była blondynka z krótkimi włosami – mruknął Tooker, lecz coś mu chodziło po głowie.
- Blondynka? A może miała perukę, albo użyła eliksiru…
- Alastor, czy ja seplenię albo się jąkam, że do ciebie nie dociera? To na pewno nie była Lestrange, ani w peruce, ani pod eliksirem zmieniającym kolor włosów – wrzasnął zdenerwowany Tooker.
- Ale? – Moody w ogóle się nie przejął wybuchem Tookera. Krzyczeli już na niego urzędnicy, nauczyciele, ministrowie, więc wybuch kolegi z biura nie zrobił na nim wrażenia.
- Ale ona była taka jakaś, no nie wiem jak to powiedzieć, taka piękna, ale jakby z dwóch różnych kobiet, ta twarz … – Tooker zaczerwienił się i zamilkł. Niełatwo było mu mówić o kobietach, a już takich składanych w szczególności. Ale takie właśnie miał wrażenie podczas tych kilku sekund, gdy widział twarz jasnowłosej kobiety – że są w niej dwie różne osoby.
Przez chwilę panowała cisza, ale żaden z aurorów nie śmiał się.
- Dobra, to co wiemy ? – zaczął Moody, krążąc już pod tablicą. – Ktoś zabił Panią Fasolkę, zupełnie bez sensu morderstwo, ale w sumie jakie ma sens? To nie byli śmierciożercy, nie było Mrocznego znaku, no i nikogo nie rozpoznałeś. Do tego prawie w tej samej chwili ktoś zabił jakiegoś włóczęgę, też bez sensu. Pytanie: czy nic tych dwóch zabójstw nie łączy, czy przeciwnie, są ściśle związane?
- Są ściśle związane! – wypalił natychmiast Dearborn.
- Dlaczego?
Caradoc zamyślił się.
- Powiem ci, że… że nie wiem – auror wzruszył ramionami. Tooker, gdy dowiedział się o drugim zabójstwie, o którym nie miał pojęcia, też od razu pomyślał, że to musi mieć związek. Tyle, że także on nie wiedział jaki.
- Po twoim odwrocie ci od Fasolki zamordowali mugolskiego pałecjanta – kontynuował Moody.
- Policjanta – odruchowo rzucił Tooker, który był mugolakiem i znacznie lepiej od swojego szefa orientował się w świecie mugoli.
- No przecież mówię – Moody nie do końca rozumiał te dziwaczne mugolskie nazwy – Nawet, jeśli ich zaskoczył, mogli bez trudu się deportować albo go tylko oszołomić czy spetryfikować. A jednak go zabili, i to kedavrą, a to znaczy, że idą na całość, jak Śmierciożercy.
- Może właśnie o to im chodzi – zastanowił się Tooker – może chcą, żeby ich wyczyny szły na konto Śmierciożerców?
Moody i Dearborn wymienili spojrzenia.
- Nieźle kombinujesz, Młody… – Dearborn, starszy od Tookera o dwa lata, uwielbiał podkreślać, że to już nie on jest najmłodszym stażem aurorem – to tłumaczy metodę. A motyw?
- Powiem ci, że… nie wiem – prychnął Tooker.
Tym razem na twarzy Moody’ego pojawiło się coś, co od biedy można było nazwać uśmiechem. Jeżeli jego ludzie zaczynają sobie wciskać szpile, to znaczy że sytuacja wraca do normy. W Biurze Aurorów powiedzenie z uśmiechem „dzień dobry” powodowało, że wszyscy, do których to było skierowane, prawie padali na ziemię z wyciągniętymi różdżkami, oczekując jakiegoś wrednego ataku.
Tooker przypomniał sobie o książce, którą trzymała w ręku Pani Fasolka. Wyjął ją z kieszeni płaszcza i zaczął wertować. Nagle spomiędzy kart książki wyleciała mała, biała karteczka.
Tooker i Dearborn wiedzieli, że Moody potrafi być szybki, nawet bardzo szybki. Ale gdy teraz rzucił zaklęcie niewerbalne, jego ręka trzymająca różdżkę, którą przecież miał w drugim rękawie, była tylko rozmazaną plamą. Książka i karteczka znieruchomiały w powietrzu jak zamrożone. Tooker powoli puścił książkę, która zawisła w powietrzu, i odsunął się. Caradoc podszedł i kucnął. Obejrzał karteczkę, która już prawie wysunęła się z książki, w której pozostał tylko kawałeczek jednego z jej rogów.
- No chyba przesadziłem z tym wybitnym – mruknął Moody pod nosem zezując na Tookera…
Chłopak zagryzł wargi. Znowu zapomniał podstaw – książki, gazety i broszury auror przegląda, kładąc je na płaskiej powierzchni – wtedy nic, co jest włożone, nie wypadnie, a czasem ważne jest miejsce, gdzie to coś jest w książce włożone.
- Dobra, puszczaj – powiedział Dearborn – i książka natychmiast spadła na podłogę, przygniatając karteczkę – była na stronie 30, czystą stroną do góry.
Moody podniósł książkę. Była to kieszonkowa wersja znanego każdemu chyba czarodziejowi podręcznika: „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”. Tooker podał mu zwykłą białą, kwadratową karteczkę, na jednej stronie której narysowany był tuszem wielki znak zapytania.
Popatrzyli kolejno na siebie, ale żaden z nich nie miał na twarzy ani śladu zrozumienia.
Moody położył książkę tak, żeby każdy z nich mógł przeczytać stronę 30 i 31. Opisane były na niej magiczne zwierzęta – sfinks, skrzydlaty koń i dwa gatunki smoków. Kiedy znowu popatrzyli po sobie, ich wyrazy twarzy się nie zmieniły.
- Jakieś pomysły? – rzucił Moody.
Jego podwładni pokręcili głowami.
- No to tak, jak ja … Dobra, robimy założenie, że miejsce włożenia karteczki nie ma znaczenia. Widziałeś ją kiedyś u Fasolki, Tooker?
Jeśli szef zwrócił się do niego po imieniu, to oznaczało, że mówi skrajnie poważnie. - Nie, i wiem, że ona jej wcześniej na pewno nie miała. Fasolka nienawidziła białego koloru od chwili, gdy w czasach Hogwartu spędziła trzy miesiące w szpitalu, kiedy jej miotła czasie meczu … – rozpędził się Tooker, ale uśmiechy kolegów zaraz go ostudziły.
- No co, robiłem za was te wszystkie interwencje u niej, to zdążyła mi całe życie opowiedzieć, ze dwa razy nawet … – zaperzył się Tooker, ale Moody położył mu rękę na ramieniu.
- Wszyscy ją znaliśmy, Tooker. Ona zawsze taka była, i wszyscy w Biurze ją lubili, choć każdy musiał przejść etap: „Jaki ty jesteś podobny do mojego wnuka”. Nawet ja. Tak naprawdę Pani Fasolka nazywała się Alice Colby i wiele lat temu była wyśmienitym aurorem, mnie samego raz oblała na egzaminach rocznych, zresztą słusznie. Potem zdarzyło się coś, co ją złamało, po czym nie umiała się długo pozbierać. Gdy w końcu doszła jakoś do siebie, stała się Panią Fasolką. Ale o tym wiem już tylko ja, a od kilku sekund także wy dwaj. I nigdy nikomu o tym nie powiecie.
Moody zamilkł. Znali ten wyraz jego pokiereszowanej bliznami twarzy. To był koniec rozmowy na ten temat.
Tooker myślał nad czymś intensywnie, coś mu świtało w głowie, ale nie umiał tego nazwać. Jakieś wrażenie braku czegoś, co powinno gdzieś być. W końcu zamknął oczy i przypomniał sobie twarz martwej kobiety.
- Okulary! – wrzasnął nagle.
Dwaj aurorzy popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
- Okulary! – znowu wrzasnął Tooker. – Ona nie miała założonych okularów, a przecież zawsze ich używała do czytania! Miała ich kilka par, w każdym pomieszczeniu w domu leżały, nawet w piwnicy. No, a gdy siedziała na fotelu z książką w reku, nie miał na nosie okularów!
Moody pomyślał chwilę.
- Może jej spadły?
Tooker energicznie pokręcił głową.
- Na pewno nie. Każde miały taką tasiemkę do noszenia na szyi, podpatrzyła to u mugoli, a poza tym dobrze się rozejrzałem, nie leżały ani na stoliku obok, ani na podłodze. Ona nie czytała tej książki w chwili śmierci, ktoś ją jej podrzucił, mówię wam! – w jego głosie było tyle pewności, że obaj koledzy nie próbowali nawet oponować. Im też ten trop wydawał się logiczny.
- Tylko po co? – zapytał Moody po chwili.
Tooker wzruszył ramionami, on też nie miał pojęcia, po co ktoś włożył w ręce zamordowanej przed chwilą kobiety jedną z najpopularniejszych książek w świecie czarodziejów. Caradoc potarł podbródek końcem różdżki, co wywołało kłąb iskier, które go sparzyły.
- Idiota… – mruknął Moody.
- No, może i tak, ale ten idiota właśnie znalazł związek pomiędzy tymi zabójstwami – złośliwie syknął Dearborn, dmuchając na koniec różdżki, żeby ugasić iskry – który jego przemądrzały szef przeoczył.
- Niby jaki?
- Kocyk, panie szefie, kocyk.
- Aha. I co? – Moody nadal nie rozumiał.
- Ten kocyk, którym przykryty był bezdomny w magazynie, pamiętasz? Był przykryty dwoma kocami, jeden był stary i brudny, ale ten na wierzchu nowiutki. Kojarzysz?
- Tak – powiedział Moody, ale ton jego głosu mówił, że nic nie kojarzy.
- Na tym nowym kocyku, którego nie obejrzałeś, tym na wierzchu, był taki drobniutki wzorek. Najpierw myślałem, że to jakieś kreski, ale dopiero z bardzo bliska poznałem, że to tysiące malutkich znaków zapytania.
Wszyscy trzej popatrzyli na małą, białą karteczkę.
- No dobra, zarobiłeś tym na swoją pensję w tym miesiącu, Caradoc – mruknął zadowolony Moody.
Tooker wziął od niego karteczkę i przypiął ją w przeciwnym rogu tablicy do tego, w którym były przypięte zdjęcia Śmierciożerców.
- No to mamy w grze nowego gracza – mruknął, a pozostali aurorzy tylko pokiwali głowami – jak go nazwiemy?
- „Znak zapytania”? – rzucił Moody.
- Za długie. Co się kojarzy ze znakiem zapytania?
- Pytanie. Niewiedza. Zagadka – podrzucił Dearborn.
- Może po prostu Riddler?
- No dobra, niech będzie „Riddler” na razie – zakończył dyskusję Moody. – Dobra, Młody, twoja noc, twoje pomysły wchodzą. Ale jeszcze jedno dzisiaj jest twoje – dokończył z dziwnym jak na niego promiennym uśmiechem.
Tooker, słysząc słodycz w głosie szefa, od razu nabrał czujności.
- Niby co?
- Niby raport z interwencji – odparł Moody – zwykle pisze go szef operacji, no ale ty nie zaczekałeś na swojego szefa, tylko nawiałeś w podskokach, czyli piszesz ty.
Zarechotał, a rechot w jego wykonaniu przypominał dźwięk perkusji przeciskającej się przez wielką metalową rurę. Dearborn z trudem tłumił śmiech, ale w końcu też się do niego przyłączył.
Tooker machnął zrezygnowany ręką. Usiadł przy swoim biurku i wziął do ręki orle pióro, które natychmiast wystrzeliło z zaostrzonego końca strugą atramentu, który poplamił mu spodnie.
- Tergeo! – Tooker zebrał różdżką atrament ze spodni, wściekły, że zapomniał sprawdzić rano pióro. Rzadko z niego korzystał, może dlatego. Obejrzał dokładnie kartę pergaminu, a potem zaczął się zastanawiać, jak zacząć swój pierwszy w życiu raport.
- Kiedy je zaczarowaliście? – zapytał w końcu, pokazując pióro kolegom.
- Tydzień temu – odparł bezczelnie Dearborn – już myśleliśmy, że zaklęcie zwietrzeje, zanim taki niepiśmienny jak ty użyje pióra.
Tooker prychnął.
- To jak mam zacząć ten raport, znaczy co na górze napisać? – zapytał Tooker. Moody udał, że się poważnie zastanawia.
- Bo ja wiem? Jeżeli słowo „Raport” uznasz za niestosowne, to może …”Mój dzień pracy jako auror”?
Tooker nie słuchał rechotu kolegów, zamoczył pióro w atramencie i zaczął pisać.

Epilog
Do małego pokoju na poddaszu weszła ubrana w męskie ciuchy młoda kobieta o krótkich, jasnych włosach. Siedzący na kanapie rudy kuguchar nawet nie drgnął, wodził tylko za nią oczami, gdy szła przez pokój. Nie drgnął też, gdy młoda kobieta zmieniła się w podobnego nieco do niej, jednak dużo starszego mężczyznę, który poczochrał go za uszami.
- Żałuj, że cię tam nie było – powiedział mężczyzna, sadowiąc się na fotelu – działo się. Co? A nie, nic nie poszło zgodnie z planem, ale właśnie dlatego było fajnie, wiesz jak lubię improwizację.
Kuguchar patrzył na mówiącego na głos mężczyznę bez zmrużenia oczu. Przywykł już do tych niezrozumiałych dla niego monologów, nie przeszkadzały mu. Ważne, że zawsze na czas miał pełną miskę i posprzątaną kuwetę. Reszta mało go obchodziła.
- Wiesz, w sumie całe to planowanie było bez sensu, te tumany chyba niczego nie zrozumieją, tak myślę – westchnął mężczyzna – ale i tak było fajnie. Właściwie, to chyba jednak zrozumieli jedno. Taką mam nadzieję. A może nie zrozumieją ?
Znudzony kuguchar wstał z kanapy i przeciągnął się, a potem wygiął długi ogon w coś, co do złudzenia przypominało znak zapytania.
Mężczyzna uśmiechnął się na ten widok szerokim, złym uśmiechem szaleńca.

Caairo11



Cooltext237995873904960
Witam w kolejnym numerze Czarownicy... Jeśli tu zaszedłeś czytelniku, to znaczy, że interesuje cię ten dział… Ale koniec pieszczenia słowem wstępu. Co u nas mugoli?
HOG
Hogwart jest niezwykłym miejscem, które kryje w sobie wiele tajemnic. Jakie rzeczy, przedmioty i postacie możemy spotkać w Szkole Magii i Czarodziejstwa, które lub którzy są znani również w świecie mugolskim?

Rycerze

Knight-Death-and-the-Devil

Rycerstwo było jednym ze stanów społecznych Europy średniowiecznej. Warstwa ta charakteryzowała się swoistym stylem życia, ceremoniałem i etyką. W zamian za nadania ziemskie rycerz przyjmował obowiązek służby pod rozkazami władcy, czyli seniora. Od późnego średniowiecza stan ten przekształcił się w szlachtę.

Tytuł rycerski w większości państw lub ówcześnie królestw czy księstw europejskich był jednym z niższych tytułów szlacheckich. Tak samo było i w Wielkiej Brytanii, gdzie osoba z tym tytułem, tytułowała się jako knight.

Początki rycerstwa sięgają czasów wczesnego średniowiecza. Stan ten miał ściśle określone prawa i obowiązki. Pierwotnie rycerzem mógł zostać każdy wojownik posiadający własnego konia, jednak od ok. XI wieku rycerzem mógł nazywać się pasowany na niego wojownik. Aby zostać rycerzem, chłopcy już w wieku 15 lat służyli jako giermkowie u boku rycerza, gdzie uczyli się wojennego rzemiosła. Po złożeniu dowodów męstwa oraz uzyskania odpowiedniego wykształcenia (władanie bronią, jazda konna, obyczaje, śpiew i poezja) giermek był pasowany na rycerza. Rycerze mieli specjalny status społeczny i byli przedstawicielami uprzywilejowanej warstwy feudalnej. Ich postępowanie opierało się na specjalnym etosie z uwzględnieniem kodeksu rycerskiego.

O tym i o wielu innych informacjach na temat rycerzy możemy dowiedzieć się z wszelakich książek, lekcji historii czy nawet i wikipedii.

Jednak jaki związek mają rycerze z Hogwartem i światem czarodziejskim?

W całej serii przewija się wiele „osób” związanych z rycerzami:

  1. Błędny Rycerz – może i nie jest osobą, a autobusem, jednak jest w nic coś z rycerza, przybywa w potrzebie czarodziejom. Wystarczy machnąć różdżką, aby natychmiast pojawił się błękitny autobus.
  2. Sir Cadogan – uczynny (i obłędny) rycerz z portretu na siódmym piętrze. Za życia był jednym z Rycerzy Okrągłego Stołu króla Artura oraz przyjaźnił się z Merlinem. Uczęszczał także do Hogwartu, gdzie został przydzielony do Gryffindoru. Zginął bohaterską śmiercią w potyczce z Wiwernem z Wye.
  3. Rycerze Okrągłego Stołu: Sir Lancelot, Sir Bedivere i Sir Percivale – są wspomniani na Pottermore.
  4. Król Artur – pojawia się na kartach z Czekoladowych Żab i na Pottermore.

Także duchy w Hogwarcie nawiązywały do rycerzy:

  1. Czarny Rycerz – był jednym z duchów w szkole. Nie wystąpił w żadnej z książek, jednak był w planach 1 części.
  2. Rycerze na Koniach – duchy dwóch rycerzy wpadło do korytarza (obok wejścia przez okno) do Wielkiej Sali w trzeciej filmowej odsłonie Harry’ego Pottera. Obaj byli w pełnym rynsztunku i poruszali się konno, jeden gonił drugiego.
  3. Baśnie Barda Beedle’a – w baśni Fontanna Szczęśliwego Losu z trzema czarownicami do fontanny podróżował mugolski rycerz, Baron Pechowiec, który po zażyciu kąpieli oświadczył się jednej z nich, Amacie.

Jest to tylko kilka przykładów, które udało mi się zaobserwować. Ufam, że podobają się wam takie drobne spostrzeżenia.

Do następnego,
Black

Bibliografia:

  1. Wikipedia, hasło: Rycerstwo (dostęp z dnia 28.04.2017)
  2. Harry Potter Wiki
  3. Seria książek
  4. Filmy z serii


Cooltext237460042634926
Zakończenie roku w Hogwarcie

Rok szkolny w Hogwarcie, podobnie jak w mugolskich odpowiednikach zaczyna się we wrześniu, a kończy w czerwcu. Uczniowie przez cały rok rywalizują o puchar domów. Rywalizację tą rozstrzyga ostatecznie dyrektor szkoły, dodając punkty za dodatkowe wyróżnia podczas roku szkolnego. Oczywiście... głównym elementem każdej szkoły jest nauka, a więc poznajmy:

Główne przedmioty w Hogwarcie:

  • Astronomia: na lekcji astronomii, uczniowie poznawali układ i ruchy planet i innych ciał niebieskich. Astronomia jest również jedną z metod wróżenia, wyczytując koniunkcję planet, można przewidzieć przyszłość (tak jak to robiły centaury). Astronomia była przedmiotem obowiązkowym w Hogwarcie.
  • Eliksiry: na lekcji eliksirów uczniowie poznawali i uczyli się przygotowywać różnego rodzaju substancje magiczne. Eliksiry były jednym z ważniejszych przedmiotów obowiązkowych w Hogwarcie.
  • Historia magii: na lekcji historii magii uczniowie poznawali przeszłość, losy i przeżycia czarodziejów. Historia magii była przedmiotem obowiązkowym w Hogwarcie.
  • Latanie: uczniowie uczyli się latać na miotłach, a przedmiot był obowiązkowy i prowadzony tylko w pierwszej klasie.
  • Mugoloznastwo: na lekcji mugoloznastwa uczniowie poznawali życie, kulturę i zwyczaje mugoli. Mugoloznastwo nie było przedmiotem obowiązkowym w Hogwarcie.
  • Numerologia: numerologia jest jedną z metod wróżenia, a polega na przepowiadaniu z przyszłości na podstawie liter i cyfr, czyli imion czy dat. Numerologia nie była przedmiotem obowiązkowym w Hogwarcie.
  • Obrona przed czarną magią: na lekcji obrony przed czarną magią uczniowie poznawali, jak bronić się przed przeciwnikiem, który użył zaklęcia czarnomagicznego. Poznawali również stworzenia, na które warto uważać i jak się przed nimi bronić. Obrona przed czarną magią była jednym z ważniejszych przedmiotów obowiązkowych w Hogwarcie.
  • Opieka nad magicznymi stworzeniami: uczniowie na lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami zajmowali się opieką nad stworzeniami, które przejawiały zdolności magiczne. Opieka nad magicznymi stworzeniami nie była przedmiotem obowiązkowym w Hogwarcie.
  • Starożytne runy: na lekcji runów uczniowie poznawali runy i uczyli się je przetłumaczyć, a później interpretować. Starożytne runy nie były przedmiotem obowiązkowym w Hogwarcie.
  • Transmutacja: uczniowie na zajęciach transmutacji uczyli się transformować, czyli zamieniać jedną rzecz w drugą. Transmutacja była jednym z ważniejszych przedmiotów obowiązkowych w Hogwarcie.
  • Wróżbiarstwo: na lekcjach wróżbiarstwa uczniowie za pomocą fusów, kul, ręki, kart czy planet odczytywali przyszłość, jednakże wróżbiarstwo wymagało „Wewnętrznego Oka” :). Wróżbiarstwo nie było przedmiotem obowiązkowym w Hogwarcie.
  • Zaklęcia i uroki: na lekcjach zaklęć i uroków uczniowie praktycznie uczyli się podstawowych i bardzo przydatnych zaklęć i uroków. Zaklęcia i uroki były przedmiotem obowiązkowym w Hogwarcie.
  • Zielarstwo: na lekcji zielarstwa uczniowie oprócz zajmowali się roślinami, czyli przesadzaniem czy podlewaniem, poznawali ich działanie. Znajomość zielarstwa była przydatna do eliksirów. Zielarstwo było przedmiotem obowiązkowym w Hogwarcie.

Ocenianie

Standardowe umiejętności magiczne (pot. sumy): egzamin pisany przez uczniów piątej klasy Hogwartu, sprawdzający wiedzę ucznia ze wszystkich obowiązkowych przedmiotów oraz z tych, które wybrało się na trzecim roku w Hogwarcie — egzamin był pisany z całego dotychczas poznanego materiału — czyli z wszystkich pięciu lat i pokazywał, czy uczeń ma na tyle wiedzy, by kontynuować naukę w następnej klasie.

Egzamin był odpowiednio zabezpieczany przed magicznymi ściągami. Przed rozpoczęciem egzaminu, w czerwcu pojawiała się wzmożona sprzedaż magicznych pomocy w pisaniu egzaminu.

Stopnie, które można było otrzymać za egzamin, to:

  • W (Wybitny)
  • P (Powyżej oczekiwań)
  • Z (Zadowalający)
  • N (Nędzny)
  • O (Okropny)
  • T (Troll)

Jeśli uczeń dostał którąś z trzech pierwszych ocen (T, O lub N), niestety nie zaliczał egzaminu.

Okropnie wyczerpujące umiejętności magiczne (pot. owutemy): egzamin sprawdzający całą wiedzę poznaną przez siedem lat w Hogwarcie. Był bardzo trudnym egzaminem. Owutemy głównie były potrzebne do podjęcia pracy w Ministerstwie Magii lub otrzymania posady aurora, gdzie potrzeba było mieć przynajmniej pięć zdanych sumów z ocenami P lub W. W niektórych przypadkach, podczas szukania pracy, czarodzieje okazywali wyniki z sumów.


Cooltext237999368793654

Witam kolejny raz w swoim dziale. Czas podsumować, co się działo w minionym miesiącu.

Cho

Na początku miesiąca w walce o zwycięstwo w 45. Artykule Miesiąca stanęły dwa artykuły, a dokładniej Cho Chang rozbudowana przez Mag i Mary GrandPre poprawiana przez Alix. Walka była zacięta, a głosowanie trwało kilka dni. Ostatecznie głosem Adama kolejny triumf w AM świętowała MagMalfoy.

Najważniejszą sprawą poruszaną przez społeczność HPW w końcówce marca i w pierwszej połowie kwietnia były medale. Sprawa na administracji nie była łatwa, bo jedni chcieli ich likwidacji lub ograniczenia, a drudzy chcieli medale zostawić. Ostatecznie zlikwidowano jedynie medal za Order Merlina, który został uznany za odznaczenie za zostanie odznaczonym, czyli był innymi słowy bezsensowny. Postanowiono również ograniczyć medale w Użytkowniku Miesiąca, a także zamiast medalu za drugie miejsce w Artykule Miesiąca wyróżnienie ma być za każdy start, który nie zakończył się zwycięstwem. Pojawiły się również medale za konkurs one-shotów oraz za duże zaangażowanie w czasopismo, w którym właśnie piszę. Obecnie odświeżane są również grafiki medali.

Należy również wspomnieć o Turnieju Trójtwórczym. Turniej przewiduje trzy zadania, w których będzie trzeba wykazać się kreatywnością, oryginalnością i pomysłowością. Każdy etap będzie miał osobne kryteria oceniania i osobne zwycięstwo, udział w poprzednim etapie nie ma wpływu w następny, więc każdy ma równe szanse. I etap polegał na napisaniu opowiadania na jeden z dziesięciu zadanych tematów. W chwili wydania będzie trwać już II etap, nie wiem na czym będzie polegał, ale życzę w nim wszystkim powodzenia.

Cyzia isthealice

W miesiącu kwietniu odbył XLII Fan Art. Temat tego fan artu był dowolny i wpłynęły aż cztery prace, którymi autorami byli kolejno Rudge01, MagMalfoy, Isthealice i MaJaeNBracken. Podczas głosowania było spore zamieszanie, ponieważ na Rudge głosowało wiele nieuprawnionych osób. Ich głosy zostały skreślone, a ostatecznie wygrała Alice z przewagą zaledwie punktu nad Mają. W chwili wydania powinien być zakończony XLIII Fan Art, którego tematem jest Wielkanoc, więc z góry gratuluję zwycięzcy.

9 kwietnia praw administratora zrzekł się niestety 32Polak. Swoją decyzję uargumentował faktem, że jak na te uprawnienia był w ostatnim czasie zdecydowanie za mało aktywny. Dziękujemy Ci za cały dotychczasowy wkład i życzymy powodzenia w dalszym życiu.

Pi

Reakcja administracji na odejście Polaka była gwałtowna. Już następnego dnia pojawiło się głosowanie w sprawie wyboru Isthealice na administratora. Z powodu jej wielkiego wkładu i tego, że jest bardzo rzetelna w swoich obowiązkach, a także jest dobrą foczką, Alice została adminem ze 100% poparciem. Pierwszym zadaniem, którego się podjęła na tym stanowisku było sprzątanie komentarzy pod artykułami z nieprzyzwoitej treści. Życzę pani redaktor naczelnej powodzenia w nowej roli.

W tym miesiącu pojawiło się parę ciekawych zabaw autorstwa Caairo11, znanego w slangu czatowym jako Paweł. Jego zagadki związane ze światem HPW nieraz były przedmiotem dyskusji na czacie, a zabawy związane z wcielaniem się w postacie dały społeczności nie mało śmiechu. Jestem pewien, że Paweł jeszcze nieraz nas zaskoczy.

Pozdrawiam serdecznie,
Damianek


Cooltext237460345813956
Świat magiczny

URODZENI I ZMARLI
Cmentarz
  • 2.05.1998 r. – śmierć poniosło wiele osób, min. Lord Voldemort, Bellatriks Lestrange, Remus Lupin, Severus Snape, Fred Weasley.
  • 2.05 (wczesne lata XXI wieku) – urodziła się Victoire Weasley.
  • 3.05.1998 r. – zmarła Lavender Brown, uczennica Hogwartu, przydzielona do Gryffindoru.
  • 15.05.1931 lub 1941 r. – urodziła się Pomona Sprout, nauczycielka zielarstwa w Hogwarcie.
  • 18.05.1291 r. – zmarł Ignotus Peverell.
  • 24.05.1995 r. – Bartemius Crouch Senior został zamordowany.
WYDARZENIA
  • 1.05.1998 r. – Harry Potter, Ron Weasley i Hermiona Granger włamują się do skarbca rodziny Lestrange w Banku Gringotta z pomocą Gryfka. Kradną puchar Helgi Hufflepuff i oszukani przez goblina tracą miecz Gryffindora.
  • 1.05.1998 r. – Severus Snape toczy pojedynek z Minerwą McGonagall. Lord Voldemort szykuje się do oblężenia zamku.
  • 2.05.1998 r. – rozpoczyna się Druga Bitwa o Hogwart.
  • 6.05.1992 r. – Ron Weasley zostaje ugryziony przez Norbertę.
  • 7.05.1992 r. – sowa Charliego przynosi list z wiadomością o tym, że Norbert zostanie zabrany ze szkoły. Ron idzie do skrzydła szpitalnego.
  • 8.05.1993 r. – mecz quidditcha w Hogwarcie zostaje odwołany po ataku bazyliszka na Hermionę Granger i Penelopę Clearwater.
  • 8.05.1993 r. – Albus Dumbledore zostaje zawieszony na stanowisku dyrektora.
  • 8.05.1993 r. – Rubeus Hagrid zostaje wysłany do Azkabanu.
  • 9.05.1992 r. – Harry Potter i Hermiona Granger transportują Norberta na jedną z wież Hogwartu, aby Charlie Weasley przeniósł smoka do Rumunii. Draco Malfoy dostaje szlaban za próbę złapania ich na gorącym uczynku.
  • 9.05.1889 r. – została założona Liga Czarownic, prezesem została Lady Wimborne.
  • 10.05.1992 r. – Harry, Hermiona i Neville za przebywanie w nocy poza dormitorium, tracą dla Gryffindoru 150 punktów.
  • 14.05.1997 r. – wiele plotek krążących po Hogwarcie mówi o związku Harry'ego Pottera i Ginny Weasley.
  • 14.05.2014 r. – odbywa się drugi mecz 427 Mistrzostw Świata w Quidditchu pomiędzy Fidżi a Nigerią.
  • 15.05.1995 r. – Dudley Dursley zdobywa mistrzostwo w kategorii ciężkiej na Szkolnych Mistrzostwach Południowo-Wschodniej Anglii.
  • 15.05.2014 r. – trwa trzeci mecz 427 Mistrzostw Świata w Quidditchu pomiędzy Brazylią a Haiti.
  • 17.05.2014 r. – zaczyna się trwający trzy dni mecz quidditcha Liechtenstein kontra Czad.
  • 18.05.1291 r. – syn Ignotusa Peverella przejmuje po ojcu pelerynę-niewidkę.
  • 20.05.1992 r. – Rubeus Hagrid odnajduje w Zakazanym Lesie martwego jednorożca.
  • 22.05.2014 r. – trwają Mistrzostwa Świata w Quidditchu. Odbywa się mecz Niemcy kontra Walia.
  • 24.05.1993 r. – Ron Weasley i Harry Potter idą za pająkami do Zakazanego Lasu.
  • 24.05.1995 r. – Ludo Bagman wyjaśnia reprezentantom, na czym będzie polegało trzecie zadanie TT.
  • 25.05.1992 r. – Harry Potter słyszy kłótnię pomiędzy Quirrellem a Lordem Voldemortem i zakłada, że to Severus Snape grozi Kwiryniuszowi.
  • 25.05.1993 r. – profesor Minerwa McGonagall na lekcji transmutacji studentów drugiego roku zapowiada egzaminy, które odbędą się 1 czerwca. Jest to szokiem dla wielu, gdyż nie wyobrażali sobie egzaminów ze względu na ataki na uczniów pochodzenia mugolskiego.
  • 26.05.1992 r. – Harry Potter, Hermiona Granger, Neville Longbottom i Draco Malfoy udają się z Rubeusem Hagridem do Zakazanego Lasu. Znajdują martwego jednorożca, przy czym Harry spotyka po raz pierwszy od dnia śmierci rodziców Lorda Voldemorta.
  • 26.05.1995 r. – Harry Potter otrzymuje list od swojego ojca chrzestnego Syriusza Blacka, wzywającego szczególną ostrożność i stosowanie zaklęć w trakcie trzeciego zadania Turnieju Trójmagicznego, które miały miejsce dwa dni po tajemniczej śmierci Bartemiusza Croucha Seniora.
  • 27.05.1992 r. – pierwszoroczni Gryffindoru mają lekcję astronomii w Wieży Astronomicznej.
  • 29.05.1993 r. – Harry, Ron i Gilderoy Lockhart wyruszają na wyprawę ratowniczą Ginny Weasley do Komnaty Tajemnic. Potter odbywa walkę z bazyliszkiem Salazara Slytherina i nieświadomie niszczy horkruks, dziennik Toma Riddle'a, czym ratuje życie Ginny.
  • 30.05.1993 r. – Lucjusz Malfoy zostaje wydalony z Rady Nadzorczej w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Zgredek zostaje uwolniony za sprawą Harry'ego, gdy ten podmienia swoją skarpetkę na skarpetkę Lucjusza.
  • 31.05.1999 r. – w Chipping Clodbury trwają zamieszki podczas spotkania urzędników Ministerstwa Magii i Bractwa Goblinów.
Kalendarz1
Świat mugoli
URODZENI I ZMARLI
  • 3.05.2010 r. – zmarł Jimmy Gardner, aktor wcielający się w rolę Ernesta Pranga w filmowej adaptacji Harry'ego Pottera i więźnia Azkabanu.
  • 4.05.1923 r. – urodził się Eric Sykes, aktor wcielający się w postać mugola Franka Bryce'a w filmowej adaptacji Harry'ego Pottera i Czary Ognia.
  • 5.05.1987 r. – urodziła się Jessie Cave, aktorka grająca rolę Lavender Brown w filmowej adaptacji Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi.
  • 7.05.1986 r. – urodził się Robbie Jarvis, aktor grający młodego Jamesa Pottera w filmowej adaptacji Harry'ego Pottera i Zakonu Feniksa.
  • 11.05.1948 r. – urodziła się Pam Ferris, odtwórczyni roli ciotki Marge w filmowej adaptacji Harry'ego Potter i więźnia Azkabanu.
  • 12.05.1983 r. – Domhnall Gleeson, irlandzki aktor, który wcielił się w rolę Billa Weasleya w ekranizacji powieści Harry'ego Pottera i Insygniów Śmierci.
  • 13.05.1949 r. – urodziła się Zoe Wanamaker, aktorka wcielająca się w rolę Rolandy Hooch w filmowej adaptacji Harry'ego Pottera i Kamienia Filozoficznego.
  • 13.05.1977 r. – urodziła się Samantha Morton, aktorka wcielająca się w role Mary Lou w filmie Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć.
  • 13.05.1986 r. – urodził się Robert Pattinson, aktor wcielający się w rolę Cedrika Diggory'ego w filmowej adaptacji Harry'ego Pottera i Czary Ognia.
  • 15.05.1992 r. – urodziła się Anna Shaffer, aktorka wcielająca się w postać Romildy Vane.
  • 16.05.1985 r. – urodził się Stanislav Ianevski, odtwórca roli Wiktora Kruma.
  • 17.05.1958 r. – urodził się Paul Whitehouse, aktor podkładający głos Sir Cadoganowi w adaptacji filmowej trzeciej części sagi.
  • 18.05.1941 r. – urodziła się Miriam Margolyes, aktorka wcielająca się w Pomonę Sprout w filmowej adaptacji Harry'ego Pottera i Komnaty Tajemnic i drugiej filmowej adaptacji Harry'ego Pottera i Insygniów Śmierci.
  • 19.05.1967 r. – urodziła się Geraldine Somerville, aktorka, która wcieliła się w Lily Potter, matkę Harry'ego Pottera.
  • 19.05.1981 r. – urodził się Mateusz Damięcki, polski aktor podkładający głos pod Toma Riddle'a w filmie Harry Potter i Komnata Tajemnic.
  • 23.05.1945 r. – urodził się Andrew Burt, brytyjski aktor, który podkładał głosu w komputerowej adaptacji Harry'ego Pottera i Insygniów Śmierci.
  • 23.05.1967 r. – urodził się Phil Selway, muzyk wcielający się w Orsino Thrustona w filmowej adaptacji Harry'ego Pottera i Czary Ognia.
  • 24.05.1949 r. – urodził się Jim Broadbent, aktor grający Horacego Slughorna.
  • 24.05.2008 r. – Robert Knox uległ śmiertelnemu wypadkowi, kiedy bronił swojego brata przed napastnikiem ze sztyletem.
  • 25.05.1986 r. – urodził się Alec Hopkins, który zagrał młodego Severusa Snape'a w filmowej adaptacji Harry'ego Pottera i Zakonu Feniksa.
  • 26.05.1966 r. – urodziła się Helena Bonham Carter, aktorka wcielająca się w rolę Bellatriks Lestrange w filmach z serii o Harrym Potterze.
  • 26.05.1996 – urodził się Will Dunn, aktor wcielający się w Jamesa Syriusza Pottera w filmowej adaptacji Harry'ego Pottera i Insygniów Śmierci.
  • 29.05.1965 r. – urodził się Peter Breitmayer, amerykański aktor wcielający się w rolę Gilberta Bingley'a w filmowej adaptacji Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć.
  • 31.05.1976 r. – urodził się Colin Farrell, irlandzki aktor filmowy i telewizyjny występujący w filmowej adaptacji Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć, gdzie wcielił się w rolę Percivala Gravesa.
WYDARZENIA
  • 31.05.2004 r. –filmowa adaptacja Harry'ego Pottera i więźnia Azkabanu ma swoją premierę w Wielkiej Brytanii.


Cooltext237460417069875
To już koniec dziewiątego numeru. Tym razem zamiast opowieści Alix, mogliście w One-shotach przeczytać zwycięską pracę w pierwszym etapie Turnieju Trójtwórczego, a za Temat Numeru wyjątkowo odpowiadałam ja (Alice). Bardzo dziękuję wszystkim pisarzom naszej gazety: Blacki, Damianowi, Saru i Dawidowi. Uważam, że odwaliliście dobrą robotę. Jeszcze raz gratuluję zwycięzcy Turnieju Trójtwórczego i życzę powodzenia w kolejnym etapie... A ja się już z wami żegnam, papa!
Foczusia
Foczka Alice


Cooltext238370729333360
Isthealice
Pi

Założycielka i pomysłodawczyni projektu. Odpowiadała za różne działy, obecnie projektuje okładki do numerów, pisze "Ogłoszenia", "Podziękowania" oraz poprawia teksty w gazecie. Także nadzoruje pracę i zawsze można się do niej zgłosić z pomysłem. Na co dzień administratorka HPW, która stara się pomóc nowym osobom. W 9 numerze odpowiadała także za Temat Numeru.

BlackAngel92
SiriusBlack

Blacki to moderator treści i dyskusji na wiki, a w gazecie jedna z pisarek. Wcześniej poprawiała teksty i pisała, dziś lekko odciążona, odpowiada za "Dzieje Mugoli", zamiennie z "Wieczorkami u Madame Rosmerty". Pomaga także nad oprawą graficzną gazety, tworząc szablony. Aktywna w życiu HPW i zawsze skora do pomocy nowym użytkownikom.

Dawid2
Dawid2

Dawid to administrator techniczny Harry Potter Wiki i od ósmego numeru jeden z redaktorów. Zajmuje się działem "Dzieje Czarodziejów" i jak można zauważyć, wychodzi mu to naprawdę dobrze. Sympatyczna osoba, która szybko zareaguje i wypowie się w kluczowych sprawach na wiki.

SarummanLestrange
Saru1

SarumamLestrange znany jako po prostu Saru, jest od niedawna moderatorem czatu na wiki. Od 8 numeru jest odpowiedzialny za działy: "Kartka z Kalendarza" i "Kącik Huncwotów". Na HPW od ponad 3 lat, zatem aktywny i obeznany sprawach na wiki. Łatwo nawiązuje kontakt z ludźmi i ma wesołe poczucie humoru.

Damian102
240pxLucy Pevensie

Damian lub Łucja, jak kto woli, to redaktor od ósmego numeru, który relacjonuje nam w gazecie "Co się działo na HPW". Chociaż konto ma od kilku lat, aktywniejszy w życiu na wiki stał się w okolicach grudnia 2016 roku. Często można spotkać go na czacie, stara się też wypowiadać w wątkach na forum.

Poprzednio
Numer 8

Numer 9
Następny
Numer 10
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.